Zasady „tykania sie” sa rózne w róznych krajach.

Wczoraj, sekretarka fabryczna pyta mnie, jak ma zareagowac na nastepujaca sytuacje: wyslala mianowicie oficjalny e-mail do pewnego wydawcy ksiazek w USA, zwracajac sie do niego „Szanowny Pan Jan Kowalski”. Podpisala imieniem i nazwiskiem, czyli powedzmy Barbara Nowak. Po paru godzinach dostala odpowiedz zaczynajaca sie od „Droga Basiu” i podpisana „Jas”.
Skonfundowalo ja to okrutnie, bo sekretarka jest Niemka i zna tylko niemieckie normy socjalne tudziez jezyk angielski – ale nie normy angielskie….
Tlumaczylam jak moglam, Ze moze tego Jasia zignorowac i znowu napisac do Szanownego Pana Kowalskiego i dalej podpisywac pelnym imieniem i nazwiskiem. Albo ze przechodzi z Kowalskim na „Ty” i nazywa go „Jasiem” i podpisuje sie „Basia”.
Mialam wrazenie, ze zrozumiala. Zeby podkreslic moc przechodzenia na „ty” dodalam jeszcze – „a jak juz bedziecie sie tykac, to pozdrów tego Jasia ode mnie”. Obydwie sie usmialysmy i rozeszlysmy sie na stanowiska pracownicze.
Dzisiaj rano otwieram poczte. Widze e-mail sekretarki skierowany do Jana Kowalskiego i do mnie. „Drogi Jasiu” – zaczyna sie list – acha, czyli skumala i postanowila przejsc z Jasiem na ty. …tralala…mmmmmmmm…. „A zeby mnie zapomniala, Jasiu, mam cie pozdrowiec od Jagny” konczy sie list –a mnie, mnie wlosy staja w tym momencie deba na glowie. Robie sie czerwona jak pomidor I pisze natychmiast wyjasnienie do Jana Kowalskiego, ze padl ofiara zbyt doslownie wzietego do serca tlumaczenia regul przechodzenia na ty w USA. I ze wcale go nie chce poznac I to nie mialo byc tak!
Odpowiedzi ciagle nie ma….

PODYSKUTUJ: