Migawki z Warszawy

„Drzwi, prosze pani, otwieramy do siebie a nie od siebie i dopiero wtedy wychodzimy” (pani w kwiaciarni)
„My tu nie przyjmujemy pieniedzy za takie rzeczy” (pani w sklepie spozywczym, w którym zgubilam a potem odnalazlam mój telefon komórkowy, wzbraniajac sie przed wzieciem znaleznego)
„Wlasciwie to jest zamkniete, ale ja mam jeszcze troszke roboty, prosze wejsc, osbluze panstwa chetnie” (kelner w restaruracji CK Oberza na Chmielnej, gdzie o pólnocy wpadlismy na kawe i sernik)

PODYSKUTUJ: