W przytulnej atmosferze Warsa….

…. pasazerowie jedza, pija i rozmawiaja.

Wpada mi w oko niejedzaca, niepijaca i nierozmawiajaca a za to przechadzajaca sie wzdluz wagonu w te i z pworotem pani o wdzieku baletnicy.

Tanczy sobie przez warsowski wagon w krótkich, stylowo poszarpanych spodenkach. Opalone, zgrabne nogi bez sladu celulitu ma obute w nonszalanckie i swietnej jakosci tanisówki. Azurowy sweterek przyciaga wzrok meskiej polowy warsowych gosci.

A baletnica, niby nie zwracajac uwagi na publicznosc, tanczy sobie dalej, tulac przy biuscie jaskrawozielona torebke marki Mandarina Duck. (Mandarina Duck to cholernie droga firma, ja odwiedzam ja tylko przez witryne, zeby sobie popatrzec).

I nagle dzwoni telefon baletnicy, która tenze telefon wyjmuje z zielonej torby Mandarina Duck i mówi piskliwym glosem:
„No?”
Czar pryska.
Niektórzy ludzie nie powinni mówic tylko powinni wygladac, i juz.

PODYSKUTUJ: