W poludnie

W poludnie

…wpada na chwile do domu Towarzysz Odcinka, zeby sprawdzic jak ja, ofiara wirusa, sie czuje. Czuje sie juz calkiem niezle,  szykuje sie juz na jutro mentalnie do powrotu na fabryke, ponaglana rozpaczliwymi e-mailami i SMSami z pracy… Towarzysz Odcinka kupil mi polski Newsweek, ktory juz calkiem oficjalnie mozna dostac w duzych sklepach z gazetami.

Na okladce Newsweeka – smutne dziecko z rozdzierajacym wyrzutem w oczach patrzy zza mokrej szyby. I do tego artykul pod dramatycznym tytulem “Uwazaj za granica, bo zabiora ci dziecko”. Czytam. Czytam i wspolczuje rodzinie polskiej, ktora po osiedleniu sie w Norwegii musiala przejsc przez pieklo rozstania z dzieckiem, ktore wedlug tamtejszych – norweskich – norm, bylo traktowane “nieprawidlowo”, co bylo przyczyna przekazania dziewczynki do rodziny zastepczej.

Ale w artykule znajduje tez wyjasnienie calej sprawy. Autor pisze o matce dziewczynki:  “Po pieciu latach w Norwegii (…) nawet jesli jezyka wciaz nie znala…”. Acha – tu jest pies pogrzebany. Bo jezeli matka nie znala jezyka, to jak mogla znac przepisy w tymze jezyku? To, co nam sie wydaje absurdum I paranoja, jest w pewnych krajach norma i prawem i nic sie na to poradzic nie da. Zmienic prawo dla cudzoziemcow? Hmmmm…

Przypominaja mi sie historie z Ameryki Pólnocnej. Pierwszy historia – o matce niemowlecia (emigrantka nie znajaca dobrze jezyka), ktora poszla z dzieckiem na zakupy. W trakcie tychze, dziecko zrobilo sie glodne i matka postanowila je nakarmic. Piersia. Policja przyjechala w ciagu paru minut, zaaresztowala ja za niemoralne zachowanie sie, dziecko odebrano i przekazano rodzinie zastepczej. Piersi w miejscach publicznych nie pokazuje sie, bez wzgledu na powod. Matka tego nie wiedziala.

I w Stanach i w Kanadzie obowiazuje tez calkowity (i karalny) zakaz pozostawiania bez opieki dzieci do lat dwunastu. Do szkoly dzieci musza byc dostarczane i odbierane przez osobe starsza niz 12 lat (moze byc 12 lat i jeden dzien). W domu tez dzieci ani na chwile nie mozna pozostawic samych. Dlatego tez tak popularna jest instytucja „baybsitter‘ów“… Dzieci maja to do siebie (tak jak i dziewczynka w artykule z Newsweeka) ze ucza sie i jezykow i lokalnych zwyczajow duzo szybciej, niz dorosli. I tak kiedys, pewni znajowmi stracili na pare miesiecy potomstwo (odzyskali je po kosztownej rozprawie sadowej). Sprawa byla raczej prosta – zaproszeni byli do sasiadow, dom tuz obok, na grillowa kolacje. Dzieci – 11 i 9 – lat zostawili w domu i kazali dzwonic, gdyby cos. Dzieci wsciekle, ze nie poszly z nimi, zadzwonily, ale pod 911 i slodkim glosem powiadomily policje, ze sa same w domu i sie boja. Policja przyjechala na sygnale, dzieci zgarnela i na tym sie sprawa skonczyla. Zemsta potomkow okazala sie byc pelna.

Moral z tego wszystkiego taki, ze w Innym Kraju nie tylko trzeba sie dobrze poinformowac o niuansach przepisow drogowych ale rowniez o innych witalnych sprawach dotyczacych na przyklad obnazonych damskich piersi (w Niemczech na przyklad mozna spokojnie karmic, nie ma obawy) i innych roznic obyczajowych. No i jezyka sie nauczyc tez by nie zaszkodzilo…

PS. W Niemczech bicie dzieci – nawet tak zwany "klaps" – jest aboslutnie zabronione i karalne i moze skonczyc sie tak, jak w norweskiej historii.

PODYSKUTUJ: