Komfort chorowania podniósl sie…

…o mniej wiecej 100%. Wczoraj wieczorem zostalo wlaczone ogrzewanie! Hura! Hura! Koniec przemykania sie swinskim truchtem (aby wyprodukowac energie i cieplo) do lodowatej lazienki, koniec ogrzewania kuchni piecykiem, koniec trzech kocy na pierzynie! Teraz potrzebuje tylko dwóch.

Walka z poczta o paczke. W paczce miala przyjsc skrzynka wina. Podróze paczko obserwuje na internetowej stronie poczty. Przedwczoraj, juz, juz, o maly wlos miala byc dostarczona ale nie, jakos poczcie nie wyszlo. Na stronie internetowej napisane, ze próbowano dwukrotnie o 17:00 i nikogo ie bylo w domu. W domu byl, owszem, Towarzysz Odcinka Zycia, ale o paczce nic nie wie. Avizo – brak. Wczoraj internet pokazuje kolejne próby dostarczenie paczki – znowu niepomyslne (a przeciez ja caly dzien uczciwie chorowalam w domu). Na koniec dnia znajduje internetowa wiadomosc, ze paczka zostala dostarczona do sasiadów. Jakich? Nie wiadomo. Nie ma nazwiska, avizo znowu brak. Wsciekla, pozegnalam sie w myslach ze skrzynka wina. Trudno, rzecz nabyta, nie to to inne.

Dzis rano, Towarzysz Odcinka Zycia kupuje papierosy w kiosku z gazetami. Kiosk pokazny, nie tylko gazety i papierosy ale i troche artykulów spozywczych tam maja. I czasem poczta zostawia tam paczki. TOW inteligentnie wypatrzyl pokazny karton z napisem „ostroznie szklo” i pyta, czy to do nas. Do nas. Wino sie znalazlo! To prawie cud! No moze nie jak ten w Kanie Galilejskiej, bo tam nieo  szesc butelek ale o cale stagwie pelne wina chodzilo. Mój, to taki skromny, mini-cud. Ale cieszy niezmiernie.

Dzisiejszy dzien to dzien kaszlu, dalej nie ide na fabryke. Siedze w kuchni przy kaloryferze i zdrowieje.

PODYSKUTUJ: