Klasztor tchnie powaga….

..a nasza kolorowa glosna grupa troche sie z ta powaga nie zgadza. Braciszkowie wynajmuja biblioteke klasztorna na zjadzy i konferencje – takie jak ta nasza. W glebi ogrodów klasztornych przemykaja sie zakonnicy pilnie wpatrzeni w kamienne podlogi wyblyszczone milionami kroków poprzedników, którzy tez sie tam kiedys przemykali.

Wita nas ojciec Aniol (co za stosowne imie dla zakonnika), tlumaczy jak dawno juz zgromadzenie tych braciszków istnieje w Bolonii – od czasów napoleonskich mianowicie – i ile przez te pare setek lat zdzialali. po czym zaczynamy obradowac.

W przerwach na kawe serwuja nam prosecco. No cos takiego. Wieczorem odbywa sie oficjalne otwarcie, oczywiscie przy strumieniach prosecco lejacych sie w jakims palacu. W gruncie rzeczy kazda kamienicy tutaj to palac, przynajmniej tak glosza napisy. Wpatrzona jestem w jeden z obrazów palacowych. W pwenym momencie kobieta na obrazie porusza sie i pudruje sobie nos. No cos takiego – to przeciez obrazy z Harry Potter!!!

Lubie Bolonie. Duzo mniej pretensjonalna niz Rzym, czy Florencja czy nawet Mediolan, któremu sie w glowie przewrócilo przez te miedzynarodowa wystawe w tym roku. Bolonia jest z krwi i kosci, powazna ale z poczuciem humoru. Mam nadzieje, ze sie nie popsuje…

PODYSKUTUJ: