Dopadl mnie…

…deszcz. Ale przynajmnie ciagle jest wzglednie cieplo – pocieszam sie w rozumie. Wiesci z domu – w Berlinie juz nocne przymrozki w dzien tylko mizerne 7 stopni. Oscar nie chce wracac do takiej lodówki, ale on niewiele ma do powiedzenia – to ja go wpakuje do walizki, a nie on mnie.

Deszcz siapie, ale Bolonia ma sposób na deszcz – prawie wszedzie sa arkady, wiec Bolonianie sie deszczu nie boja i sobotnie popoludnie wrze na ulicach tak, jakby nigdy nic. Kupuje w normalnym sklepie dla ludzi kawalek sera peccorino, czerwone wino, swieze kluski i troche slodkosci. Chce placic karta (platnicza), kasjerka próbuje na rózne sposoby – nie dziala. Na ekranie pojawia sie za kazdym razem napis „blad w systemie”. CZuje niedobre mrowienie w karku – co jest grane? Kasjerka odklada moje zakupy na bok i pokazuje mi, ze po drugiej stronie ulicy jest bank. Ide do banku – ulga… tam system dziala i maszyna wypluwa mi gotówke. Wracam do sklepu i wymieniam gotówke na moja jutrzejsza kolacje.

Tak sie juz przyzwyczailismy do systemu plastikowego placenie, ze zdarzenia takie jak to wydaja sie ewenementem. A jednak nie sa, bo to przeciez dokladnie tu, w Bolonii, pare lat temu na lotnisku wysiadl prad i to zamurowalo mnie i innych na piec godzin jak w wiezieniu w miejscu, gdzie nagle tylko gotówka dzialala i z którego nie mozna sie wydostac. Brrrr….

Nie robie dzisiaj zdjec, co bede wode wloska i chmurzaste ciemnosci fotografowac.

 

PODYSKUTUJ: