z Bolonii…

…wrócilam z mortadela, serami, winem i jeszcze gorsza niz przedtem grypa. Nic nie pomagalo. I wtedy, Towarzysz Odcinka Zycia wyciagnal z szafy grube skarpety, pare podkoszulek i masc mentolowo-eukaliptusowa do nacierania. Po trzech dniach tej kuracji – nreszcie moge odetchnac. Polecam!

Na fabryce na szczescie w miare spokojnie. W miare – w poczcie znajduje niemily list od prawnika. Niemily i wysoce sarkastyczny. Prawnik reprezetuje ucisnionego pracownika, który, wedlug prawnika, czuje sie niedobrze w miejscu pracy, w którym sie od niego wymaga, aby pracowal w godzinach pracy. To ja jestem wszystkiemu winna – ja, zmora i potwora – bo pracownik sie denerwuje, jak chce wyjsc trzy czy cztery godziny wczesniej z pracy, bo wedlug mnie powinien ten fakt zglosic i poprosic o pozwolenie. Dzwonie do personalnego – uspokajaja mnie, oni tez od prawnika ucisnionych list dostali i bardzo sie juz ciesza na nastepny raz kiedy pracownik wyjdzie sobie kapke wczesniej albo przyjdzie ciutke za pózno bo wtedy zaistnieje podstawa prawna do rozstania sie z pracownikiem na zawsze. Co bedzie dla jego dobra, bo wtedy juz nie bedzie doznawac nieludzkiego traktowania.

Tak, tak, wszystko ma swoje ramy, a jak sie nie da ich dopasowac to albo trzeba nowe ramy albo nowy obraz….

PODYSKUTUJ: