Fachowcy…

…pozostwawili po sobie – jak to fachowcy – smród, brud i zimno z pootwieranych na osciez okien. Zimno bylo niezbedne, aby pozbyc sie smrodu farby… W ten sposób po raz pierwszy w zyciu skorzystalismy z Towarzyszem Odcinka Zycie i Oscarem z pobliskiego hotelu. No kto to widzial, we wlasnym miescie mieszkac w hotelu.

Bylo fajnie, cicho, spalismy jak susly az do kwadrans po siódmej, kiedy to fachowcy zadzwonili, zeby powiedziec, ze sie spóznia, bo stoja w korku.

Troche mi ten telefon przypomnial stara historie przeczytana w „Znaczy Kapitanie”: pewien podróznik daje ogloszenie w gazecie, ze szuka towazysza podrózy naokolo swiata. O trzeciej rano budzi podróznika telefon „Czy to pan dawal ogloszenie w gazecie, ze szuka pan towarzyszy podrózy naokolo swiata?” pyta zeski glos po drugiej stronie. „Tak” mówi troche nieprzytomny podróznik „to ja”. „No wiec ja dzwonie, zeby panu powiedziec, ze ja z panem jechac nie moge” mówi zeski glos i odklada sluchawke.

Na sniadanie w hotelu serwuja mi miedzy innymi jajo i to osladza mi wszystkie finansowe i psychiczne niedogodnosci spowodowane remontem i fachowcami. Nie ma jak jajo…

PODYSKUTUJ: