Zlota jesien ma sie zdecydowanie…

… ku koncowi. Poranne przymrozki i mrzawka osadzaja sie nie tylko na trawnikach ale i w stawach. Coraz ciezej przychodzi wspinaczka na trzecie pietro mojej secesyjnej kamienicy.

Poranne zakupy w pobliskim sklepie, kasjerka przeciaga produkty przez skaner, który potwierdza monotonnym „piiip”. Przy wejsciu pojawia sie ciemnoskóra kobieta ubrana „na cebulke” w kolorowe i niepasujace do siebie skladniki. Kasjerka przerywa skanowanie moich zakupów i wiedzie wzrokiem za kobieta, daje znak innej pracownicy sklepu, która uklada towar na pókach. Tamta przejmuje inwigilacje. „Uchodzcy” mówi krótko kasjerka usmiechajac sie do mnie cieplo „nigdy nie wiadomo”. Niedobrze mi sie robi. Co za szczescie mam, obdarzona przez los i geny niebieskimi oczami i blond wlosami. Co za szczesie mam, majac dom i prace. Za mna nikt nie wodzi niespokojnym wzrokiem w sklepie, tak na wszelki wypadek – tylko dlatego, ze wygladam tak, jak wygladam.

Wdrapuje sie na moje secesyjne trzecie pietro, moje cieple mieszkanie wita mnie przyjaznie. W salonie zalatane dziury w suficie i swiezo pomalowane sciany. Ukladam zakupy w lodówce. Jak dobrze jest móc wracac na wyspe, która daje poczucie stabilizacji i bezpieczenstwa.

PODYSKUTUJ: