Madryt wieczorowa pora….

… przypomina Berlin w srodku dnia. Tlumy ludzi, restauracje pelne, dobrze, ze zrobilam rezerwacje na kolacje pare dni temu, jeszcze z Berlina.

Do naszego stolika podchodzi wlsciciel i pyta, czy to ja. To ja – odpowiadam zgodnie z prawda. Wlsciciel dziekuje, ze skorzytsalismy z jego lokalu i ze jest dumny, ze ktos z tak daleka przybyl, aby sie najesc i nappoic – u niego. Dziekujemy sobie nawzajem wylewnie i jest dobrze.

W jednym z targowisk madryckich robie zakupy na swieta – szynka, sery. Akcent hiszpanski na Boze Narodzenie zapewniony. Co za dziwy nam to zycie gotuje, jeszcze trzydziesci lat temu bylam tu w zupelnie innej roli. a czas plynie i nie tylko leczy rany ale i daje mozliwosc zeby spróbowac zycie z coraz to innej strony.

Oscary wydlubuje sie z mojej torebki i zdecydowanie chce isc spac. No to ja tez. Dobranoc.

PODYSKUTUJ: