Niestety…

…nie pojechalismy dzisiaj do lasu. Za bardzo bylam zmeczona. Wloklam sie z pracy z moja czarna aktówka wypleniona artykulami do przeczytania i do napisania jak za dawnych lat wloklam sie ze szkoly z przepelnionym tornistrem. Fala dzisiejszego upalu powalila mnie z nóg. Pojedziemy jutro rano.

Ogladam telewizje – mój ulubiony kanal ARTE. Bardzo ciekawy reportaz z Francji, o osiemnastolatkach i ich osiemnastych urodzinach. Pytani sa o rodziców, co im sie u rodziców podoba a co nie, czy chcieliby byc tacy, jak onie – czy tez nie. Jedna z dziewczat, zapytana o cos szczególnego, cos specjalnego o rodzicach, mówi – „moi rodzice nie sa rozwiedzeni”. To zdanie utyka mi w mózgu jak osc w krtani. To dopiero niebywala sprawa – JEJ rodzice NIE sa rozwiedzeni. No tak, bo wszyscy inni sa. I jeszcze jedno – ze zawsze cala rodzina je razem kolacje. Sniadanie nie, bo róznie wstaja, obiadu tez nie, bo na miescie. Ale kolacje tak.

Patrze przez okno w kuchni – u sasiadów, tez w kuchni, On wlasnie zjada kolacje. To znaczy, ze Ona juz zjadla. Nigdy nie jedza razem. Tak juz maja. 

Jeszcze tylko kieliszek czerwonego wina i ide sie regenerowac. Snem. Tez na „S”.

PODYSKUTUJ: