Ostatni student

…opuscil pomieszczenie pracownicze wczoraj wieczorem. Konczy sie semestr zimowy – kolejny, czyli letni, rozpoczyna sie w polowie kwietnia. Nareszcie mozemy wszyscy odetchnac: i uczacy i uczacy sie.

Jedna z wczorajszych studentek pyta piekna polszczyzna – „a pani skad pochodzi? Bo moi rodzice pochodza z Gdanska, ale ja juz tu sie urodzilam”. Nie pochodze niestety z Gdanska (a szkoda…) ale z Trójmiastem lacza mnie cieple wspomnienia paromiesiecznego mieszkania w Sopocie i pracy w gdynskim akwarium tudziez chybotliwych podrózy odbytych po zatoce przy pomocy „Doktora Lubeckiego” wieki cale temu. A tak poza tym, to pochodze z Warszawy.

To typowe dla emigracji pytanie – skad pochodzisz – powoduje zwykle kolejne pytanie – „A Jana Kowalskiego znasz? Bo on tez z Warszawy”. W takiej Kanadzie na przyklad, wiekszosc polskiej emigracji pochodzi z Warszawy. Duze miasto – nic dziwnego, ze wszyscy sie nie znaja. Dopiero przy przypadkowym pokazywaniu paszportów slysze zdziwione „Aaaaaaa….. to ty z SAMEJ Warszawy?” A jaka jeszcze jest – dziwie sie w duchu – sama i grupowa?

Szczególnie popularna odmiana Warszawy jest Sokólka. Chyba pól Sokólki mieszka w Kanadzie – szalenie sympatyczni ludzie. Ale – jak zapytac skad pochodza – to wszyscy z Warszawy. Wytlumaczono mi kiedys, ze na dalekich rubiezach znanych jest tylko pare wiekszych polskich miast – Warszawa, Kraków, Lódz (czyli LOCZ) no i moze Gdansk (ale ze trudny do wymówienia to lepiej nie uzywac…). Poniewaz Sokólka jest blizej Warszawy niz Krakowa, wiec Sokólczanie uzywaja skrótu myslowego i zamiast mówic, ze pochodza z Sokólki oddalonej o 250 kilometrow od Warszawy – skracaja, i wychodzi ze z Warszawy (ale nie z SAMEJ).

Coraz czesciej uczymy niemieckich studentów którzy sa „multi-kulti” i coraz wiecej jest krótkoterminowych studentów miedzynarodowych (jeden albo dwa semestry). I dobrze. Swieze powietrze.

Odwiedzila mnie dzisiaj moja dawna kolezanka z dawnej pracy. Jej ojciec pochodzi – jak ona sama mówi – z Persji, czyli z Iranu a matka jest Turczynka. Kolezanka czuje sie Berlinczykiem – nie, nie Niemka – ale zakorzeniona mieszkanka naszego magicznego miasta. Powspominalysmy sobie dawne czasy, dawnego szefa, dawne problemy. „Wiesz” mówi Hajar „ja duzo sobie przemyslalam i teraz mocno wierze w to, ze w zyciu chodzi o to, zeby zyc. Masz czas na zycie?” „Wlasnie ucze sie robic czasowi miejsce” odpowiadam.

PODYSKUTUJ: