Zaszczytne drugie miejsce

…zajal Towarzysz Odcinka Zycia we wczorajszym turnieju ping-ponga. Dokladnie rok uplynal od ubieglego turnieju, na który ja wtedy tez pojechalam jako fotograf. Rok temu temperatury rankiem byly minusowe i szystko bylo oszronione a zaszczytne miejsce bylo trzecie. A wczoraj? Indianskie lato…. I tak to zmieniaja sie nie tylko pory roku, ale tez ich kszatlty i zapachy. Jesien to nie zawsze ta sama jesien.

Sobotnim wieczorem jade metrem do pracy na przyjecie. Obecnosc obowiazkowa. Metro wyladowane jest ludzmi jadacymi w róznych kierunkach i przeróznych celach. Jest na przyklad trzech policjantów którzy usiluja sie porozumiec z niewladajacym ani niemieckim ani angielskim mezczyzna. „PER-SO-NAL-IEN BITTE” ryczy w jego kierunku jeden z policjantów. Jakie to dziwne – tyle razy juz podobne sceny widzialam, w róznych krajach i sytuacjach – ludzie myla gluchote z nieznajomoscia jezyka… Policjanci wysiadaja razem z mezczyzna.

Tuz przy drzwiach siedzi cierpicy chyba na jakas ciezka chorobe psychiczna chlopak. Zrobil chyba kupe w spodnie, smierdzi okrutnie, wszyscy sie odsuwaja a jemu wszystko jedno, on rozmawia z Niewidzialnym, cos mu tlumaczy, ze nie, ze on nie chce….

W katy metra powciskane sa nastolatki, w miczeniu surfuja w przestrzeni cyfrowej przy pomocy inteligentych telefonów. Kilka rozmawia przez telefon, ale jakos szczesliwie cicho. Nie lubie byc zmuszana do sluchania wyrywków z zycia innych. Mam dosc wlasnych wyrywków.

„Dobrywieczówpanstwu, nazywamsieJurgenijestembezdomny” zyczyna recytowac bezbarwny i zmeczony glos sprzedawcy gazety dla bezdomnych. Wypiera go facio w kapeluszu i z gitara, który zaczyna spiewac wesole piosenki berlinskie. Ludzei sie smieje, ale pieniedzy nie daja. Kryzys.

Wysiadam, przepycham sie przez dworcowy tlum i wpadam w objecia cieplej, berlinskiej, wieczornej ulicy. Ide dziarsko, zamyslam sie w tym marszu, nawet nie wiem juz o czym. Nagle konczy sie asfalt i zaczyna czarny marmur. Nieprzygotowana – wywijam fikolka w powietrzu i laduje na kolanach i golych nadgarstkach. Zbieram sie w sobie, czolgam sie po torebke, które poleciala w jedna strone i po kwiat, który pofrunal w strone przeciwna. Siedze sobie na tym marmurze i znowu sie zamyslam. Jak to chwila decyduje. Ulamek chwili nawet.

PODYSKUTUJ: