Lodowate slonce

….oblewa zimnym swiatlem ciagle jeszcze rózowe pelargonie zwisajace z balkonu tuz kolo malej piekarni. Piekarnie to rzecz bardzo w Niemczech wazna – otwarte sa 7 dni w tygodniu, w niedziele tylko pare godzin, przed poludniem. Do niedzielnego rytualu naleza chrupiace buleczki prosto z piekarni – jeszcze cieple. To o o te chrupiace buleczki chodzilo tyle lat temu – a teraz chrupia ale, ironio losu, gdzie indziej.

W piekarni samotny starszy mezczyzna pije kawe i je bulke. Wdowiec? Rozwodnik? A moze po prostu samotny? Nie moja sprawa. „Dobry…” – murcze w jego kierunku „Dobry…” odpowiada. Zamawiam moje bulki, biore jeszcze marmalade truskawkowa – zapomnialam wczoraj kupic, a marmolada to tez ritual, musi byc do chrupiacych buleczek. Place, wracam do mojej kamienicy.

Na moim balkonie zamarzniete hortenjse patrza na mnie z wyrzutem oczami martwych zielonych kwiat´0w. Hortensje maja na odwrót – taka przekorna roslina – kwiaty byly napierw snieznobiale, potem zrobily sie rózowe a na koniec przybraly kolor zielony. Oregano ostatnim wysilkiem wydobylo z ziebie pare kwiatków. Tylko wrzosy sa z sytuacji zadowolone i nic sobie z zimna nie robia.

Na pchlim targu stare buty, bialy  obrus z naddartym rogiem, czerwony kubek z radosnym napisem „Merry Christmas!!!”. Ogladam, odkladam, nie mam ochoty. Jeszcze troche, a z tych zuzytych smieci zrobia sie antyki. Za kilkaset lat, na przyklad, ktos odkopie taki byly stragan na bylym pchlim targu i bedzie sie staral odgadnac, czym my – wspóczesni temu straganowi – sie zajmowalismy. Jak zylismy. Jak zylismy noszac te przydeptane bity, nakrywajac stól  bialym obrusem z naddartym rogiem, jak saczylismy kawe z czerwonego kubka z radosnym napisem „Merry Christmas!!!”. Ale to jeszcze za chwile.

PODYSKUTUJ: