Zasniezone dachy

…oczekuja mnie na powrót w Berlinie. Pani Zima przyszla! No i oczywiscie zaskoczyla drogowców, bez tego elementu zaskoczenia to chyba nie da rady. Zima zawsze zaskakuje – tak przewidywalna, a co roku jednak pozostawiajaca nas w stanie lekkiego niedowierzania. No bo moze tym razem zamiast zimy bedzie lato…? Klimat sie przeciez zmienia…

A tymczasem rozmowy klimatyczne na szczycie okazuja sie kolejna impreza bez celu organizowana na koszt opodatkowanych obywateli wielu krajów. Nawet wybór miejsca dla obrad groteskowy – olbrzymi szklany gmach w srodku pustynnego Kataru – niewatpliwie silnie klimatyzowany, zeby sie obradownikom pot po czole nie toczyl. To nieelegancko. A w takim Katarze to pot ma sie toczyc!

Pieknie dziekuje za zyczenia zdrowopowrotne! Pomagaja! Rany goja sie, ilosc leukocytow spada, idzie na lepsze – jak powiedziala mi wczoraj pani doctor od podrobów ludzkich czyli internistka. W srodku mi sie troche wyciszylo – jeszcze tylko wirtualnie walcze dyskretnie w przesterzeni cyfrowej z urzedasami, zeby rachunki za aparature poplacone byly na czas, czyli do konca roku. Panskie oko i myszy bez kota.

A tu juz drugi Adwent za pasem – jak mawiaja tubylcy… Boje sie jeszcze wyjsc z domu na adwentowy rynek, bo a nuz ktos mi kuksanca da w brzuch (nonsens) albo przewróce sie i dziury w bebechu mi sie otworza (kolejny nonsens) a poza tym wszystko mi smierdzi (nie-nonsens). To nadwrazliwosc wechowa to skutek uboczny dzialania antybiotyków, mówi moja dobra pani doktór. To juz lepiej siedziec we wlasnym smrodzie. Nie bodzie.

PODYSKUTUJ: