Paddy – brytyjski dinozaur

…, który zdecydowal sie pozostac w Berlinie po runieciu muru podczas kiedy jego armia powrócila bez niego do Anglii – Paddy klepie mnie delikatnie po ramieniu. „Witaj w Krainie Zywych” – mówi prezentujac w szerokim usmiechu doskonale rzemioslo sztuki denystycznej – implanty. Paddy byl w poprzednim wcieleniu zawodowym zolnierzem i wraz z armia brytyjska zwiedzil prawie caly swiat. Wiekszosc Anglików w Berlinie to byli zawodowi zolnierze. Wiekszosc Angielek w Berlinie to byle zony bylych zawodowych angielskich zolnierzy.

„Ja tez kiedys wyladowalem w szpitalu” ciagnie Paddy „ mianowicie w Arabii Saudyjskiej. Bylismy z kolega na pustyni, na wzgórzu. Nagle kolega cos do mnie powiedzial. Ja nie dolyszalem – bylo wietrznie – odwrócilem sie w jego strone i w tym momencie usunal mi sie piasek spod stóp. Wyladowalem 40 metrów nizej na plecach, a scislej rzecz biorac na radiostacji, która mialem przytroczona do pleców. Trzy kregi ledzwiowe mi skasowala ta radiostacja – ciezka byla” – Paddy chce pokazywac mi rany z Arabii Saudyjskiej, ale go powstrzymuje.n

„Czekalem trzy godziny na helikopter. Wszystko co moglem to oddychac” usmiecha sie Paddy „Kiedy chlopcy przylecieli, to podwiazali nosze ze mna na linach i tak sobie lecielismy – ja, dyndajac dwadziescia metrów pod helikopterem, sikajac ze strachu bo balem sie, ze mnie zgubia, i chlopcy w maszynie, machajacy do mnie z góry od czasu do czasu. Straszne to bylo.”

Paddy zamawia kolejne piwo i sznaps (czyli Molle mit Korn, jak mawiaja tubylcy w Berlinie) – wspomnienie pustyni, radiostacji wbitej w kregoslup i samotnego ptasiego lotu pobudzaja mu pragnienie. Brytyjczycy maja niezwykla zdolnosc do picia nieprawdopodobnych ilosci alkoholu i ciaglego trzymania sie jako tako na nogach i toczenia ciagle jeszcze sensownych opowiesci.

„Trzy miesiace lezalem jak kloda w szpitalu. Drobne, chinskie pielegniarki przenosily mnie codziennie, aby móc zmienic posciel. Niezywkle silne sa te chinskie kobiety” kraci glowa z niedowierzaniem i jednoczesnie podziwem dla chinskich pielegniarek. „Po trzech miesiacach wyslano mnie na rehabilitacje na Cypr. Fajnie tam bylo – kwiaty, ladne kobiety…” Paddy rozmarza sie i pociaga piwo z kufla.
„I wiesz, co mnie wyleczylo?”
Nie, nie wiem, wiecy Paddy ciagnie dalej „Cypryjski szanps mnie uleczyl. Pomaranczówka. Cudowna sprawa ta pomaransczówka”. Robi mi sie niedobrze na moje prywatne wspomnienie pomaranczówki, ale to moja, zupelnie inna historia. Nie nalezy jej mieszac z cudownym cypryjskim uzdrowieniem Paddy przy pomocy pomarnczówki. Kazdy ma swoje historie do opowiedzenia albo do przemilczenia. Kazdy z nas jest osobnym czlowiekiem, jak powiedzial mój siostrzeniec majac lat cztery. Szkoda, ze stracil te madrosc po drodze zycia…. „No to cheers, na pohybel chorobom!” wznosi prawie juz pusty kufel Paddy.

Cheers.
I tak to wrócilam do Krainy Zywych.

PODYSKUTUJ: