Sen ostatniej nocy

…byl nerwowy i krótki. Mój mózg przygotowuje sie do powrotu na pole walki. Robie – nie chcac – porzadkowanie w glowie spraw do zalatwienia natychmiastowego, pilnego, spraw waznych i takich, które moga jeszcze poczekac. Ukladam plan dnia na poniedzialek i wtorek – na srode nie starcza mi juz sil. Zaczynam miec powoli wyrzuty sumienia, ze przez szesc tygodni nieobecnosci nie napisalam ani jednego arytkulu, ani jednego rozdzialu do ksiazki – nic, nic, kompletne bezrobocie! Ale przeciez bylas chora a potem na rekonwalescencji – odzywa sie normalna Jagna broniaca ku pokrzepieniu serc praw czlowieka i obywatela. Bo ja tez czlowiek.

Czuje sie jak w szkole podstawowej na sam koniec sierpnia. Niby szkoda wakacji i niby ciesze sie na nowy rok szkolny, ale jest trema jak przed wystepem na scenie szkolnej i jest smutek rozstania z wakacyjnym trybem zycia leniwca. Trema i wystep dostarczaja wiecej endogennych opiatów niz uspokajanie sie, wiec mozna sie uzaleznic – to wyjasnia chora chec powrotu na fabryke.

Za kuchennymm oknem swiat w kolorze szarobialym – spadl snieg a slonce jeszcze nie wystepuje… Snieg tlumi wszelkie odglosy, moze wytlumi tez moja goraczke przedpracowa, moje sklebione glosne mysli.

Wczoraj na kolacje wystapil udziec wolowy  duszony 7 godzin w czerwonej cebuli i occie balsamicznym z Modeny. Pare dni temu byla shepherd’s pie. I macaroni and cheese w nowej wersji – z resztka kurczaka pieczonego w warzywach i ziolach z balkonu dzien wczesniej. Towarzysz Odcinka zachwycony kanadyjsko-angielska kuchnia, rozpuscilam go przez te pare tygodni. Gotowanie bylo jedyna rzecza, na która naprawde mialam ochote przez ten czas. Jutro jade ostatni raz do Slubic aby zapotrzyc sie w biedronkowe pierogi, nalesniki i krokiety – nadciaga chudy czas odgrzewania…

Znów szkolne mysli w glowie. W czasach zeszytu szesnastokartkowego w linie (z rózowa bibula), Pierwsza Strona byla ta najwazniejsza. I szlaczki jakos bardziej udane, i litery nie tragicznie koslawe, po prostu najwyzsza jakosc. Druga i trzecia strona nie byly juz takie ladne a ostatnie strony byly tragiczne i czesto z kleksem albo dziura wytarta do papierowj krwi przy pomocy gumki olówkowej „Myszka”. I tylko mysl o nabyciu nowego zeszytu szesnastokartkowego w linie (z rózowa bibula) i ponownie posiadania Pierwszej Strony trzymaly przy zyciu. Czujes sie, jakbym od poniedzialku miala dostac Nowy Zeszyt…

PODYSKUTUJ: