Ty robisz co oni chca

…tlumaczy glosno mlodzieniec w S-Bahnie swojej kolezance. „Ty wstajesz kiedy chca, ty jesz kiedy chca, ty wychodzisz, kiedy chca” ciagnie litanie przepieknym, eleganckim rosyjskim barytonem. „Scheiße” (czyli gówno) potwierdza ze zrozumieniem kolezanka. „A ja” ciagnie baryton „ja robie to co ja chce – wstaje kiedy chce, jem wtedy chce, wychodze kiedy chce, вот что.”. „Scheiße” denerwuje sie kolezanka. Stacja. Wychodza.

Rozmowa w administracji przebiega lekko, moze nawet za lekko. Dostaje delikatne ostrzezenie – tak po lapkach, niby dla zartu, ale jednak. Spisany jest protokól, sciskamy sobie rece, wychodze.

Mini-bus kursujacy miedzy szpitalami wypelniony po brzegi – zajmuje ostatnie wolne miejsce, jedziemy. Tuz za brama szpitalna – korek, pelno policji, wszystko stoi. Wizyta stanu – ulica przyszpitalna to ulubiona trasa do wozenia dostojników. Ale zanim oni przejada to my musiamy stac! Stoimy czterdziesci minut. „A moze by tak tunel wykopac miedzy lotniskiem a parlamentem?” proponuje ktos z tylu tubalnym glosem i mini-bus ozywa w podsuwaniu recept na pozbycie sie blokady dróg z okazji wizyty stanu. W mini busie siedza hydraulicy, jest paru lekarzy, paru studentów i pare osób z administracji. Zaczynamy sie zzywac, jeszcze pare limuzyn na sygnale a zaczniemy sie sobie nawzajem przedstawiac i zapraszac na kawe.

Nareszcie docieram na miejsce – pacjenci dostaja w prezencie resztki mojej energii. Jest pelen komplet i do tego szalenie ciekawy narodowosciowo i zawodowo. Po zajeciach pare osób zostaje, zeby sie dopytac o swoje kokretne problemy. „Mam leciec czy tez nie?” „Mam poddac sie operacji czy tez nie” „Cyz mam to zrobic czy tez nie?” – sypia sie pytania, na które nie mam odpowiedzi, bo takie decyzje musi sie podjac samemu. Nawet przy popsutym wyrostku musi sie wyrazic pisemna zgode na operacje – nikt nie zmusza.

Tak to juz jest.

Вот что.

Scheiße.

PODYSKUTUJ: