Klebiace sie chmury….

…to ilustracja mojego nastroju. Tak naprawde, to juz wczoraj mi sie klebilo i chyba innym tez.

Wracajac z fabryki ide ulica, która normalnie jest pelna ruchu i swiatel. Tym razem swiatla maja barwe niebieska i czerwona – policja i straz pozarna. Na trotuarze kolebie sie, jak skorupka od jajka, kawalek maski samochodu. Pogotowie juz odjechalo – teraz tylko policja konczy spisywac protokoly, a straz konczy sprzatac rozlany olej i benzyne. I tak to sie komus niemilo skonczyl dzien.

Po drodze widze wiecej wypadków i prawie-wypadków, ludzie trabia, a jak trab nie maja to przy pomocy prostej acz skutecznej metody srodkowego palca daja sobie do zrozumienia co o sobie nawzajem mysla. Co za dzien!

Uchodzców coraz wiecej. Kiedys w pociagu mówilo sie oprócz niemieckiego po rosyjsku, polsku, chorwacku i turecku a teraz to nawet nie wiem po jakiemu sie mówi. Na peronie zatroskany ojciec trojga malych dzieci, tylko w tenisówkach i lekkim pulowerze, usiluje utulic potomstwo w polarowym kocu. Jego zona (chyba?) kolysze czwarte dziecko do snu. W reportazu telewizyjnym mowa o tym, ze uchodzcy gloduja, bo kolejki po kupony na jedzenie lub zasilek dluza sie nawet nie dniami ale tygodniami. Zatroskana i juz wcale nie rozesmiana twarz pani kanclerz – ona wie to, czego my jeszcze nie wiemy i ja to nawet poprosze, zeby nie wiedziec.

I jak tu na siebie nie warczec?

20160126_095617[1]

PODYSKUTUJ: