Kolejny dzien…

…tortury termicznej mija bez wiekszych wydarzen. Czasem jest dobrze tak sobie zyc bez wzlotow i upadkow, tak po prostu sunac do przodu.

Wczoraj wieczorem czekam az temperatura spadnie ponizej trzydziestu stopni i czekajac ogladam program o prawie do umierania. Pokazanych jest kilka umierajacych na nieuleczalne choroby osob – jedna z nich ma stwardnienie rozsiane, spedza dnie na specjalnym wozku sterowanym jezykiem. „Jednyne, na co moge sobie pozwolic to patrzenie przez okno. Nic wiecej.Chce umrzec – a nie moge…”.Potem jest debata roznych politykow na temat tego co jest a co nie jest etyczne. Wychodzi na to, ze nie byloby etyczne pomoc temu czlowiekowi umrzec natomiast etyczne jest przygladanie sie jak on powoli obumiera. Z drugiej strony, kiedy odruch przelykania tez zostanie zaatakowany przez chorobe, to ten pan po prostu utopi sie we wlasnej slinie i problem sie skonczy. Takie topienie sie we wlasnej slinie moze jednyk byc bardzo powolne i nie od razu suteczne. A moze odratuja?

Nareszcie temperatura spada na 27 stopni i po prysznicu udaje sie do lozka. Noc mija na niespokojnym przewracaniu sie z boku na bok. Wstaje zlana potem, spuchnieta jak wyrastajace ciasto drozdzowe. Tak tez sie czuje.

Nie ma co sie nad soba rozczulac, kolezanko, marsz na fabryke. Pomysl o panu, ktorego jedyna przyjemnoscia i zajeciem zyciowym jest wygladanie przez okno i czekanie na smierc.

Pije kawe, jem grzanke z pomidorem, w radiu piekna muzyka. Zycie potrafi byc fajne.

PODYSKUTUJ: