Na balkonie…

…u sasiadow zagniezdzily sie kaczki. Wracam dzisiaj do Berlina i wita mnie wesoly „kwak-kwak”. Przyroda nie boi sie cywilizacji…

Droge powrotna rozpoczynam wczesnie rano -wstaje bez budzika o szostej, prysznic, ubrac sie, spakowac i w droge. Place za parking hotelowy – ekwiwalent pietnastu Euro za dzien. W zlotowkach – mowi uprzejmi pan – 65 zl. OK, klade na ladzie piecdziesiat euro – trzy dni – 45 euro. Pan recepcjonista szuka ale nie moze znalezc reszty. „To ja pani to piec euro wydam w zlotowkach, dobrze?”. Zgadzam sie – on podaje mi dwadziescia zloty. Acha – czyli tak wyglada kurs hotelowy – zawsze z korzyscia dla hotelu…. Niewazne.

Wyjezdzam z miasta, sune szosa w kierunku granicy. Im blizej tym mniejszy ruch – super. Na autostradzie mijam kolejno cztery rozjechane przez samochody lisy. One tez sie nie baly cywilizacji, ale im nie wyszlo. Zobaczymy, jak kaczkom pojdzie.

PODYSKUTUJ: