Nad jeziorem….

…spotykam pana Jacka. Jest na spacerze z psem, a ściślej rzecz biorąc to pies jest na spacerze z panem Jackiem. Pan Jacek jest potężnej postury, ma prawie dwa metry wzrostu i wazy tez dobrze ponad setkę. Pan Jacek przytyl bardzo po kuracji hormonalnej, na ktorej byl przez trzy lata i z ktorej teraz zrezygnowal. Pan Jacek ma raka prostaty i to sa jego ostatnie miesiące.

Wymieniamy pare uprzejmości, pan Jacek narzeka na brak formy, ja grzecznie też narzekam na brak formy. Rozstajemy się. Każdy idzie w swoją stronę. Jutro mam wpaść na kawę. Wpadnę.

Podnoszę głowę i patrzę się na nadjeziorne domy. Znam prawie wszystkich ktorzy tam mieszkaja ale na kawę zaszlabym tylko do nielicznych.

W jednym z domów mieszka pani, ktora notorycznie kłóci się z Towarzyszem Odcinka Życia. Oni sie kłócą a ja siedze pośrodku i cierpię. Nie chcę cierpieć. Wiec zero kawy.

W innym domu mieszka z kolei inna pani, ktora zawsze czestuje mnie skomplikowania historią awoich chorób. Po godzinnym pobycie tam ja sama czuje się chora. Wiec i tam lepiej nie.

I tak to drogą selekcji naturalnej poucinaly mi sie potencjane zrodla milych pogawedek przy kawie. Szkoda, ale trudno – moj organizm broni się jak może.

PODYSKUTUJ: