Piana morska…

…niedbale obmywa brzeg. Troche tak, jakby wielka dama w dlugiej sukni podszytej koronkami sie przechadzala po brzegu. Slonce ale zimno.

Wczoraj, kiedy dojezdzam, chce mi sie krzyczec z radosci jak Mr. Bean w filmie „Wakacje” – kiedy na sam koniec, mimo przeciwnosci losu, dojechal do morza a w tle towarzyszy mu piosenka „la mer”…

Kadr z zupelnie nie z tego filmu – dzis rano dzwoni do mnie siostra. Mamie rozbila sie szklanka, wiec szuka kto umarl i wystosowala moja siostre, zeby do mnie zadzwonic i sie dowiedziec czy to nie ja umarlam. „Nie” mowie szczerze i otwarcie „Nie umarlam. Na pewno to kiedys zrobie ale jeszcze nie”. Siostra ma zadzwonic do mamy i podzielic sie wynikami sondazu rodzinnego.

Z drugiej strony, jak ja bede miec lat 84, to zobaczymy czy w ogole bede w stanie jeszcze uzywac telefonu. Nigdy nie wiadomo.

Spotykam w hotelu dobra znajoma. „Czesc” mowie „a gdzie twoja gorsza polowa?”. Widze jej oczy nabrzmiewajace lzami. „On mnie zostawil…”.

No tak. Bywa. Glupio mi, ze pytalam, takie pytania moga byc niebezpieczne. Nastepnym razem spytam po prostu „kto umarl?” i bedzie troche mniej klopotliwie. Kto wie…?

PODYSKUTUJ: