Poznanska noc…

…jest zimna ale przyjemna. Zjazdowy dzien konczymy w prawie familijnym kregu popijajac biale winko. Pózniej dowiaduje sie, ze mniej wiecej popilismy sobie butelke na twarz. I dobrze.

Po naladawanym dniu, dobrze jest sie rozladowac. Omawiamy co, kto i jak, dogadujemy sie, ze bylismy wspaniali, a inni moze troszke mniej wspaniali i dobrze jest. Z kazda butelka, która profesjonalny kelner uczynnie przynosi do naszego stolika robi sie coraz weselej i smieszniej. In vino veritas. In veritas – vino. To ostatnie haslo pochodzi jeszcze z czasów komuny, kiedy w sklapch Veritas, która to siec skelpów zaopatrywala koscioly w przerózne artykuly – miedzy innymi w wino mszalne, kupowalo sie wino na papiery koscielne. Ja mialam do dyspozycji pismo zaopatrzone w wielka okragla pieczec ze swietym Józefem. Do dyspozycji byly tokaje wegierskie – tokaj furmint, aszu tudziez szamorodni. Nie pamietam juz, którego bylam najwieksza zwolenniczka, ale to niewazne. Bylo wino – i to bez kartek! I stad to powiedzenie – in vino veritas, in veritas vino.

I tu pozwole sobie zacytowac jednego z narodowych wieszczów – Krasickiego mianowicie:
Mówią Araby, iż gdy szczep winny
 Adam posadził, dyabeł zbyt czynny,
 Podlał krwią pawią, co Adam szczepił.
 A gdy się w wzroście szczep coraz krzepił,
 I listki wydał,
 Dyabeł krew małpią do pierwszej przydał.
 Zeszły jagody; skropił lwią juchą.
 A gdy dojrzały, a było sucho,
 Skropił je wszystkie posoką świnią.
 Cóż teraz czynią?
 Oto: gdy wina szklankę kto łyknie;
Jak paw się nadmie; po drugiej krzyknie;
 Skacze jak małpa, gdy szklanki mnoży;
 Po piątej, szóstej, jak lew się sroży:
 A kiedy coraz więcej przyczynia,
 Z pawia, lwa, małpy, staje się świnia.

My doszlismy do stanu lwa. Oczywiscie. I jest fajnie.

PODYSKUTUJ: