Wakacje szkolne…

sie skonczyly, ale moje wlasnie zaczely. Rozpoczelam urlop od masazu pleców u pani Ludmily.
„Alez pani spieta” mówi pani Ludmila pocac sie nad moim kregoslupem „cos potwornego”. Tez tak mysle, ze to potworne, i dlatego trzeba zrobic z tym porzadek. To, co przychodzilo kiedys bez trudnosci – siedzenie, stanie, chodzenie a nawet lezenie – to wszystko nie obywa sie teraz bez bólu. Wszystko przez to potworne napiecie.

Napinam sie prowadzac samochód w nocy i uwazajac, zeby nie przejechac lisa albo nie wpakowac sie na jadaca srodkiem szosy ciezarówke. Napinam sie, zeby nie powiedziec jakiej niemilej rzeczy komus, kto wedlug mnie na to zasluzyl. Napinam sie zeby na urawc glowy Towarzyszowi Odcinka Zycia, która zapomnial zabrac z sejfu hotelowego wszystkie moje klucze i zewnetrzny dysk twardy ze wszystkim co tylko mam. Napinam sie równiez z powodów rodzinnych, pracowych, napina mnie chamstwo tych, których nie mozna walnac w pysk tylko sie trzeba usmiechac – i napinac.

Tak wiec rozpoczal sie czas odpinania. Akcja – i reakcja!

PODYSKUTUJ: