Bilans poświąteczny

 

Najlepsze są dni po świętach – zawieszeni pomiędzy starym a nowym rokiem, pomiędzy lenistwem a sprzątaniem dokonujemy ( przynajmniej ja) bilansów, obliczeń zysków i strat, a także, oczywiście – rankingu prezentów.

U mnie wygląda do tak:

Najbardziej zabawny prezent ( nr 1 w kategorii „dowcipny” ) – koszulka do biegania, z napisem: „Bez tej koszulki wyglądam równie świetnie”. Dostałam.

Najbardziej absurdalny ( w świetle kaprysów tegorocznej zimy ) – strój narciarski. Kupiłam córce, właśnie podąża do Szczyrku, mamy + 7 J.

Najbardziej praktyczny (kategoria „banał, ale jakże przyda się”) – jak co roku miłościwie panujące pod choinkami skarpety. Kupiłam i dostałam.

Najbardziej wzruszający – album ze zdjęciami, podpisany: „Istnieją, dopóki pamiętamy…”

Czarno białe wspomnienia miejsc i osób, których już nie ma. Własne wizerunki z czasów, które są już wspomnieniem. Oglądane wspólnie z bliskimi, podpisane sentencją albo anegdotą. Taka podróż w czasie, to powracające jak mit opowieści, to łzy wzruszenia a czasem śmiechu. Bardzo budująca lekcja uważności, szacunku do chwili obecnej, każda fotografia mówi: byłam chwilą, byłam „tu i teraz”… pozostało „ byłam”. Kto to ten facet konno, a kto to ta kobieta w chustce? Pradziadek, prababka. On był wojskowym. Ona nie znosiła kapeluszy. A ta pani z warkoczem? Cisza nieco wstydliwa, nad zdjęciem z tajemniczą osobą, której imienia, nazwiska, roli w rodzinie nikt nie pamięta. Kim mogła być dziewczyna z warkoczem? Czemu tylko raz pojawia się wśród dziesiątek starych zdjęć? Nie wiem. Czemu nie ma podpisu, daty, nic..

– Właściwie trzeba by podpisać i nasze zdjęcia – rzekł ktoś refleksyjnie, trochę ponuro a jednak słusznie. Dopóki nas zapamiętają, dopóty będziemy…Tak.

No i prezent najbardziej filozoficzny. Nr 1 w kategorii „pouczające” : zegarek po babci. Na młodej ręce wnuczki cyka miarowo, wskazówka połyskuje i porusza się tak samo nieubłaganie.

 

 

PODYSKUTUJ: