Deszcz

Od dwóch dni na Podlasiu pada. Pada i pada, w nocy nastrojowo tłucze o dach, grają rynny, w dzień przygnębiająco rozchlapują się krople w kałużach. Swoiste małe Macondo nad Narwią, z mostu wygląda pewnie jak wymarłe. Dowodem na to, że jest tu cywilizacja są poczciwe krowy, te mokną sobie na łąkach i nic sobie z deszczu nie robią. Jest godny zazdrości spokój w takim przeżuwaniu trawy – pada czy nie. Wieczorem dowód drugi na istnienie życia na tej planecie: zapalają się światła w oknach, oczywiście o ile akurat nie ma przerwy w dostawie prądu. Pada deszcz. Żadnej depresji – deszcz potrzebny, byle nie za wiele, bo jak nie susza Panie,  to powódź i zgnilizna nam grozi, ale na razie jeszcze jest akurat, tak trzymać, niech pada do jutra. W kuchniach tętni życie, przy deszczu jeszcze lepiej, teraz po grzybach, śliwkach, winogronach nadszedł czas panowania jabłek, dyni i cukinii. Mokre jabłko ma kolor i kształt doskonały do zatrzymania chwili,  ma zapach,  i  ta chwila zyskuje jego smak.  A liść zmokły na tarasie leży sobie  podobny do serca. Przykuwa wzrok, i tak ta chwila zastyga.

zdjecie-jablko

I dlatego nie jest to depresyjny wpis o deszczowej pogodzie. Przeciwnie –  chwila w deszczu ma dodatkowy smak i sens, a przecież liczą się tylko chwile. Ludzie w mieście mówią: szklana pogoda. Na wsi: butelkowa.

PODYSKUTUJ: