Moje Podlasie – wiewiórkowatość

Podlasie temu winne, dom po rodzicach, ogród, jesień nad Narwią. Czemu winne? Mojej przerwie w blogowaniu. Dodatkowe obowiązki i to, że poznaję teraz wieś podlaską i że jest to bardzo rozwojowe doświadczenie. Skoro tak, to niech Podlasie zadośćuczyni swoim winom. Wieś jest bowiem prawdziwą Wszechnicą Wiedzy Praktycznej i Duchowej. Wciąż zadziwia mnie swoją filozofią, anegdotami, przepisami, i urodą oczywiście. Niech się tym wszystkim podzieli ze światem.

Jesienią na Podlasiu kobiety zachowują się jak wiewiórki. Nie jest istotne czy opłaca się suszyć pietruszkę i grzyby, zalewać octem śliwki i gruszki. Cena słoiczków w sklepach właściwie w ogóle nie jest istotna, lecz ta mała przydawka: własne. Wkręcam się we „własne”, już wiem, że czarny bez truje, ale po ugotowaniu doskonale leczy z przeziębienia. Że burak nie zbrązowieje jak się go zakwasi cytryną, ale gotowany musi być do miękkości cały, bez krojenia.. Ogórki kiszone tylko z liśćmi wiśni, a śliwka węgierka doskonała z gorzką czekoladą, dla regulacji trawienia. Słoiczki z napisami: CP, A, Ag, T – to oczywiście konfitury: czarna porzeczka, aronia w odróżnieniu od agrestu, truskawka. Kto zgadnie co to jest BU – temu konia z rzędem! A przynajmniej gratulacje.

zdjecie

A jaka korzyść z tej roboty? Wiewiórkowatość zaradna, lato zamknięte w spiżarni, nie ma czasu na ból istnieia ani nawet na ból głowy. Polecam.

zdjecie-1

PODYSKUTUJ: