Nasza sesja zdjęciowa, czyli gdzie ten diabeł od Prady…

Właśnie wróciłam z sesji fotograficznej. W małym studio, zagubionym w industrialnej części Warszawy, powstawała następna okładka „Sensu”. Wszystko było co być powinno: gość główny, ekipa, fotograf, makijażysta, stylista, fryzjer, dyrektor artystyczna, i ja. Ekrany, komputery aparaty, owoce, muzyka. Tak to właśnie wygląda, jak na zdjęciu, tylko dynamicznie: kolejne stylizacje, przebieranka, zmiana tła, znowu i następne. Powstają setki zdjęć, a tylko jedno będzie potem zdobić okładkę magazynu. Tylko jedno!

Sesje fotograficzne czasopism – nawet jeśli nie jest to gigant mody, lecz psychologiczny „ Sens” – mają coś z magii teatru. Przestrzeń, gra światła, wielkie lustro, szczotki, szminki, pudry – całe ekipa uwijająca się przy postaci, która pojawi się na kolejnej okładce. Oko obiektywu skupione na tym, by uchwycić moment, który potem okaże się najlepszy. Zdjęcie – nawet portretowe, musi opowiadać jakąś historię. Ten kawałek pracy nad „Sensem” ma w sobie coś z teatru, ale nie z kina.

Tak się składa, że ostatnio na którymś z mnóstwa kanałów telewizji, powtarzano film„ Diabeł ubiera się u Prady.” Diabeł ów skusił mnie i obejrzałam to jeszcze raz. Bajka to, oj bajka, ma wszelkie prawa by być hitem, bo jest bajką właśnie. Zapewniam, że ktoś kto wymyślił scenariusz, książkę też, wyobraził sobie redakcję pism kobiecych, szefową i tak dalej, raczej nie ma pojęcia o realiach pracy w redakcjach tego świata. Oczywiście może być, że za granicą, to nie takie rzeczy bywają i ja znam tylko nasze polskie, ale redakcje pokazywane w naszych komediach nie bardziej prawdziwe. Te limuzyny, futra, wszędzie diabeł i jego pokusy … ciekawe czemu twórcy tak właśnie przedstawiają  redakcyjne życie. Żeby widzowie poczuli się lepiej, pobywszy w świecie złej bajki? Potem wracamy do codziennego nieba… czyli oglądanie może być terapeutyczne. Ćwiczmy samoocenę na filmach!

Jedno z ćwiczeń poprawiających samopoczucie, budujących wiarę w siebie: wyobraź sobie postać z filmu opowiadającego o życiu podobnym do twojego, i wciel się w nią chociaż na jeden dzień. No wiecie – jeśli pracujesz w szpitalu czujesz się przez jeden dzień Housem albo piękną Cameron, jeśli w kasie na dworcu, to Sandrą Bullock z „Ja cię kocham a ty śpisz”, jeśli masz własną knajpkę, to jak zmysłowa Juliette Binoche z „Czekolady”. Budujące scenariusze, czy nie? Ja bym mogła popróbować jako ta smoczyca Miranda albo chociaż Brigdet Jones – grubaska redaktorka, ale widzicie SENS jest psychologiczny, więc żaden diabeł się u nas nie ubiera!

PODYSKUTUJ: