Terapeutyczna siła przedmiotów, pamiątek, rupieci też

Jest grudzień, więc pewnie czytacie grudniowy Sens i Zwierciadło. Mam zatem tremę, bo jest tam trochę o mnie, o mojej książce spisującej rodzinne historie, i o cennych dla wspomnień przedmiotach. Co prawdą jest a co fikcją? Ha! Powiem tak: najprawdziwsze są przedmioty. Mają moc bardzo prostą – w szaleństwie przedświątecznego sprzątania musisz odkurzyć, czyli zatrzymać się, popatrzeć na to-to i powspominać.

 

Waza z tym sympatycznym smokiem, to rodzinna pamiątka. Cudem przetrwała wojnę. Dziadek Piotr tachał ją przy każdej przeprowadzce, w tułaczkach po miasteczkach przedwojennej Polski, gdzie obejmował kolejne komisariaty, potem podczas ewakuacji z płonącej Warszawy w 1939. Twierdził, że waza przynosi rodzinie szczęście. Smok kurzy się niemiłosiernie i moim zdaniem jest bardziej podobny do grubego psa niż obronnego smoka – ale mieszka sobie na półce mojego regału i pewnie wspomina dawne domostwa.

Ja, ile razy spojrzę na wazę, wspominam dzieciństwo i dziadka, którego nie poznałam. Mam po nim jeszcze kawałek rzeźbionej laski i fajkę. No i zdjęcia.

 

Czapka z eskulapem, to studencka pamiątka mojego ojca Leszka, dumny znak przynależności do grona studentów medycyny na Akademii Medycznej w Poznaniu. Wolno było założyć taką dopiero po pierwszym kolokwium. Oczywiście – zaliczonym pozytywnie… Srebrna pudernica należała do ciotki Cezaryny, którą mąż zabił, bo nie mógł pogodzić się z rozwodem…Czytelnicy mojej książki „Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca” znają tę historię. W drugiej jej części – w podróży przez PRL, przedmioty znaczą kolejne zwycięstwa cywilizacji. Adapter igłowy – hop na strych, bo nastał magnetofon i to kasetowy!!! Czasem myślę, że to one – przedmioty skłoniły mnie, by spisać rodzinne dzieje. One zadbały o to, by ich właściciele nie zostali całkiem zapomniani..

Przedmioty – kawałki życia, pamiętają to czego, nikt już nie pamięta.

Są jak kotwice w czasie. Jeszcze pamiętają ciepło rąk, i wnętrze torebki. Każą też myśleć o naszych rzeczach, które też kiedyś będą pamiątkami. Nie wszystkie rupiecie są rupieciami!

 

Jaki z tego morał?

W praktyce uważności, która pomaga zatrzymać się w pędzącym świecie – przedmiot może okazać się cennym sojusznikiem. Niekoniecznie trzeba z nim medytować, wystarczy wziąć do rąk, dotknąć, odkurzając podczas świątecznego sprzątania przypomnieć sobie ludzi, do których należał. Jeszcze lepiej spisać. Po co? By nie poddawać się smutkom lub samotności? By się poczuć bogatą? E tam. Żeby walczyć z przemijaniem.

 

PODYSKUTUJ: