Biało

fullsizerender-190 fullsizerender-191 fullsizerender-192

W piątek wyjechaliśmy na wieś.
Do 19:00 nikt nie zadzwonił z pomysłem, żebym koniecznie w sobotę zrobiła coś super ważnego, więc zabraliśmy Jagódkę z zajęć, wskoczyliśmy do pobliskiego sklepu po zakupy i ruszyliśmy w stronę Pułtuska.
Gdy dotarliśmy do domu, od razu rozpaliliśmy w kominku. Nie było zimno. Na dole temperatura 15 stopni, na górze 20, ale po rozpaleniu drewnem zawsze robi się przyjemnie ciepło już po kilkunastu minutach.
Dzieci jeszcze trochę poszalały, wypiły ciepłą, malinową herbatę i poszły spać. Ja, nieświadoma jakichkolwiek kłopotów, dosłownie chwilę po nich.
Nie wiem, czy znacie to uczucie, kiedy ze snu wyrywa was niespodziewanie dźwięk telefonu. Serce wali jak oszalałe, jeszcze nie do końca wiecie, o co chodzi, ale podświadomie przeczuwacie, że coś złego się stało.
Nie zdążyłam odebrać. Telefon się rozładował.
Szukanie ładowarki, przypominanie pinu o 7:00, w stanie zaspanym, wydaje się zadaniem tak skomplikowanym jak egzamin z fizyki kwantowej.
Gdy w końcu udało mi się uruchomić telefon, oddzwonić i zapytać, co się stało, po drugiej stronie słuchawki usłyszałam przerażone „Jak to co? Za niecałą godzinę gotujesz w Pytaniu na śniadanie z Kasią !”
Poczułam jak robi mi się gorąco. Zaczęłam tłumaczyć, że nikt od tygodnia w związku z tym gotowaniem się ze mną nie kontaktował, nie potwierdzał, że wczoraj nie miała żadnego telefonu i, że jestem na wsi, poza Warszawą, a dojazd do studia zabrałby mi ponad 2 godziny.
Koszmar.
Błąd ludzki.
Zastanawiałam się, czy ja coś przeoczyłam, ale nic nie przychodziło mi do głowy.

Na wczesnej pobudce zyskały przede wszystkim moje dzieci. Przed ósmą zaczęłam przygotowywać śniadanie, przed dziesiątą już byliśmy na podwórku i lepiliśmy igloo oraz bałwana, a przed zmrokiem zdążyliśmy jeszcze upiec pizzę i pójść na godzinny spacer nad rzekę.

A potem, przy strzelającym kominku piekliśmy pierniki, robiliśmy świąteczne wianki, był budyń na mleku kokosowym z malinami, czytanie książek i oglądanie ulubionego serialu.

Dziś rano nie obudził mnie żaden telefon.

PODYSKUTUJ: