Kula

fullsizerender-190

Zima nie odpuszcza.
Jeszcze rok temu skakałam do góry z radości na samą myśl, że przez prawie cały styczeń i część lutego nie będzie mnie w Polsce.
Dzięki temu ominął mnie kilkudniowy incydent z dużymi przymrozkami. Wysyłałam znajomym zdjęcia znad basenu, opalona, w kostiumie kąpielowym, żeby ich odrobinę podrażnić, a siebie dodatkowo przekonać jak bardzo jestem szczęśliwa, że zamiast odmrażania sobie poszczególnych części ciała, mogę wygrzewać się na słońcu.
Nigdy nie lubiłam zimy w mieście. W górach, to co innego. Tam zakładanie bielizny termicznej, grubych spodni, kurtek, czapek, kominiarek, gogli i solidnych rękawiczek jest uważane za normalne. W mieście ortalionowe spodnie przystoi nosić tylko dzieciom.

W tym roku wiedziałam, że uciec przed zimą raczej mi się nie uda, dlatego odpowiednio się do niej przygotowałam.
Ocieplanych spodni nie noszę, spokojnie, ale wełniane swetry,gdy jest chłodniej to nawet dwa, bawełniane rajstopy plus skarpetki, czapka, piękna chusta, którą dostałam od mojej koleżanki i super ciepły, wełniany płaszcz gwarantują mi komfort termiczny nawet przy -12 stopniach.
Próbuję przyczynić się do mniejszej ilości smogu w stolicy, więc w dłuższe trasy, tak jak dziś do radia w centrum, jeżdżę komunikacją miejską, w której kierowcy chcąc dogodzić pasażerom włączają ogrzewanie na full. Miło z ich strony, ale przy tylu warstwach i w tym płaszczu z wełny…

Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale mimo wszystko jest fajnie. Nie przeszkadza mi w tym roku ta zima. Lubię ją.Jeżdżę sobie tramwajami po mieście, umawiam się na wywiady i spotkania w centrum, którego zawsze do tej pory unikałam, bo nie znoszę jeździć w kółko i szukać miejsca do zaparkowania i zachwycam się pięknymi dziewczynami, które mimo mrozu tak ładnie potrafią się ubrać ( ja, ze względu na te moje „warstwy”, przypominam wielką kulę, wystarczyłoby mnie tylko delikatnie szturchnąć i padnę jak długa).

Dwa dni temu w drodze „do”, ktoś niesamowicie pachniał perfumami. Taki zapach, że nie jesteś w stanie określić czy to jej, czy to jego. W drodze powrotnej miałam już mniej szczęścia. Straszny swąd, na kolejnym przystanku szybki skok, zmiana wagonu i od razu lepiej.

A niebo takie niebieskie, aż trudno uwierzyć w ten smog…

PODYSKUTUJ: