Śliwka

Nic tak nie poprawia humoru jak dobra zupa.

Były dwa ciekawe pomysły na styczeń. I z jednego, i z drugiego nic wyszło. Nie należę do osòb, ktòre z uśmiechem na ustach reagujà na takie wiadomości. Raczej się wściekam. Tak, wściekam się i oczywiście dràżę, myślę, co mogłam zrobić lepiej.
Nie pomaga nawet pocieszanie ” Przestań już, czasami każdemu coś nie wychodzi”.
Ja zdecydowanie wolę jak wychodzi.

Od koleżanki dostałam zaproszenie na zabieg pielęgnacyjny w salonie kosmetycznym. Przy takim podłym nastroju dziękowałam jej w myślach. Cudownie, odprężę się i zrobię coś tylko dla siebie. Bosko!. W pewnym momencie nawet zasnęłam. I wszystko byłoby super, gdyby nie komentarz po zabiegu, że skòra przesuszona ( jak to? ja tyle kremu na noc w nià wklepujè) i jeśli nic z tym nie zrobię, to za 10, 15 lat…
Tak sobie właśnie poprawiłam nastròj.

Jest takie miejsce, ktòre uwielbiam odwiedzać z powodu pysznej zupy z podsmażanymi pierożkami. Wiedziałam, że tylko ona może mnie uratować.
Chyba zmienił się kucharz, bo nie była aż tak dobra, ale…podziałało.
W drodze powrotnej do domu towarzyszyła mi tylko jedna myśl ” Zmarszczki? I co z tego. Dopòki będę mogła zjeść gdzieś dobrà, rozgrzewajàcà zupę, dopòty mogę być pomarszczona jak śliwka sechlońska”.

p.s.dziś, przy okazji spotkania z mojà ukochanà znajomà od nart, ròwnież zaproponowałam zupę. I tak mam zamiar przetrwać ten cieżki okres. Na zupie z pierożkami.

PODYSKUTUJ: