Ups

FullSizeRender 190-kopia 4 FullSizeRender 192-kopia 2 FullSizeRender 191-kopia 3 IMG_7309

Ups, jutro ostatni dzień lutego.
Z jednej strony dobrze, bo marzec to pierwsze podrygi wiosny, ale z drugiej… Mnie się nigdzie nie spieszy.
Byliśmy na super feriach. Ja z trójką dzieci. Moja znajoma z dwójką. Pogoda dyskusyjna, ale czas spędziliśmy bardzo intensywnie. W niedzielę Świeradów przywitał nas słoneczną pogodą. Zrobiliśmy sobie spacer, który na mapie wyglądał niewinnie, ale biorąc pod uwagę liczne spadki i wzniesienia, wróciliśmy do hotelu wykończeni. Na odpoczynek od naszych łaskawych dzieci dostałyśmy niecałą godzinę i musiałyśmy pójść z nimi na basen. O leżeniu na leżaczku mogłam zapomnieć. W dużym basenie jedną ręką musiałam trzymać Józka, a drugą asekurować Jagodę, której wydawało się, że umie pływać.
Kolejnego dnia, po śniadaniu, postanowiliśmy pojechać kolejką na Stóg Izerski, bo pamiętałam, że w schronisku na górze są pyszne, domowe pączki, a przy ładnej pogodzie ze szczytu roztacza się piękny widok na okolicę.
Pączków brak, miały być dopiero w czwartek, ale widok faktycznie bardzo, bardzo przyjemny.
Po godzinie zjechaliśmy na dół, żeby zdążyć z Jadzią na lekcję w narciarskim przedszkolu.
Jagódka dzielnie ćwiczyła, jechała slalom i ani razu nie przewróciła się na orczyku.
We wtorek mieliśmy niezłą akcję… Musiałam wrócić na jeden dzień na zdjęcia do Warszawy. Dziewczynki zostały z moją koleżanką, JJ pojechał na jeden dzień do babci, a ja modliłam się żeby mój cały misterny plan z dojazdem autem na lotnisko, lotem do Warszawy i z powrotem wypalił. Żeby nigdzie nie zatrzymał mnie korek, a samolot wyleciał o czasie. Udało się. Wróciłam do dzieci i jak gdyby nigdy nic poszliśmy na narty. To znaczy Jadzia poszła. Znowu na lekcje z instruktorem. Po dwóch godzinach była cała mokra, bo tak mocno padał deszcz, ale nie chciała zrezygnować. Józek nie chciał jeździć nawet na sankach. Ciągle powtarzał, że się boi i zrobi bam.
Żeby trochę zmienić klimat, pod koniec pojechaliśmy na warsztaty z fusingu. Dzieciaki przez dwie godziny cięły i malowały szklane kotki, serduszka i biżuterię, ale z zajęć wyszliśmy umiarkowanie zadowoleni. Kiedyś sama prowadziłam zajęcia dla dzieci m.in. w szkole podstawowej z ceramiki, dlatego przypuszczałam, że ten mini kurs zostanie podobnie poprowadzony. Trochę się rozczarowałam. Drugą opcją było zwiedzanie i warsztaty w hucie szkła Julia i następnym razem na pewno tam pojedziemy.
Wyjeżdżając ze Świeradowa bardzo nie chciało mi się wracać do domu, dzieciakom też. Po jednej nocy pod Wrocławiem, zamiast grzecznie dalej kierować się na Warszawę, odbiliśmy na…Poznań i na ostatni weekend ferii oraz karnawału zaszyliśmy się w puszczy u naszych znajomych w Puszczykowie. Uwielbiam takie spontaniczne decyzje i nawet brzydka pogoda nie jest w stanie mnie do nich zniechęcić.

PODYSKUTUJ: