Kulturalny czerwiec

Materiały prasowe

Kiedy miałam 11, 12 lat, w Trójce, a wtedy liczyło się dla mnie tylko to radio, usłyszałam muzykę elektroniczną. Nie wiem, czy to był Klaus Schulze, którego potem bardzo polubiłam, czy ktoś inny. Ale pamiętam, że wówczas wydarzył się mój mały dźwiękowy cud. Muzyka elektroniczna stała się dla mnie krainą nieograniczonej wyobraźni.

reklama


Poszukując muzyki relaksacyjnej, natrafiłam na piękną płytę z kompozycjami elektronicznymi. Są one bardziej kameralne niż te, które tak mnie zachwycały, ale dzięki temu dają ukojenie. Usłyszymy nie tylko syntezatory, lecz także fortepian, gitarę, a może nawet flet? Autorem „The Heavenly Dance” jest Daniel Christ (CD, wyd. VICTOR 11), absolwent Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. Już same tytuły utworów: „Taniec aniołów”, „Niebiański spacer”, obiecują, że słuchając, nie będziemy myśleć o rachunkach i terminach, że opuścimy świat pogoni za stabilizacją. Ta czerwcowa muzyka na stres sprawia, że problemy kurczą się jak kałuże w pełnym słońcu… Na płycie znajdziemy równie kojące „publiczne odtwarzanie zwolnione z opłat”.

W maju 2000 roku nad doliną Warty przeszła burza. O północy piorun uderzył w ogromny stary dąb rosnący na wzgórzu. Ale nie był to zwykły dąb, tylko magiczne drzewo… Przedmioty, które z niego zrobiono, miały niezwykłą moc…”. Tak zaczyna się film w reżyserii i według scenariusza Andrzeja Maleszki „Magiczne drzewo” (DVD, prod. m.in. Lunapark Sp. z o.o.). Oglądając go, myślałam, że na przedmioty – wcale nie magiczne, ale modne – możemy wydać majątek, jeśli tylko zależy nam na prestiżu. Od egzotycznej podłogi, przez ławy, fotele, aż do krzeseł. Ale niestety, żadna z tych rzeczy nie jest wykonana z magicznego drzewa i nie zmieni naszego życia w bajkę. Dlatego nie warto się zadłużać. Jedynie w baśniach są krzesła, które spełniają marzenia swoich użytkowników. Dorośli nie chcą jednak o tym wiedzieć i jak bohaterowie „Magicznego drzewa” mogą zostawić trójkę swoich dzieci u złej ciotki tylko po to, by ruszyć w pogoń za pieniędzmi. Na szczęście dzieciom udaje się odczarować dorosłych opętanych marzeniem o złotej karcie kredytowej. I kiedy wszyscy już wiedzą, co się liczy naprawdę, można wrócić do domu. Ten film to dobra rozrywka (i nie tylko). Warto obejrzeć go całą rodziną. Zwłaszcza że mamy Dzień Dziecka.

 Pamiętacie „Pana Samochodzika i tajemnicę tajemnic”? To jedna z moich ulubionych książek z dzieciństwa. „Dagerotyp. Tajemnica Chopina” Lucyny Olejniczak (wyd. Aurum, Warszawa 2010) to taki „Pan Samochodzik” dla dorosłych – z silną nutą romansową! Opowieść bezpretensjonalna i swojska – ale też pełna zagadek. Znajdziemy tu starą bibliotekę, tak wysoką, że trzeba użyć drabiny, by sięgnąć do jej najwyższej półki. Listy przewiązane wyblakłą wstążką i stare obrazy ukryte na strychu zamku w Szampanii. Odwiedzimy 200-letnie paryskie kamienice i współczesne kluby jazzowe. Ale przede wszystkim odkryjemy wielką tajemnicę. Tyle że nie zakonu templariuszy, ale dwóch zakochanych serc. Czy nieszczęśliwie? Może szczypta tęsknoty jest potrzebna?
Nie będę zdradzać fabuły, powiem tylko, że w Roku Chopinowskim warto sięgnąć po tę książkę. I warto zauważyć, że jej autorka Lucyna Olejniczak zadebiutowała na emeryturze. A więc nigdy nie jest za późno na realizację marzeń.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »