Kulturalny sierpień

Dziś o miłym, ale dozwolonym
tylko dla dorosłych sposobie
na relaks. Seksu nie trzeba wprawdzie rekomendować,
ale już scenariusze gwarantujące wyrafinowaną grę wstępną
– jak najbardziej. Lato to
przecież czas przygód,
także erotycznych

reklama

 Pod palmami, na plaży, na rafie koralowej, a nawet na łące na Roztoczu patrzmy na siebie innym okiem. Jest przecież środek lata, czas miłości. Wreszcie mamy na „to” czas. Ale bywa, że nie mamy na „to” pomysłu. Zwłaszcza gdy jesteśmy razem od lat, a pod kołdrą same… niespełnienia. Co więc robić?

„L’amour” (prod. EnjoyLei, dystr. www.dladwojga.pl) to erotyczna gra dla zakochanych; rozrywka romantyczna, nieprzekraczająca granic intymności. Da oddech od rutyny i nudy. Łączy w słodki sposób seks z zabawą. Pozwala zdać się na los i tak uniknąć tego, co przewidywalne.

Mamy tu do dyspozycji 54 karty i dwie malutkie kostki. Zapisujemy dwie karty opatrzone napisem „Jej sekretne życzenie” oraz „Jego sekretne życzenie”. Te karty odkładamy, a resztę tasujemy… Co dalej, sami zobaczycie.

 Właśnie – zobaczycie. W czasach wszędobylskiej pornografii trudno znaleźć coś, na co dorośli mogliby popatrzeć i pomyśleć: „To ma ostry, ale dobry smak. Jest wysublimowane, choć bardzo odważne”. Ale coś takiego udało mi się znaleźć. W książce „Komiks erotyczny. Historia w obrazach” Tima Pilchera (wydawnictwo Muza) odkryłam pełne erotyzmu i niepozbawione humoru rysunki sprzed 100 lat. Zobaczymy tu pierwsze komiksy ze znanych do dziś pism poświęconych życiu intymnemu czy reklamy, które jeszcze w nieśmiały i niewinny sposób miały zagrać na zmysłach widzów. I japońskie drzeworyty, odważne jak licho. Różnica kultur to naprawdę nie są puste słowa.
Przeglądając ten album, przekonamy się jednak, że sztuka zawsze będzie przewyższać pornografię – nawet w budzeniu naszych zmysłów. Że potrafi z naszych kompleksów czy fantazji, a nawet z perwersji, uczynić coś, z czego się pośmiejemy. I dlatego erotyczna sztuka to prawdziwa przeciwwaga dla braku radości życia, jaką tak naprawdę żywi się pornografia.  

 Alternatywą książkową dla tych, którzy jednak erotycznej sztuki w obrazkach nie cenią, niech będzie powieść „Zuzanna nie istnieje” Marty Fox (Wydawnictwo Literackie). Powiem tylko tyle, że gdyby każda zawarta przy barze znajomość miała taki ciąg dalszy jak opisany w tej książce, byłoby znacznie więcej szczęśliwych ludzi. To powieść na lato, na leżak, na plażę. Może też na samotny wieczór? Samotny, ale niepozbawiony wrażeń. Musi taki być, skoro motto głównej bohaterki to zdanie: każdy dobrowolny akt seksualny jest święty i mistyczny.   

 Wiadomo, że do miłości, wszystko jedno – romantycznej, platonicznej czy fizycznej – potrzebny nam odpowiedni nastrój. Nawet w lecie, nawet po dniu spędzonym na plaży, nawet w domku letniskowym nad Bugiem – a może właśnie tam szczególnie? Odpowiedni nastrój możemy jednak stworzyć bardzo łatwo: włączając szóstą już składankę sygnowaną przez Chilli Zet z serii „Nastaw się na chill out, vol. 6” (2 CD, dystr. Universal Music Polska). Znajdziemy tu 28 utworów różnych zespołów i wykonawców, których łączy upodobanie do chilloutu, m.in. zespół Sweet Coffee czy niemiecki duet Blank & Jones. Mnie zachwyciły elektroniczne i nastrojowe kompozycje brytyjskiego muzyka Bonobo oraz wokalistki Andreyi Triany.

To na pewno muzyka na wieczór, a nawet na noc. Na leniwe letnie imprezy pod rozgwieżdżonym niebem, na tarasie albo w ogrodzie. Nie wiem, czy ta muzyka dobrze zabrzmi na górskiej polanie. Ale jeśli tam właśnie zagna was wakacyjna przygoda, możecie sprawdzić. Zresztą, wszystko jedno: dobrze czy źle. Najważniejsze przecież, by
posłużyła miłości.