Tag: Cebula szalotka

Kuchennymi drzwiami: Jesienna tarta z grzybami leśnymi i mascarpone

Kiedy nadchodziły wrześniowe dni, wiadomo było, że będziemy wyprawiać się na grzyby.

Szykowały się kosze, specjalne nożyki, kalosze i peleryny. Lubiłam te wyjazdy o świcie. W lesie snuła się jeszcze mgła, a na wrzosach osiadały jej krople. Słońce wychodziło leniwie i dopiero wtedy las ożywał. A my z rodzicami i dziadkami wybieraliśmy polanę na śniadanie.

Niedługo kosze wypełniały się brązowymi główkami grzybów. A po powrocie do domu się działo!|Kiedy nadchodziły wrześniowe dni, wiadomo było, że będziemy wyprawiać się na grzyby.

Szykowały się kosze, specjalne nożyki, kalosze i peleryny. Lubiłam te wyjazdy o świcie. W lesie snuła się jeszcze mgła, a na wrzosach osiadały jej krople. Słońce wychodziło leniwie i dopiero wtedy las ożywał. A my z rodzicami i dziadkami wybieraliśmy polanę na śniadanie.

Niedługo kosze wypełniały się brązowymi główkami grzybów. A po powrocie do domu się działo!|Kiedy nadchodziły wrześniowe dni, wiadomo było, że będziemy wyprawiać się na grzyby.

Szykowały się kosze, specjalne nożyki, kalosze i peleryny. Lubiłam te wyjazdy o świcie. W lesie snuła się jeszcze mgła, a na wrzosach osiadały jej krople. Słońce wychodziło leniwie i dopiero wtedy las ożywał. A my z rodzicami i dziadkami wybieraliśmy polanę na śniadanie.

Niedługo kosze wypełniały się brązowymi główkami grzybów. A po powrocie do domu się działo!|Kiedy nadchodziły wrześniowe dni, wiadomo było, że będziemy wyprawiać się na grzyby.

Szykowały się kosze, specjalne nożyki, kalosze i peleryny. Lubiłam te wyjazdy o świcie. W lesie snuła się jeszcze mgła, a na wrzosach osiadały jej krople. Słońce wychodziło leniwie i dopiero wtedy las ożywał. A my z rodzicami i dziadkami wybieraliśmy polanę na śniadanie.

Niedługo kosze wypełniały się brązowymi główkami grzybów. A po powrocie do domu się działo!|Kiedy nadchodziły wrześniowe dni, wiadomo było, że będziemy wyprawiać się na grzyby.

Szykowały się kosze, specjalne nożyki, kalosze i peleryny. Lubiłam te wyjazdy o świcie. W lesie snuła się jeszcze mgła, a na wrzosach osiadały jej krople. Słońce wychodziło leniwie i dopiero wtedy las ożywał. A my z rodzicami i dziadkami wybieraliśmy polanę na śniadanie.

Niedługo kosze wypełniały się brązowymi główkami grzybów. A po powrocie do domu się działo!|Kiedy nadchodziły wrześniowe dni, wiadomo było, że będziemy wyprawiać się na grzyby.

Szykowały się kosze, specjalne nożyki, kalosze i peleryny. Lubiłam te wyjazdy o świcie. W lesie snuła się jeszcze mgła, a na wrzosach osiadały jej krople. Słońce wychodziło leniwie i dopiero wtedy las ożywał. A my z rodzicami i dziadkami wybieraliśmy polanę na śniadanie.

Niedługo kosze wypełniały się brązowymi główkami grzybów. A po powrocie do domu się działo!