Tag: Colours of Ostrava

Colours of Ostrava: festiwal dla ludzi

W poprzednim felietonie o Ostrawie przez roztargnienie nie wspomniałam o widocznych gołym okiem różnicach pomiędzy festiwalem Colours of Ostrava a imprezami masowymi w Polsce. Trzeba to nadrobić, bo oprócz wspaniałych artystów i „mnóżstwa innych ciekawości” najważniejsi są oczywiście ludzie, dla których całe zamieszanie zostało zorganizowane.

Colours od Ostrava

Pierwsze kolory Ostrawy na Colours of Ostrava

Moja Reisefieber ostatniej nocy przyjęła postać kuriozalnych, wyrywających ze snu pytań: „Jaki mamy dzień tygodnia?”, „A co, jeśli w Ostrawie nie ma bankomatów?” i ostatnie, najlepsze: „Czy Czechy w ogóle są w Unii Europejskiej?”. Mimo wszelkich lęków i prawdziwych już, niewyśnionych perturbacji – stało się. Jestem zagranicą. I pierwsze, co mnie przywitało, to podwójna tęcza.

W drodze na Colours of Ostrava

Gdy wyjeżdżałam z Wrocławia, gruziński chór Casletila pielęgnujący tradycję śpiewów Swanetii przygotowywał się już do wieczornej prezentacji osiągnięć warsztatów. Stałam na przystanku, a oni w sąsiedniej restauracji śpiewali coraz piękniej, dołączały się kolejne głosy, w śmietniku hałasów miasta tworząc enklawę harmonii i spokoju. Przez chwilę czułam, że przepadnę za tymi syrenami jak Argonauci, ale w kluczowym momencie tramwaj zamiast Orfeusza ogłuszył mnie jazgotem i wywiózł na dworzec autobusowy.

Magdalena Malińska: Jeżdżę po festiwalach

To mają być moje „wakacje życia”. Chociaż metryka wskazuje, że najwyższy czas, by wpadać w panikę z powodu braku stałej pracy lub przynajmniej genialnego pomysłu na biznes, stałego miejsca zamieszkania lub choćby bogatego męża, reformy emerytalnej, której nawet nie próbuję rozumieć, a także zbliżającej się nieuchronnie konieczności otwarcia przewodu doktorskiego – WYJEŻDŻAM.