Tag: cukier kryształ

BEZOWA DELICJA Z ORANGE CURD

Gdy za oknami mokro i szaro. Gdy luty, ale ni zima to, ni wiosna, mój wewnętrzny barometr bez wahania wskazuje na słodkie. Zdrowy rozsądek odstawiam wtedy do kąta i po prostu bezwstydnie się raczę. A może ktoś z Was też miałby ochotę na porcyjkę?|Gdy za oknami mokro i szaro. Gdy luty, ale ni zima to, ni wiosna, mój wewnętrzny barometr bez wahania wskazuje na słodkie. Zdrowy rozsądek odstawiam wtedy do kąta i po prostu bezwstydnie się raczę. A może ktoś z Was też miałby ochotę na porcyjkę?|Gdy za oknami mokro i szaro. Gdy luty, ale ni zima to, ni wiosna, mój wewnętrzny barometr bez wahania wskazuje na słodkie. Zdrowy rozsądek odstawiam wtedy do kąta i po prostu bezwstydnie się raczę. A może ktoś z Was też miałby ochotę na porcyjkę?

Minta: porzeczki, czyli o sztuce zbierania

Moi rodzice, od kiedy pamiętam, mieli wielki ogród. Kwiaty, zioła, warzywa i oczywiście drzewa i krzewy owocowe. Uwielbiałam zrywać kwiaty na bukiety, siedzieć na gałęzi i zajadać czereśnie, wciągałam się nawet w plewienie. Zgrozą napawało mnie jedynie zrywanie porzeczek. Od zawsze uwielbiałam czarne porzeczki, zjedzenie garści prosto z krzaka było czystą przyjemnościa, natomiast mozolne zapełnianie łubianek już nie. Miałam poczucie, ze zrywam miliony kuleczek i czas płynie niesamowicie wolno. Nawet perspektywa jedzenia zimą ucieranej przez tatę galaretki nie dodawała sił. Nuda zabijała! |Moi rodzice, od kiedy pamiętam, mieli wielki ogród. Kwiaty, zioła, warzywa i oczywiście drzewa i krzewy owocowe. Uwielbiałam zrywać kwiaty na bukiety, siedzieć na gałęzi i zajadać czereśnie, wciągałam się nawet w plewienie. Zgrozą napawało mnie jedynie zrywanie porzeczek. Od zawsze uwielbiałam czarne porzeczki, zjedzenie garści prosto z krzaka było czystą przyjemnościa, natomiast mozolne zapełnianie łubianek już nie. Miałam poczucie, ze zrywam miliony kuleczek i czas płynie niesamowicie wolno. Nawet perspektywa jedzenia zimą ucieranej przez tatę galaretki nie dodawała sił. Nuda zabijała! |Moi rodzice, od kiedy pamiętam, mieli wielki ogród. Kwiaty, zioła, warzywa i oczywiście drzewa i krzewy owocowe. Uwielbiałam zrywać kwiaty na bukiety, siedzieć na gałęzi i zajadać czereśnie, wciągałam się nawet w plewienie. Zgrozą napawało mnie jedynie zrywanie porzeczek. Od zawsze uwielbiałam czarne porzeczki, zjedzenie garści prosto z krzaka było czystą przyjemnościa, natomiast mozolne zapełnianie łubianek już nie. Miałam poczucie, ze zrywam miliony kuleczek i czas płynie niesamowicie wolno. Nawet perspektywa jedzenia zimą ucieranej przez tatę galaretki nie dodawała sił. Nuda zabijała!