Wystarczy mocno chcieć
-
Piękny ogród:)
-
Hej, żaden komentarz mnie nie uraził, spoko dziewczyny:).
-
To że wypisuje na blogu, czym się czasem martwię w kwestii moich dzieci, nie oznacza, że jestem matką nadopiekuńczą:). A synowi mówię tylko, że będziemy za nim tęsknić, ale szybko wróci, zrobi dużo zdjęć i będzie miał masę wspomnień.
-
Czas, czas, czas...
Od dawna wiedziałam, że w sobotę jest Noc Muzeów w Warszawie i w innych miastach, ale nie skojarzyłam do ostatniej chwili, że na ten sam dzień Qba zaprosił do domu kolegów z okazji swoich urodzin. Rano mają korepetycje, potem Qba taniec, a później jego goście do 21. Z jednej strony mieliśmy z mężem chęć pojechać, ale program przeładowany do granic możliwości, naprawdę nie wiadomo co wybrać. Poza tym ponoć były koszmarne tłumy. To nie dla mnie, nie znoszę ścisku, gdzie ludzie kręcą się jak koty za własnym ogonem. Wszędzie kolejki. Wybrałam dobrą książkę, pingpong ze starszym synem, spacer z psami.
Czasem się zastanawiam, jak to jest, że człowiek ciągle się uczy i to tak często na własnych błędach. Zdarza się, że dostrzega, że coś było błędem dopiero po latach, a długo tkwi w przekonaniu o własnej racji. Nie uogólniam, bo tak naprawdę myślę o sobie. Ileż to po drodze zmarnowanych szans, zaniedbanych przyjaźni. Wydaje się, że biorę co mi los przynosi, ale ile razy nieświadomie odrzucam coś co dla mnie jest lub byłoby dobre? Mimo wszystko nie dryfuję z prądem, wiem co mam robić tu i teraz, choć czasem gubi mi się cel. I jest mi tak smutno na myśl, że chłopcy rosną tak szybko i wkrótce pójdą własną drogą. Co mi po tym wolnym czasie, który nastanie jak wyfruną? Martwię się na zapas, wiem, nie ma to sensu. Rzadko to robię, ale dziś mam jakiś płaczliwy nastrój. Może to nadchodzi okres. A może to, że Bartek jutro wyjeżdża na 5 dni i denerwuję się, czy dojadą i wrócą bezpiecznie? Czy opieka będzie zapewniona? Na wszelki wypadek poinformowałam go, że jakby co, to do Wiednia i Pragi ma blisko wujek Rysiek, a w Budapeszcie mieszka Asia. Oczywiście jestem przekonana że to na wyrost, ale co ja poradzę, że moja wyobraźnia podsuwa mi zawsze pięć scenariuszy jednej sprawy?
Jutro o 5 rano zbiórka pod szkołą, mam nadzieję, że policja przyjedzie sprawdzić autokar i kierowców. Ale żeby nie było niespodzianki, zadzwonię dziś na komisariat i zapytam.
Przed nami piękny słoneczny dzień, pora się ogarniać i pojechać zobaczyć atrakcje stolicy, ponoć nad Wisłą jest dziś co robić.
Czas mi się nie składa ostatnio jak należy. Po prostu za dużo robię sama.
-
Bardzo dużo świetnych wskazówek odnośnie zdrowego jedzenia jest w książce ”AntyRak”.
-
Dobre!! Takie trochę gorzkie i dosadne, wypełnione uczuciami.
-
Bardzo mi się podoba.
-
Zawsze wzdycham z zachwytu na taki widok:)
-
A ja uwielbiałam pomnik Lenina w Nowej Hucie na placu Centralnym. Było go widać z okien mojej Babci, zabierali mnie tam na spacery, mam zdjęcia. Pamiętam tez noc, gdy zostały podłożone ładunki wybuchowe i zburzyli pomnik. Lenin był dla mnie, małego dziecka, symbolem Nowej Huty, nie kojarzyłam go zupełnie z wojną, polityką i zbrodniami. Przez wiele lat to miejsce było puste, zupełnie bez sensu.
-
Bardzo się ciesze, że znowu piszesz:)
-
Jeszcze nie jadłam w tym sezonie truskawek…..zapachniało nimi w Twoimi tekście:). Pozdrawiam gorąco, dziś będzie piękny dzień:)
-
Ach te platoniczne romanse:)
-
Pięknie opisana chwila:). Moja mama do tej pory przechowuje swój pierwszy ścięty ”kucyk” gruby i długi, taki jasny.
-
W biegu....
Dziś w radio słyszałam, że ponoć Polacy żyją w notorycznym pośpiechu, zwalniają dopiero po 60-tce. Statystykom towarzyszył gorzki żart, że i to się wkrótce w naszym kraju zmieni.
Jest środa, marzę już o sobocie. I żeby było słońce.
W poniedziałek Bati wyjeżdża na 5 dni na wycieczkę szkolną: Praga-Wiedeń-Budapeszt. Straszny maraton, kupiłam mu już zapas batonów energetycznych i ciasteczek maślanych. Kiedyś byłam na podobnej wycieczce – tyle że śladami Adama Mickiewicza, Ukraina i Litwa, nic prawie nie jadłam poza paluszkami, które gdzieś ze sobą miałam. Wróciłam głodna że hej, ale wyjazd pamiętam do dziś. Mam nawet zdjęcia, czarno-białe, które sama wywoływałam w ciemni.
Z jednej strony to były wspaniałe czasy młodości i wolności, z drugiej strony takiej huśtawki emocji jaką wtedy sobie fundowałam, nie chciałabym nigdy więcej. Kocha, nie kocha, chcę, nie chcę. Co ja tu robię? Czy skoro chodzę do katolickiej szkoły to muszę zostać zakonnicą? Kłótnie z księdzem na religii, że skoro istnieje słowo NIC, to znaczy że NIC istnieje, to nie jest nic:). A ja i tak byłam grzeczna i poukładana, ponoć. Z pewnością każdy przez to przechodzi na własny sposób, ale ciesze się, że za mną te dylematy.
W piątek wieczorem na Nowym Świecie przed Subwayem, dosiedliśmy się do młodego chłopaka, 19-20 lat, który palił papierosa i rozmawiał przez komórkę. Ale gestem zapytał, czy palenie mi nie przeszkadza. Nie. Jak skończył rozmawiać przeprosił. No i zagadał: ”ja Państwa bardzo przepraszam, nie mam komu tego powiedzieć, bo mnie moi koledzy nie rozumieją. Ale wiecie, jak to jest że juwenalia są za darmo? Jakby były po 5 zł to połowy tego tłumu by tutaj nie było. A tak nawet się dostać nie mogę. …. Jak kiedyś będę miał pieniądze, to na pewno zrobię coś fajnego…. A znacie Fisza? Ma tu koncert, taki pieśniarz, no ale w Państwa wieku możecie nie wiedzieć tego” Brwi podjechały mi do góry, ale się uśmiechnęłam. Pytam, jak to możliwe, że jest tu koncert Fisha, a ja nic o tym nie wiem? A tu się okazuje, że FISH to młody Waglewski, a mój FISH to lider starego Marillionu i chłopak zupełnie nic o nim nie słyszał. A…..20 lat temu…..??!! No nie, nie znam.
To naprawdę była miła pogawędka, chłopak był szalenie kulturalny, obyty, rozmowny, wysławiał się bardzo prawidłowo. Tak mi synowie mogą wyrosnąć:)
ASU, odnoszę wrażenie, że to nie Polacy, ale ludzkość wpadła w karuzelę chomika i pędzi ślepo przed siebie – a historia z Fishem udowadnia ponownie, że nie jednemu psu burek na imię, choć uważam, że ”nasz ulubiony” FISH to taaaaka ikona muzyki światowej, że używanie jego pseudonimu artystycznego powinno być dawno zakazane przez wytwórnie muzyczne. Z radosną dedykacją na dobranoc lub dzień dobry – http://www.youtube.com/watch?v=0jCU9QRVuGo&feature=related – to były czasy kiedy muzyka chwytała za serce i zachwycała bezgranicznie.
Cieszę się, że opisałaś nam to zderzenie pokoleń
A te spory o wartościach też mi bliskie, wręcz jakbyś moje wspomnienia przywołała…
-
-
Niesamowite jak można tak poetycko napisać gdzieś tam w środku o porządkach!
-
Dzieci kochają kotki, z wzajemnością. Kiedyś mieliśmy ich w domu siedem! Do czasu aż młodszy mój zaczął powaznie chorować i wyszło że to alergia. Do tego czasu, a miał ze 3-4 latka nic mu się nie działo, a potem jedno zapalenie oskrzeli goniło kolejne. Musieliśmy porozdawać, ale do tej pory wspominamy ten czas z uśmiechem.
-
To chwilowy kryzys był.
-
Czytam i właśnie sobie uświadomiłam że głodna jestem:(. Tak to oto działa.
-
Super!!! Gratulacje dla Fioletu:)
- Wczytaj więcej
Spacery z psami są świetną sprawą.Mój pies odłączony ode mnie,pojechał z panem na polowanie na życie .Wszystko co robimy -rzednie jak mina z czasem.A mina opada jak mgła,gdy nagle widzisz realia w innym świetle,gdy dostrzegasz rysy charakterystyczne dla prawdy.A jej zmienić już nie można,i wtedy przychodzi reflkeksja,wstyd? złość? strach? zależy co kto jak.Wierz mi,że upływ czasu,oddalenie daje ogląd.Człowiek myślący się rozwija.Warto korzystać z tego prawa i iść swoją,własną drogą.Wbrew czasami innym.Najgorszą krzywdę jaką możesz sobie wyrządzić jest uleganie cudzemu despotyzmowi.Człek rodzi się do wolności. Wolności wyboru,decydowania.To trudne dzisiaj w zalewie pozoru wolności.Wciąż jestesmy niewolnikami ,mediów,nałogów,nawyków,strachu,mamony.
ASU, nie zadreczaj sie, nie obwiniaj, bo kazdy z nas raz na jakis czas cos w zyciu przegapia, marnuje. Zamiast tego pojawiaja sie jednak inne szanse. Bledy sa nieuniknione. Cele – zmieniaja sie wraz z nami. Wazne, ze ”nie dryfujesz z pradem”. Co do zamartwiania sie dziecmi, ja takze czasami przylapuje sie na myslach o tym, co bedzie, gdy Syn opusci nas i pojdzie swoja droga, mimo, ze jest na razie jeszcze dzieckiem. Gdy tak o tym mysle, to juz za nim tesknie. Jednak staram sie jednoczesnie bardzo dbac o dobre relacje z Mezem i pielegnowac swoje zainteresowania, by za pare lat nie cierpiec na tzw. syndrom pustego gniazda. Nie chce byc nadopiekuncza matka, czy tez wtracajaca sie we wszystko tesciowa. Takie kobiety bardzo rania swe dzieci, w imie zaborczej milosci. Od takich kobiet dorosle dzieci uciekaja daleko – bardzo daleko… Nie chce stac sie jedna z nich! ASU, te 5 dni minie szybko, zobaczysz, a Twoj Syn wroci zadowolony, pelen pozytywnych wrazen i nowych doswiadczen – sprobuj trzymac sie tego ”scenariusza”, choc z doswiadczenia wiem, ze to nielatwe. Jednak Twoje zamartwianie sie i tak niczego nie zmieni. A policja warto, by skontrolowala autokar i kierowce. Zycze Ci udanego spaceru. Po nim z pewnoscia poczujesz sie lepiej. Pozdrawiam!
Co do nadopiekuńczości mam inne doświadczenia.Często dzieci uzależniaja się od takich rodziców i po prostu jak bez papierochów nie potrafią żyć bez ich wpływów. Bardzo toksycznych najczęściej,niestety.
Co nie zmienia faktu, ze dzieci te sa wielce nieszczesliwe, w przeciwienstwie do tych, ktorym udalo sie cudem ”odciac pepowine” i uciec. Czeste sa takie przypadki, kiedy to ktos jest uzalezniony od rodzicow i pozornie zyje sobie wygodnie i bezstresowo, a jednoczesnie w skrytosci ducha nienawidzi – ich i siebie samego. Okropnosc!!!
Wiele mądrych słów napisano w koment., więc ja tylko przytulam Cię w ten Twój ”płaczliwy nastrój”.
To że wypisuje na blogu, czym się czasem martwię w kwestii moich dzieci, nie oznacza, że jestem matką nadopiekuńczą:). A synowi mówię tylko, że będziemy za nim tęsknić, ale szybko wróci, zrobi dużo zdjęć i będzie miał masę wspomnień.
ASU, piszac o nadopiekunczosci, mialam na mysli jedynie SWOJE WLASNE obawy o swoje przyszle relacje z wlasnym dzieckiem. Przepraszam, jezeli Cie to urazilo, lecz – piszac ten komentarz – nie mialam zlych intencji. Reszta o ”nadopiekunczosci” to juz tylko luzna wymiana pogladow z Pania Anka, tez absolutnie nie dotyczaca – przynajmniej w moim odczuciu – Ciebie, ani Twojej Rodziny. Jedyne, co moge jeszcze zrobic, to – jezeli sobie tego zyczysz – skasowac moj poprzedni komentarz…
Jesteś wspaniałą mamą. Jesteś i już. Masz dzień płaczliwy – popłacz, nikomu się z tego nie tłumacz. A z dziećmi jest tak: nie ustrzeżesz ich przed każdym złem, czasami muszą popełnić błąd. Nie teraz, za parę lat, gdy pójdą w świat powiedzą: Mamo, miałaś rację. A przy kolejnych ich sukcesach będziesz dumna z nich!
Hej, żaden komentarz mnie nie uraził, spoko dziewczyny:).