Pisane na lustrze. Blog Anny Janko
-
O, jakie to ładne, Piotrze. Prywatne, czy ogólnodostępne?
Użytkownik Anna Janko skomentował informację o aktywności: 2012-05-24 08:57:55 · Wyświetl
-
Się żyje, się o nieżyciu nie myśli...
Kiedy pogoda się ustala na wysokim poziomie, podlegamy złudzeniu, że tak zostanie na zawsze. Podobnie jest z poczuciem życia. Gdy dni mijają w zdrowiu i przy pracy, wśród ludzi, których znamy i lubimy, gdy droga wiedzie „po równym”, mamy wrażenie, że jesteśmy wieczni na tle świata, który jest jak dom, a nawet Dom. Żyjemy instynktem, czyli – życie żyje samo! Nie analizuje się wtenczas możliwych zagrożeń, no, może tak teoretycznie, nie patrzy się w kalendarz ze zgrozą, nie wpatruje się w lustro, by rozczulać się nad przemijaniem, co wiedzie do pewnego końca. Strumień istnienia porywa i zagłusza. Zagłusza własną głębię?
Się żyje, się życiem cieszy, się o nieżyciu nie myśli wcale.
Tak jest mi teraz. Pędzę naprzód i zarazem odpoczywam od siebie, od wszelkich „egzystencjalizmów”. Wiem, że to się zmieni. Tym pewniej, że zaczynam pisanie nowej książki, trudnej, bolesnej, związanej z tragiczną przeszłością mojej rodziny, materiały już się gromadzą, już w nich pulsuje krew. Lecz jeszcze nie otwieram ich, siebie też nie otwieram. Bo wiem, że będzie bolało.
Tymczasem wczoraj: upał, suchy wiatr, co strąca… filiżanki z kawiarnianych stolików!Tramwaje to przegrzane jadą, to lodowate, i spotkania, spotkania… Z Karen Kovacik, amerykańską poetką i tłumaczką. Widziałyśmy się pierwszy raz w życiu a przegadałyśmy półtorej godziny. Została ze mną na wieczorze autorskim Magdaleny Miecznickiej w Traffiku. Magda M. („Kariera Magdy M.”, to pierwsza książka tej autorki) młoda kobieta z urodą i charakterem, wykształcona, inteligentna, poinformowana, swobodna w ramach formy. Słuchałam jej z nieustającym zainteresowaniem, raz po raz dopuszczając pchającą się pod czoło myśl o własnej zmarnowanej młodości… Pisanie książki WTEDY??? Gdy poczucie zagrożenia, małe dzieci, puste sklepy (manufaktura domowa produkująca wszystko, łącznie z wędliną, serkiem topionym, czekoladą i syropem na kaszel). Obmyślanie fikcyjnych przygód bohaterów książki wieczorem pod prysznicem? Pod prysznicem to ja się zastanawiałam, czy Chińczycy zaleją Europę, i nas w niej… Bo taka była propaganda, wspierana doniesieniami o konfliktach na granicy radziecko-chińskiej. O samych Rosjanach (wejdą-nie wejdą) nie wspominając. A dziś można mieć małe dzieci i mieć przyjemność pisania książek. Bo Magdalena mówiła o przyjemności, o przygodzie pisania. Książka pod tytułem „Złość” stoi już na mojej półce z nowościami. I tylko czas! Czas nie stoi nigdzie! Pędzi tak, że o spokojnym czytaniu (dla przyjemności) nie ma mowy. Ale to się w końcu zrobi. Od czego są wakacje? (Złudna nadzieja???)
No to jak jest z tym strumieniem czasu, co porywa i zagłusza… Z tym ”momentem wiecznym”, co się go, paradoksalnie, czuje gdy wszystko gna a poranek pogania poranek, i o nocy się nie myśli, o żadnej nocy w niczyjej duszy…
Użytkownik Anna Janko zaktualizował swój stan: 2012-05-24 08:48:00 · Wyświetl
-
Dzień w środku życia
Maj miesiącem wszelkiej sztuki. W maju najwięcej imprez kulturalnych wszelkich: festiwali, premier, spotkań autorskich, wernisaży, itp. Ja po prostu wciąż wybiegam na miasto albo nawet wyjeżdżam z niego do innego miasta, gdzie coś tam z moim udziałem się odbyć ma. Choć przecież tylko tam bywam, gdzie to jest najpilniejsze, a i tak mam wrażenie, że nie zatrzymuję się nawet, gdy śpię! Przede mną w ciągu najbliższych czterech tygodni jeszcze cztery podróże „służbowe”, czyli literackie, a w lipcu i sierpniu po jednym festiwalu, pomimo wakacji. Ma to wszystko swój urok, bo zielono, bo kwitnie, bo ćwierka i podśpiewuje, nie tylko ptactwo, ale i dusza. Z tiulowej firanki ta dusza, co ją lekki wietrzyk wybrzusza… I ona, wiecznie młoda, roi coś sobie w powiewach, czy się aby może jeszcze, tymczasem, na chwilę, próbnie, ryzykownie, odwracalnie…. nie zadurzyć w kimś lub czymś? No, tak tyle o ile, aby się wiośnie stało zadość? Ech? I tylko czasu nie ma. Wolności nie ma. I młodości jakby mniej…
Właśnie przeczytałam tekst Tadeusza Sobolewskiego w Wyborczej o nowym filmie Hanekego pt. „Miłość”. Podobno arcydzieło. Studium starej, bardzo starej, miłości. Misterium przemijania. Koniecznie muszę obejrzeć. „Biała wstążka”, poprzedni ważny film tego reżysera, też okrzyknięto wielkim. Ja osobiście miałam parę zastrzeżeń, przede wszystkim do zakończenia i „rozsnuwania tajemnic” gdzie się da, nie lubię napięcia, które nie zakorzenia się w utworze, a tylko się o nim wie, na przykład z historii.
Tymczasem się poranek zaawansował. Tu, w tym miejscu na ziemi, gdzie akurat jestem, świeci gorące słońce, niebo jest nieskazitelnie błękitne, przed domem kwitnie biały bez (jednak biały) i jakiś mały przyziemny krzaczek zasadzony przez sąsiadkę, co też ma czuły stosunek do przyrody. Ćwierkają wróble szczęśliwie powrócone, a przez lata ich nie było. Upał się przyczaja. Od ulicy słychać auta i ludzi. A z dalsza, od czasu do czasu, pieśń tramwaju, co rusza z przystanku. Bo tramwaje teraz ładnie śpiewają, gdy nabierają rozpędu. Zaraz idę do fotografa zrobić sobie zdjęcie do paszportu. Oprócz twarzy, w tle, albo po drugiej stronie fotografii, uwieczni się ten poranek 22 maja 2012 roku, kiedy to wstał dzień jasny jak słońce, byłam zdrowa, całkiem niebrzydka i jeszcze niestara, zdolna do marzeń, wybierałam się na spotkania, szykowałam do podróży, miałam kogo kochać, nie było w pobliżu żadnej wojny i nikt z moich bliskich nie cierpiał. Dzień, który miał najlepsze intencje od samego świtu, dzień w środku życia…
Użytkownik Anna Janko zaktualizował swój stan: 2012-05-22 07:25:59 · Wyświetl
Ach, zachłysnęłam się tym pięknem opisu i wdzięczności za zwyczajnie dobry czas. PS Wybieramy się na targi książek dla dzieci Dobre Strony we Wrocławiu, liczę, że będzie tam „Maciupek i Maleńtas”?
U mnie tez ”poranek sie zaawansowal” i czuje, ze zaczyna sie ”dzien, ktory ma najlepsze intencje od samego switu”. Pieknie, idealnie to Pani ujela!
U mnie już podlało, nakarmiło, spacerowało, komputerowało…Teraz będzie pieliło, tylko włosy zaplecie, bo gorąco.
A tak na poważnie- gdy czytam Pani teksty, rozumiem co to znaczy mieć talent literacki. dokładnie … nie pamiętam, czy i kiedy zdarzyło mi się czytać coś piękniejszego i trafniejszego
taki wpis to najpiękniejsze preludium majowego dnia
dlatego tak lubimy tu czytać.. Dla wszystkich serdecznosci zostawiam:)
Majowego nastroju,nie tylko w maju ,życzę P.Annie i wielbicielom jej talentu!
czasami trzeba się zadurzyć aby się nie zakurzyć
O, jakie to ładne, Piotrze. Prywatne, czy ogólnodostępne?
moje, dla Ciebie )
-
\"Ogrody\" rankiem
Czeka się na coś długo, przygotowuje się duszę i ciało, a potem wskazówka zegara dochodzi do oznaczonej godziny i… idzie dalej, nie zatrzymuje się, niewzruszenie idzie naprzód! Okazuje się, że to co było w przyszłości, jest już za nami, i tylko musnęło nas przelatując przez teraźniejszość.
Wczorajszy wieczór poetycki udał się nadzwyczaj. Fiolet ubrany był na niebiesko (piękny stylowy żakiet z aksamitu) i w doskonałym był humorze. Wiersze czytała z wyczuciem, eksponując ich doskonałą formę i myśl niebanalną, Marzena Trybała. Sala kluboksięgarni Czuły Barbarzyńca wypełniona była po brzegi przyjaznymi duszami. Rozmawiałyśmy raz poważnie, raz zabawnie, bo Fiolet jest istotą wielobarwną
, mocno inteligentną, a ponadto wesołą, dowcipną i troszeczkę ekscentryczną. „Po ludzku” nazywa się Jolanta Mąkosa, jest malarką, scenografką, scenarzystką, a od wczoraj oficjalnie już – poetką. „Ogrody wieczorem” sama opracowała graficznie i typograficznie, a na okładce są fragmenty jej obrazów. Mam nadzieję, że na jej blogu pojawi się obrazek z okładką, bo jak dotąd jest tam tylko fragment wykorzystanego obrazu: krajobraz z dwoma drzewami. Na ostatniej stronie okładki też jest detal: biała lilia. Wiersz tytułowy rozpoczął spotkanie; można go przeczytać na blogu „Widok z okna”. Niezwykle lubię ten wiesz i chętnie bym go umieściła i u siebie, ale wybiorę inny, także ulubiony. Rzadko się zdarza, by w tomie poetyckim wszystko było w takiej harmonii, by wszystkie – absolutnie wszystkie – teksty współgrały ze sobą, a każdy osobno był dopracowany do imentu, wypełniony po brzegi i zamknięty… Książka ta to zjawisko materialno-duchowe, można ją dawać w podarunku bliskim ludziom.Poniżej wiersz, który jest jak obraz.
Widok na sad wiśniowy w Kameido
Biały kot na oknie z widokiem.
Widok na sad wiśniowy w deszczu.
Czarka z herbatą na parapecie.
Namalowany na czarce kot.
Wiele pisano o sztuce przekładania wierszy,
o urodzie lewej strony brokatu,
gdzie widać wszystkie nici,
ale niewiele można powiedzieć o urodzie barw i rysunku.
To samo myśli sad wiśniowy w Kameido podczas ulewy,
gdy szara osnowa deszczu łączy niebo z ziemią,
a rysunek białych kwiatów rozpływa się w mroku.
Kiedy pęka jaspisowa kopuła sklepienia,
Trzeba stopić tęczę w magicznym tyglu,
Żeby odbudować niebiosa w proch potrzaskane.
Wiele pisano o sztuce umierania,
Która pomaga iść na Śmierć w zachwycie.
Ale jeszcze nie teraz, jeszcze chwilę zaczekaj.
W oczekiwaniu na zbawienie napijmy się herbaty,
marząc o wąziutkim Świetle Nocy.
To ty jesteś białym kotem z Kameido.
25/IV 1999
Użytkownik Anna Janko zaktualizował swój stan: 2012-05-17 06:46:01 · Wyświetl
Tak milo sie czyta ,ze wszystko sie udalo i bylo tak ,jak powinno bylo byc!!!Zawsze czytam wpisy ”fioletu” z duza przyjemnoscia i pewna nuta zazdrosci ,Chcialoby sie miec taka lekkosc piora i tak piknego pisania ,nawet o tym co nie wydaje byc sie az tak niezwykle i piekne.To jest ten dar i lalent ktory i nam dal sie poznac….i mam nadzieje ,ze ”fiolet” jednak zostanie tutaj,zeby czasem pokazc nam ;ze zycie moze byc kolorowe,kolorami jej spojrzenia i odbierania swiata
Ach, to musial byc piekny wieczor poetycki…
Miło się czyta taką relację, pełną dobrych słów. A Fioletowi zazdroszczę tylu talentów
Choć rzadko mi się zdarza zazdrość czuć, to zazdroszczę tego spotkania… Ale jego dobra energia i trochę spływa na nas
Zawsze mam problem z komentowaniem słów tak niesazitelnie pięknych, by ich nie porysować banałem. Czekam na tomik i jeszcze raz gratuluję.
właśnie takich książek światu potrzeba ”zjawisk materialno-duchowych”
Łącząc jeszcze raz podziękowania dla Anny Janko, która zgodziła się poprowadzić mój debiutancki wieczór autorski pozwalam sobie dołączyć tym miejscu fragment mojego bloga, uzupełniający niejako wypowiedź Anny J.: Prowadząca spotkanie Anna Janko rozmawiała ze mną całkiem serio, choć zwykle nasze rozmowy przebiegają w mniej oficjalnym tonie. W ramach przygotowań do owego wieczoru Ania zaproponowała, między innymi, żebym spróbowała scharakteryzować siebie jednym (może być dłuższe) zdaniem. Próbowałam ułożyć owo zdanie, w którym mogłabym zawrzeć i to, że jestem duchem niezależnym i krnąbrnym, dzięki czemu pakuję się w tarapaty, których potem… nie żałuję, że czasem, acz niechętnie, korzystam z rad najbliższych, że nie marzę o uznaniu i pochwałach, ale sprawia mi przyjemność, gdy na nie zasłużę, że radość, którą czerpię z życia pochodzi raczej z nieświadomości, bo to korowód namiętności i stanów ducha. Nie udało mi się tego zdania ułożyć. Na szczęście Ania o to nie spytała. Uważa, że często brak mi powagi. I ma rację.
Jeśli miałabym ująć najkrócej moją charakterystykę? Hm. Spotkałam się z takim określeniem: super laska. To lubię!Budujące jest to, że po drugiej stronie brokatu są ludzie, którym chce się być zdolnym jak Fiolet, i aniołem, jak Anna Janko.
-
Ogrody wieczorem
Zanim będę kontynuować moje blogowe zapiski, spieszę z informacją: dziś o 20.00 w warszawskim ”Czułym Barbarzyńcy”, na ul. Dobrej (Powiśle) poprowadzę spotkanie autorskie z Fioletem. Tym Fioletem od ogrodu zza okna. Tak! Nasza Zwierciadlana blogerka o nicku Fiolet zadebiutowała tomikiem poezji. Tytuł oczywisty - ”Ogrody wieczorem”. Kto może, niech przybywa. Kto nie może, niech – czyta co o wieczorze tym napiszemy rankiem ! Wydawcą jest Czuły Barbarzyńca Press, który mam nadzieję dał na zapowiedzi na którejś z internetowych ambon.
Użytkownik Anna Janko zaktualizował swój stan: 2012-05-16 13:09:03 · Wyświetl
wspaniały duet
w tym momencie ogromnie żałuję, że dzieli nas tak przepastna czasoprzestrzeń – życzę wielu magicznych wrażeń, wzruszeń i uniesień, pozdrawiam soczyście
W Kwestionariuszu Prousta napisałam,że chcialabym posiadać dar teleportacji. Dziś bardzo by mi się przydał. Gratuluję Fioletowi i dołączam się do życzeń MMaM
Też nie mogę pojechać, ale myślami będę na Dobrej
Ja też jestem myślami wśród słuchaczy… za pół godziny zaczynacie. Powodzenia
z samiutkiego ranka się tu zjawię by poczytać:)Uściski i pozdrowienia! B.
Super!!! Gratulacje dla Fioletu:)
-
Morze do towarzystwa
10.05.12
Obudziłam się rankiem, patrzę, a tu raj… Wyszłam na półokrągły balkonik, słońce już w górze, grzeje jak w letni dzień, pod słońcem bladoniebieskie morze oddycha leciutko, daleko na redzie śpią statki otulone delikatną mgłą, na dole kwitną kwiaty w rabatach i pracuje fontanna, nieustająco a bez najmniejszego wysiłku. Dostałam apartament w sopockim Grand Hotelu, który należy obecnie do francuskiej sieci Sofitel. W tym hotelu mnóstwo lat temu odbyło się moje wesele, a teraz, to znaczy wczoraj, miałam tu spotkanie autorskie wraz z francuskim bardzo znanym pisarzem. Spotkanie było marynistyczne, to znaczy mówiliśmy o morzu i czytaliśmy morskie utwory. Hevre Hamon mówił jak poeta, choć poetą nie jest, ale czy o morzu w ogóle da się mówić prozą? Czy jakikolwiek żywioł obejdzie się bez metafory? Niezwykle udany to był wieczór, choć organizacyjnie improwizowany, zupełnie po naszemu… No a dziś – dzień jak prezent, jedwabisty i błękitno-złoty, spokojny i bezpieczny. I morze tak blisko, zatoka cały czas obok, jakby miała kontrakt z hotelem 24 godziny na dobę. Zatoka to jest takie trochę nieprawdziwe morze, rzadko miewa gniewne dni, nawet większe fale nieczęsto się zdarzają. Ot, takie kameralne morze do towarzystwa. Dlatego tak bardzo lubię tu przyjeżdżać. Oczywiście taki pokój w takim hotelu, to sprawa jednorazowa, jednak dobrze się na chwilę zapomnieć i poddać urokowi, komfortowi i wszelkim zbytkom…
Użytkownik Anna Janko zaktualizował swój stan: 2012-05-10 11:00:51 · Wyświetl
Pani słowa też wydają mi się jedwabiste, błękitno- złote, spokojne i bezpieczne. Dobrze się czyta takie słowa. Są, jak chłodna dłoń na rozpalonym czole
Dzieki temu malarskiemu opisowi znalazłam sie tam,w Sopocie i poczułam lagodny wiatr od morza
ja też.. sedrecznie pozdrawiam! Wszystkich! B.
Spokojnie tu i pieknie… Dolaczam i ja swoje pozdrowienia dla Was wszystkich!
-
8.05.12
Zielony poranek, jasnozielony. Po wczorajszej komfortowej i drastycznie punktualnej podróży TLK. Z TLK, które z Tanich Linii Kolejowych przedzierżgnęły się w Twoje Linie Kolejowe! Zgoda, taki elegancki i czysty wagon może być mój. Jechałam w deszczu, ale już na Pomorzu chmury się przerzedziły, a nad samym morzem trwała na błękitach praca słońca w celu nadrobienia opóźnień wiosennych. Tu jeszcze dokwitają magnolie, a las dopiero w jasnozielonej mgiełce. Przyjechałam, by odbyć polsko-francuskie spotkanie literackie, a głównym gościem ma być bardzo znany we Francji pisarz marynistyczny, Hevre Hamon. Obejrzałam go sobie na You Tube, miła twarz o rysach przypominających Hemingwaya, tylko oczy większe. Organizatorem spotkania jest wyłącznie strona francuska, więc ogólnie jest na luzie, a ja – jak mi się wydaje – jestem jak polski łącznik z tubylczym literackim żywiołem… I bardzo miło. Dziś mam się krótko zetknąć z sympatyczną asystentką francuskiego menedżera, a jutro przenoszę się już nad samo morze, do miejsca docelowego. Z widokiem na Zatokę. Tymczasem, jak mi mąż donosi porannym telefonem, w Warszawie tylko 3 stopnie, jest słońce, ale nie grzeje, bo nie podłączone do prądu…
Użytkownik Anna Janko zaktualizował swój stan: 2012-05-10 10:35:03 · Wyświetl
-
Krasawica Moskwy
Cieszę się, że nie jestem odosobniona w swej niechęci do świątecznego chaosu, który nam zafundowano ustawowo. Zresztą dla mnie to jest akurat czas intensywnej pracy, przed wyjazdem, który też nie ma wakacyjnego charakteru. A ponadto po powrocie czas mój jeszcze bardziej się sprasuje ( z powodu prac terminalnych i kolejnych wyjazdów), i jedynym wyjściem będzie tak troszkę zwariować i poudawać, że wszystko to dzieje się obok mnie… Od wczoraj już ten nastrój ćwiczę i dobrze mi idzie. Na przykład co godzinę wychodzę przed dom, gdzie posadziłam własnoręcznie perłowo-różowo kwitnącą „Krasawicę Moskwy”. „Krasawica” jest bzem, drzewkiem bzowym mojego wzrostu (lecz znacznie młodszym…
), które powolutku i z namysłem otwiera kolejne pączusie swych krzyżykowych kwiatków. Wyskakuję więc co chwilę od biurka, by sprawdzać, jak mu idzie, ile mu ukwitło, temu bzowi… I nos przykładam do kiści, by moc zapachu wdychać próbnie. Miłe chwile, gdy światło ekranu komputerowego w światło nieba się zamienia… Przypomina mi się prawda o życiu!Wczoraj rano zajrzałam na nasze blogowisko i przeczytałam bardzo ciekawy wpis Krystyny Januszewskiej o twórczyni „Ani z Zielonego Wzgórza”. Nie miałam pojęcia o prywatnym życiu pisarki, nie wiedziałam, że wyszły w Polsce jej pamiętniki. Szybko (oszukując Czas, co stoi nade mną i pogania) pozaglądałam Internetowi w różne miejsca i znalazłam znamienny fragment z listu L.M. Montgomery do przyjaciela (1922 rok):
„Wczoraj siedzieliśmy do późna słuchając u znajomych radia. Byłoby to wszystko cudowne, gdyby nie było… takie przygnębiające. A to dlatego, że wszystkie te wspaniałe wynalazki i odkrycia depczące sobie po piętach sprawiają, że czuję się znużona i tęsknię za powolnymi, starymi, dobrymi czasami. Wydaje mi się, że pędzimy coraz szybciej, a ludzkość siedzi jak na szpilkach. Myślę, że ten zalew nowościami potrwa jeszcze dwieście lub trzysta lat, po czym wszechwładny Pan Czas zmęczy się i weźmie urlop na kilka stuleci, a wtedy ludzkość odrobinę odsapnie. Ale my, żyjący teraz, musimy – chcąc nie chcąc - pędzić razem z nim. Za kilka pokoleń listy staną się przeżytkiem. Wszyscy rozmawiać będą z nieobecnymi przyjaciółmi przez RADIO .To może być nawet przyjemne, ale coś zniknie razem z listami. Świat nie może zjeść ciastka i mieć ciastka. I tak naprawdę, żadna z tych rzeczy nie „oszczędza czasu”. Każda następna wypełnia go tylko do utraty tchu.”
No i – słowo ciałem się stało! Jesteśmy w wirze technicznym, który kręci się z zawrotną szybkością. Listy stały się przeżytkiem, ludzie rozmawiają przez radio z ekranem, czyli przez skypa. I tak naprawdę, żadna z tych rzeczy nie „oszczędza czasu”. Każda następna wypełnia go tylko do utraty tchu. Jestem tego najlepszym przykładem.
Zanim wyskoczę do mojej Krasawicy, policzyć „chmury krzyżyków” (Pawlikowska-Jasnorzewska), to jeszcze podam link do obszernego biograficznego tekstu o L.M.M. zamieszczonego na portalu pinezka.pl http://www.pinezka.pl/content/view/795/139/
.
Użytkownik Anna Janko zaktualizował swój stan: 2012-05-05 08:11:10 · Wyświetl
Tak, nie potrafimy KORZYSTAC ze swojego czasu, raczej go WYKORZYSTUJEMY, naciagajac do granic niemozliwosci. Pozniej dziwimy sie swemu znuzeniu, zmeczeniu, ”wypaleniu”… To przeciez niesprawiedliwe: my tu padamy z wyczerpania, a staruszek ”Pan Czas”, jak zawsze w swietnej formie, uprawia swoj codzienny ”jogging”! Ach, taka juz chyba ludzka natura i pewnie zaden wynalazek tego nie zmieni. Pani Anno, dziekuje za ten tekst i za link. Pozdrawiam serdecznie!
Ja także bardzo długo byłam znużona i przygnębiona naszymi czasami, ciągłym biegiem i brakiem żywego człowieka w zasięgu ręki. Jednak któregoś dnia dotarło do mnie, że z tej wartkiej rzeki da się wyskoczyć. Mieszkam teraz na brzegu, na wsi. W ramach fanaberii piszę papierowe listy, znajomi chętnie mnie -w tak pięknych okolicznościach przyrody- odwiedzają i zwykle zostają dłużej. Możemy się nagadać. Nie mam pieniędzy, ale mam dużo czasu. Mogę nawet posiedzieć przy komputerze. Już mnie to nie boli. Może jak będę dużo pisała, uda mi się kiedyś pisać tak ładnie jak Pani
A Krasawica piękna… może taką posadzę między moimi starymi bzami bez imion. Ale to dopiero jesienią, albo może za rok…Pani Ulu, po przeczytaniu Pani komentarza tak sobie mysle, ze jest Pani BARDZO BOGATA Osoba. Posiada Pani rzadka w dzisiejszych czasach umiejetnosc dokonywania WLASCIWEGO DLA SIEBIE – choc trudnego – WYBORU, w zgodzie ze soba, wbrew powszechnej modzie na zycie ”pod cisnieniem’. Podoba mi sie taka postawa! Pozdrawiam i zycze milego dnia!
Dziękuję, Mary. Przyznam się szczerze, że też tak myślę, choć wciąż jestem zaskoczona, że mi się to udaje. Między innymi dlatego o tym piszę, żeby przeczytać i próbować uwierzyć, że to o mnie
Uwielbiam bzy. Mój stary dom otoczony był bzami. Zwykłymi lilakami, ale jak pięknie pachniały. U ich stóp w maju, na dzień matki wyrastały jak na zawołanie konwalie, a w ich gałęziach zakładały gniazdka przeróżne ptaszki, mniejsze i większe. Pozdrawiam pachnąco słuchając Sade.
Piękny tekst, piękne komentarze. Z radością pobyłam wśrod Was, wśród bzów.
Niesamowity cytat, i jaka prorocza intuicja! Pozdrawiam serdecznie – też już mi się skończył długi weekend, udany, choć nieplanowany, i siedzę na tekstem…No właśnie widać, jak siedzę, komentując blogowisko
-
Święto za świętem
Święto za świętem, co drugi dzień nicnierobienie. Niedziela, po niej przegubowy poniedziałek, gdy się pracuje na pół gwizdka, albo wcale, bo przecież zaraz pierwszy maja. Potem przegubowa środa, znów świąteczny trzeci maja, następnie przegubowy piątek i znowu weekend… Należy się nam: taka złota polska wolność. Można wyjechać, zapomnieć, zaszaleć. Gdzieś tam ktoś, garstka jakichś patriotów, ideologów jakichś, „pichci” te obowiązkowe uroczystości, opracowuje te rocznice, odwala robotę pod hasłem „święto państwowe”. A naród brzuchem do góry. W telewizorze skręcą właściwe materiały, reportaże do programów informacyjnych i jeszcze to poprzeplatają piłkarzykami, orłem na koszulkach cudownie uratowanym. A jak zaczną przynudzać to się przeskoczy na kanał filmowy. Bo nam tam wszystko jedno czy państwowe te dni wolne, czy kościelne, byle była kumulacja w kalendarzu i się można było wyrwać z życia do życia!.. Grillowanie na trzech piętrach, w czterech oknach dyskoteka… Ci, co nie mogli z jakichś powodów wyjechać, szaleją na miejscu.
Piszę, popatrując przez okno na odpoczywających rodaków, piszę, jakbym miała za złe ludzkości, naszej polskiej ludzkości… Mam za złe. Bo uważam, że niepolitycznym pomysłem przed laty było pozostawienie czynnymi obydwu tych świąt, co są tak blisko siebie, a co owocuje rokrocznie poważnymi stratami finansowymi państwa, wciąż ubogiego państwa. Życie ponad stan to nasz narodowy zwyczaj z długą tradycją historyczną. Rząd Tuska miał być tym, który potrafi liczyć i deficyt budżetowy zacznie się jednak łatać, tymczasem prędkość lotu w przepaść się zwiększa, nie tylko z powodu grawitacji… W szczególności pomysł z igrzyskami Euro 2012 w Polsce uważałam od początku za samobójczy dla naszego kraju „na dorobku”, taka babska intuicja. No, ale tam u góry przecież ktoś to policzył. Nie policzył? Pomylił się? Symulacja kosztów i zysków nigdy nam nie wychodziła… I zdaje się, że i tym razem szykuje się potężny deficyt… Wielkie straty finansowe mamy jak w banku, zapewne banku światowym. Fasadowość, oto co nam po socjalizmie zostało w zwyczaju: po wierzchu pomalować, przeciąć wstęgi, sfilmować, poświętować, a potem niech się wali. Będzie się o co kłócić i co naprawiać. Ale teraz żyjmy chwilą: majówka, wakacje, pogoda super. Złota polska wolność. Konstytucja 3 maja miała znieść ten przywilej. Lubimy to święto, nieprawdaż?
Użytkownik Anna Janko zaktualizował swój stan: 2012-05-03 08:05:12 · Wyświetl
Pani Anno, dobrze, ze poruszyla Pani ten temat. Mnie sie tez wydaje, ze to cale swietowanie jest troche takie sztuczne, naciagane, na pokaz… Od pewnego czasu – odkad zamieszkalam na stale za granica – jakos tak glebiej przezywam swieta koscielne, panstwowe, rocznice waznych wydarzen i nie przeszkadza mi w tym fakt, ze danego dnia musze isc tez do pracy. Z drugiej strony – musze sie przyznac, ze ja takze z przyjemnoscia i bez najmniejszych wyrzutow sumienia korzystalam z corocznych tzw. ”dlugich weekendow majowych”…
Nie tylko Święta stając się Wolnym od pracy, nie piszą się już z dużej litery. Zatracamy/zatraciliśmy ważne Symbole…
Bo gdyby odwołali 1Maja- byliby niezadowoleni robotnicy, a gdyby 3 Maja- protestowaliby patrioci, a w przypadku Euro- kibice. Zawsze ktoś jest niezadowolony, a brakuje mądrych, odważnych ludzi, którzy potrafiliby w tym kraju rządzić, a nie słuchać z której strony wieje wiatr.
Pani Anno, powyższe spostrzeżenia i opinie są bardzo mi bliskie. Moim zdaniem, obecna Rada Ministrów jest wszystkim tym czym NIE POWINNA być i to jest chyba najbardziej zasmucające. Niby dorośli obywatele, niby wybrani przez więkość narodu uprawnionego do głosowania. A w nich tylko śladowe ilości odpowiedzialności za słowa i czyny. Innoowacji ułatwiającyh i wspomagających prężne funkcjonowanie państwa w XXI wieku jak na lekarstwo. Śmiem twierdzić, że dość spora część ludzi najzwyczajniej w świecie została pozbawiona perspektywicznego myślenia. Obecny brak działań, lub działania niestrategiczne zaprowadzą kraj w ślepy zaułek. Koślawa ta polska wolność, gospodarność. A kiedy by zapytać przechodniu o detale zasadności świetowania 1 i 3 maja to dopiero dowiedzielibyśmy się. Pani Anno, pozdrawiam serdecznie.
Przecież zwycięża pospolita polska bezmyślność.Ten naród od wieków składał się z tzw po kaszebsku tusków (tusek-powsiwoda,kundelek w dialekcie) i patriotów,czujących polskość swoją głębią duszy.Tu nie ma strefy szarej,chociaż chce się ja widzieć. dla mnie ktoś kto przykłada rękę do zniszczenia dorobku pokoleń,jestestwa nie jest wart honorowania go. Tymczasem ślepota w tym narodzie jest duża.Mówi się o roli też żydów,ale ja widzę takich zydów ,jak w mojej dalekiej rodzinie,brylanty jak Widstein i takich kombinatorów spolszczonych ,co jak tirówka urzędują na forach.szkoda słów,polskie ”kąpielisko”.
Pogodynki w tv martwią się,że nadchodzą deszcze….Nie będzie grillowania kiełbas i własnej skóry…Cytowany przez Panią ,P.Anno Kohelet stwierdza,że rzecz każda zmienia się w swoje przeciwieństwo. Jak już przerobimy długie,krótkie,skumulowane weekendy -czeka nas praca,ciężka praca.
Dołączę do chóru, żeby ponarzekać w konkretnej sprawie – mnie nie dane jest korzystanie z przegubowych wolnych dni. Służba zdrowia nie ma wolnego. Wyobrażam sobie jak opinia publiczna zareagowałaby na zamknięte przychodnie i szpitale. Ale szkoły i przedszkola można zamknąć na cały tydzień. Dwa miesiące wakacji, krótszy tydzień pracy, wolne w okolicach obojga świąt, zimowe ferie, dni ustawowe, razem pewnie 120 dni, to jeszcze mało. Zmusza się rodziców do uszczuplania swoich 26 dni urlopu, bo przecież ktoś musi się zaopiekować tymi dziećmi i to absurdalne odrabianie przedszkola w soboty. To jest dopiero paranoja.
Witam, z tymi szkołami to nie tak do końca. W mojej i 2 maja i 4 nauczyciele musieli się zjawić i siedzieć tyle godzin ile mieli akurat w tym dniu w planie. Byliśmy w pełnej gotowości gdyby zjawił się jakiś uczeń. Uczniowie mieli podane do wiadomosci, że w szkole beda zajęcia opiekunczo – wychowawcze. Niestety nikt z ponad 500 uczniow się nie pojawił. Z całą pewnością wolę by był to normalny dzień pracy.
-
Użytkownik Anna Janko zaktualizował swój stan: 2012-05-03 07:59:24 · Wyświetl
Czasem zastanawiam sie, ilu Polakow ma ten tekst na swoich polkach, a ilu zapoznalo sie z nim, chocby pobieznie…
To ja dodam podkład muzyczny http://www.youtube.com/watch?v=QkopQp9Z5Ic
Dziekuje, Pani Ulu, za to muzyczne uzupelnienie!
-
Bardzo chetnie!!!
???????????????? Przy TAKIEJ POGODZIE i planach……
Biorę uśmiech i pomysł
Bierę:)
…podaruj uśmiech swój, tym których napotkałeś na jawie i w swym śnie, a może ktoś skazany na samotność, ogrzeje się twym ciepłem, zapomni o kłopotach…
— Ryszard Riedel
* B.Dzięki!
Odrywam pierwszy wolny uśmiech i podaję dalej…
-
Anna Janko i
Ula są teraz przyjaciółmi 2012-04-30 11:55:36 · Wyświetl -
O. Iriszko, jaki piękny ten Wrocław! Niedawno widziałam te krajobrazki na własne oczy – wszystko prawda!
Użytkownik Anna Janko skomentował informację o aktywności: 2012-04-30 10:15:03 · Wyświetl
-
Jaki mądry, rozsądny tekst… Muszę się koniecznie wybrać do Twojego drugiego bloga. Psychodietetyka? Nie wiedziałam, że jest coś takiego, brzmi tak ciekawie. Pozdrawiam najserdeczniej!
Użytkownik Anna Janko skomentował informację o aktywności: 2012-04-30 10:08:33 · Wyświetl
-
Szybko muszę uaktualnić informacje wydawniczo-księgarskie! 16 maja ukażą się ”Maciupki”, a ”Pasja według św. Hanki” ma wyjść 13 czerwca! Tak to się ostatecznie ustaliło (opóźniło). W związku z tym nie będę w tym roku na Targach, bo i nie miałabym czego podpisywać… Ale się przejdę tamtędy z rozkoszą pośród tysięcy książek innych autorów, to mnie zawsze bardzo uspokaja…
Użytkownik Anna Janko skomentował informację o aktywności: 2012-04-30 09:56:55 · Wyświetl
-
Obietnica poranka
Dziś Światowy Dzień Jazzu. Radiowa Dwójka nadaje więc sam jazz…
A słowiki w moim parku nic o tym nie wiedzą i śpiewają po swojemu! Na spacer do naszego wielkiego parku poszliśmy dziś mężem i psem już o ósmej rano bo temperatura rosła z minuty na minutę i uznaliśmy, że warto zdążyć przed upałem. Prawie bezludnie tam było, jasno, świetliście. Kwitnie teraz wszystko i śpiewa wszystko. Nie sposób ponazywać tego tak w pierwszej chwili. Czy to głogu różowa chmura, czy rajskiej jabłonki? Jednak to jabłoń. „Słowik to czy skowronek?” Słowik! Tylko on ma takie płuca, że dobywa ton kryształowy, w szczególny sposób grający z ciszą, która się pogłębia po każdym trelu, jakby się wsłuchiwała, zapominała się w zasłuchaniu. Kiedy usiedliśmy nad jeziorkiem byliśmy jak w sali filharmonii, w której muzycy próbują instrumenty przed koncertem – w koronach drzew poszczególne ptactwo zawijało tony w loki, w szuwarach sekcja żab dawała na zapowiedzi w całkiem urozmaicony sposób, żadne tam kum-kum, tylko porządne, donośne brekhe-kekhe! A z daleka dochodził nas przytłumiony huk miasta, stały akustyczny mur, na którego tle dźwiękowe wzornictwo natury było po prostu cudem…
Potem biała i lekka jak śnieżny puch Mela spotkała czarnego jak smoła, muskularnego buldożka francuskiego i oba psy odtańczyły zabawny taniec pod tytułem: „Jedność Przeciwieństw”.
Niestety, to nie wakacje, poniedziałek zna się na kalendarzu, trzeba było wracać do domu i za robotę się brać. Ale jeszcze przez godzinę – porządki wiosenne w szafie, wymiana swetrów na podkoszulki, wietrzenie pościeli, porządki na biurku, żeby nie tak od razu, żeby jeszcze było tak jakoś przedwstępnie, inauguracyjnie, odświeżająco, z nadzieją na fantastyczny tegoroczny sezon…
.
Użytkownik Anna Janko zaktualizował swój stan: 2012-04-30 09:51:36 · Wyświetl
Te opisy pani Aniu przydługie.czy to nadal modna stylistyka? Podobno pani powieść jest kolejną autobiografią w stylu neurotycznej opowieści o narodzinach miłości.Czy coś w tym jest? piszą w recenzjach,że tak.
Życzę trwałej i silnej odporności na choroby i ludzką złośliwość. U mnie od kilku dni śpiewają słowik, wilga i cierniówka, a od dwóch tygodni dudek i kapturka. Z chwilę nie będzie ich widać spoza liści. Cieszę się na spotkanie z Pani nową książką, wiem, że jest niezwykła, szkoda, ze dopiero w czerwcu.
-
Starej książki czar
27 kwietnia – dzień urodzin mojej mamy (poetki Teresy Ferenc), imieniny Zyty (na przykład Zyty Rudzkiej, pisarki i dramaturżki, nagrodzonej – przez samego Mrożka! – nagrodą Gdyni za świetny dramat „Zimny bufet”), dzień przepięknej pogody, mojego wyzdrowienia z zapalenia, dzień kąpieli mojego białego psa (dla niego niezbyt wielka przyjemność; maltańczyki nie lubią wilgoci, sierść mają jak wata) i w ogóle moja ulubiona liczba 27!
Już wczoraj musiałam się z łoża zwlec, bo się telefony z mejlami krzyżowały ( dając dynamiczne potomstwo…) i trzeba było się za robotę zabierać, na front życia wracać. I – muszę Wam powiedzieć – zrobiłam to chętnie, bo naprawdę zdrowiałam ekspresowo. Czy to z powodu diety (wyłącznie kasza jaglana i zioła, z leków tylko pectosol), czy może mentalne wspomożenie Waszych komentarzy do wpisu ”chorobowego ”(wielkie dzięki!!!), a może niezwykła książka, której słuchałam z kaset? Nie wiem, możliwe, że wszystko razem, wraz z nadchodzącą – tym razem z całym dworem – wiosną! Ostatecznie minął właśnie bosko piękny dzień, który spędziłam jak normalny człowiek na nogach. (A podobno we Francji leje!)
Książka, której słuchałam chorując, to „Ciała i dusze”, Maxence’a Van der Meerscha, staroć zupełny, wypożyczony z biblioteki dla niewidomych. Grube to dzieło opublikowane po francusku w 1943, w Polsce wydane dwadzieścia parę lat potem, jak się nie mylę, i dotąd nie wznawiane. Także film dawno temu nakręcono na podstawie tej książki. A jest ona wspaniała po prostu. Lata trzydzieste, środowisko francuskich lekarzy (i ich rodzin), w tekst powplatana rozmaitość teorii medycznych tamtych czasów, dyskusji światopoglądowych, filozoficznych, ponadto panorama ludzkich typów oraz niezwykle ciekawy obraz ówczesnej służby zdrowia. A jak to jest napisane! Barwnie, żywo, z potężną autorską emocją, nieraz na granicy kiczu (ale na granicy), nieraz sięgając wyżyn najlepszego światowego pisarstwa. Krew się tam leje strumieniami, bohaterowie rzucają mięsem (w sensie dosłownym), tną, zszywają, wskrzeszają, zabijają. Czułość i okrucieństwo, idealizm i oszustwa, naukowe urojenia i twarda rzeczywistość. I oczywiście: miłość, zdrada, nienawiść, współczucie. Język polskiego tłumaczenia plastyczny, raz lekki, raz dostojny, bez idiomatycznych kiksów, bez błędów językowych, a ów ponad sześćsetstronicowy tekst czyta spokojnie i z wielkim wyczuciem Xawery Jasieński. Słuchałam całymi godzinami (z czarną skarpetką na oczach, bo miałam światłowstręt…), zapomniałam o współczesnym świecie i współczesnej sobie.
To było nurzanie się w oceanicznej prozie.
To było jak kiedyś, gdy w siódmej klasie, chora na anginę, zniknęłam całkowicie w „Ani z Zielonego Wzgórza”, czytając tom za tomem… A potem, gdy wstałam z łóżka, byłam już innym człowiekiem.
Czasem warto nawet zachorować, by tak się zapomnieć!
Użytkownik Anna Janko zaktualizował swój stan: 2012-04-27 19:19:26 · Wyświetl
Od natychmiast już tylko Zdrowia życzę! Zdradzę w sekrecie, że swoją przygode z niepowtarzalną Anią z Zielonego Wzgórza przeżyłam w podstawówce, chciałam być starsza niż w gruncie rzeczy byłam i połykałam tomy autorstwa Lucy Maud Montgomery jak witaminy – kiedy przyszło mi chorować na szpetną ospę wietrzną. A audiobook Ciała i Dusze zapewne odłożę na letnią kanikułę – będzie czasu i swobody na przyjemności więcej. Dziękuję za rekomendację.
Jakie dobre wieści
Serdeczne życzenia dla Mamy! Dzięki Niej mamy Panią…
Nie mogę się doczekać czaru Pani nowej książki. 16 maj to dzień premiery. Ciekawe jak szybko doleci ona do mnie na Mazury. Już się psychicznie przygotowuję na ucztę literacką. Pozdrawiam słonecznie i wesoło, choć siedzę w pracy i czekam na turystów. Może coś tam zarobię w ten długi wekend
Jak najwięcej ”27” w miesiącu życzę
Szybko muszę uaktualnić informacje wydawniczo-księgarskie! 16 maja ukażą się ”Maciupki”, a ”Pasja według św. Hanki” ma wyjść 13 czerwca! Tak to się ostatecznie ustaliło (opóźniło). W związku z tym nie będę w tym roku na Targach, bo i nie miałabym czego podpisywać… Ale się przejdę tamtędy z rozkoszą pośród tysięcy książek innych autorów, to mnie zawsze bardzo uspokaja…
-
Pan wtorek był chory...
Wróciłam z Wrocławia, było ciekawie, rodzinnie, wnuczka mówiła mi: baba albo Ohma (bo jest dwujęzyczna; uczy się pierwszych zdań), miasto piękne, ludne, pogoda niezła… Mnóstwo chciałam napisać na ten temat – - – Niestety, zaraz po powrocie dopadły mnie tzw. przeciwności losu, zapalenie zatok, gardła, świat zbrzydł i sposępniał, a nawet się udramatyzował, bo się dołączył remont nieodwoływalny, który ktoś musi obsługiwać. To ja jestem tym ktosiem. Jest to remont z dojazdem więc mam wrażenie katastrofy w toku. Pojechałam taksówką, wróciłam tak samo, samopoczucie jeszcze gorsze, cała głowa do niczego (kiedyś mawiałam „głowa do odkręcenia”), ktoś powinien za mnie przejrzeć pocztę, pójść na umówione spotkania, asystować wiertarkom remontowym, ktoś powinien za mnie napisać do bloga… Nie do wiary, ale nie ma komu! Gram główną rolę w sztuce mojego życia, w której nie mam dublerki. Rano miałam wrażenie, że się wszystko zawali. Że nie dam rady się zebrać. Dotrwałam do popołudnia. Zadzwoniłam tam, gdzie było najpilniej, napisałam jednego mejla, no i rura kanalizacyjna wymieniona… Wpis do bloga – idzie, powolutku. I pamiętam, że miałam przeprosić mojego czytelnika płci odmiennej, że w ostatnim wpisie tak niefortunnie się odezwałam do dziewczyn tylko. Co czynię niniejszym. Gdy tylko poczuję się odrobinę lepiej wrócę tu w lepszym stylu… Bo literek prawie nie widzę, a inteligencja, poczucie humoru, talent słowotwórczy – zniknęły we mgle. Podróże kształcą, ale nie tym razem – w głowie mam tylko jedną myśl: osunąć się na poduszki i oczy zamknąć…
Użytkownik Anna Janko zaktualizował swój stan: 2012-04-24 14:47:28 · Wyświetl
Nic nie zniknęło! Ani trochę. To wielki dar pisać o przeciwnościach losu tak pogodnie. Niech zaleganie na poduszkach przywróci siły ciału, ostrość oku, jasność myślom, by już pan piątek był zdrowy. Pozdrawiam serdecznie
Jak pan wtorek jest chory, to ma do niego przyjść pan doktor i wszystko za niego zrobić. Zdrowia!
Organizm dopomniał się o czas dla siebie, na pobycie, zatrzymanie się. Szkoda że tak niefortunny moment wybrał. Zdrowia i odpoczynku życzę!
Jakie ładne to zdanie: Gram główną rolę w sztuce mojego życia, w której nie mam dublerki… Pozdrawiam.
Pani styl jest ZAWSZE najlepszy! Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i sił! Serdecznie ściskam! B.
życzę by Pani środa przyniosła pełen kosz sił witalnych oraz śpiew patków o poranku – jakoś dwuznacznie to zabrzmiało, nawet mi przez myśl pani Środa nie przeleciała
Świetna gra słów, MMaM
czuję się usatysfakcjonowany
serdecznościNo i zdrowia zycze!
Czytam kolejny raz tę notkę i poprzednie. Kolejny raz: dziękuję. Za m.in. jakże trafne oddanie różnych stanów kobiecej duszy. Przeglądam się czasem w Pani notkach prawie jak w zwierciadle
Pomagają. Bardzo. I w ogóle, i w szczególe. Pozdrawiam. Zdrowia życzę nieustająco!!!
-
Bosko, anielsko, rajsko, niebiańsko, ZACHWYCAJĄCO!
Użytkownik Anna Janko skomentował informację o aktywności: 2012-04-19 07:02:38 · Wyświetl
-
Premiera (tak się teraz mówi) – 16 maja!
Uściski i dobrego dnia Dziewczynom, co mnie tu odwiedzają.
Użytkownik Anna Janko skomentował informację o aktywności: 2012-04-19 06:57:16 · Wyświetl
- Wczytaj więcej


Rzuć to wszystko w diabły, weź kilka książek i jeźdź do mnie, do Gdańska, przez połowę czerwca chata stoi pusta!
zapętlamy się w naszych dniach, marzenia odkładamy na to kiedyś, które może nigdy nie nadejść ile siły potrzeba by to przerwać?