Marzenia Pragnienia Spełnienia
-
beba likes Iwona Kozak‘s blog post, Joga w pracy: Asany przy biurku 2012-05-23 12:40:05 · Wyświetl
-
Czasami wszystko sprzysięga się przeciwko nam. Natura robi co do niej należy, świat nie oszczędza naszych dzieci a nam jest tak strasznie do d. Też tak miałam ostatnio. Mąż siłą zabrał mnie na rower i wyciągną sprzed telewizora. No i podziałało. Trzymam kciuki za Was
-
Już niedługo Dzień Matki. Dzisiaj mało brakowało a bym się z Nią pokłóciła. Dziękuję Joa, że przypomniałaś mi w ten sposób, że nie warto kruszyć kopii o byle co. Pozdrawiam.
-
-
Gratuluję odkrycia
Dziękuję, już skorzystałam.
-
Mazurska historia.
Rok temu zmarł jej mąż, ukochany Ingo. Mieszkała w swoim hamburskim mieszkaniu w bloku z czerwonej cegły sama jak palec. Dzieci już dawno się wyprowadziły i zaczęły nowe życie. Dopóki jednak żył Ingo mogła spokojnie spędzać z nim wieczory, dni i całe tygodnie rozmawiając o tym jak było kiedyś, wspominając wspólne chwile ich życia. Chodzili na spacery, czasami wybierali się na rowerowe wycieczki. Mieli swoje sprawy, swoje sekrety, radości i smutki. Teraz została sama. Wolfgang i Steffen nie mieli dla niej czasu. Samotność i brak planów na przyszłość wprowadzała ją w przygnębienie i krok po kroku w depresję.
Wtedy właśnie obejrzała program o Mazurach. Rozbudziło to jej wspomnienia z przeszłości i natchnęło nową siłą. Wiedziała co musi teraz zrobić. Wybierze się w podróż do rodzinnej wsi. Jej oczekiwania były ogromne. Myślała o tej wyprawie każdego dnia i krok po kroku przygotowywała się do niej solennie. Nadzieja na przeżycie czegoś wielkiego rosła. Chciała na nowo znaleźć minioną chwilę, przeżyć wrażenia, zobaczyć widoki a przede wszystkim odszukać dom rodzinny.
Wreszcie stało się. Jest tutaj. Zatrzymała się w miasteczku, w którym wszystko zastała innym niż było kiedyś. Poczynając od nazwy miejscowości poprzez obco brzmiące nazwy ulic, inne domy zupełnie nie pasujące do otoczenia, inaczej poprowadzone ulice, inny język. Tylko kościół stoi tam gdzie stał gdy przyjeżdżała do niego furmanką z rodzicami i starszą siostrą. Rodziców i siostry też już nie ma. Dlatego tak bardzo pragnęła odszukać tutaj coś co przybliży ją do czasów dzieciństwa, gdy wszystko było proste i piękne. Chciała stanąć na schodach domu, w którym się wychowała i spojrzeć na jezioro, ogród, na las. Ani na moment nie przestała wierzyć, że wszystko nadal jest na swoim miejscu. Modliła się tylko, by obecni właściciele pozwolili jej wejść choć na chwilę do domu. Mogłaby poczuć znowu zapach ścian a może przypomniałaby sobie jak pachniało ciasto, które piekła ich mama w każdą niedzielę. Dzieci cały tydzień czekały na tę chwilę, gdy usiądą w stołowym pokoju do niedzielnego obiadu wraz z rodzicami a potem pójdą razem na spacer nad jezioro.
Po długiej nocy, bogatej w niespokojne sny pełne obrazów z przeszłości nastał dzień. O 9.00 była umówiona z taksówkarzem, który zawiezie ją do wsi, gdzie mieszkała 70 lat temu. Założyła specjalnie przygotowaną na tę okazję białą bluzkę z żabotem. Młody taksówkarz przyjechał punktualnie, był uprzejmy a do tego mówił w jej języku. Jechało się z nim bardzo miło. Pozwoliła sobie nawet na chwilę radości. W końcu wracała po tylu latach do domu. Jej wieś oddalona była o ok. 15 km więc podróż nie trwała zbyt długo. To co zobaczyła na miejscu przeszło jej wszelkie oczekiwania. We wsi pozostało tylko kilka domów. Pamiętała, że największy dom należał do bogatego gospodarza. Ten dom miał duży ganek, wokół którego zawsze było pełno kwiatów. Teraz kwiaty już nie rosły, koło domu leżał obornik a zabłocone podwórko z pewnością nie świadczyło o bogactwie obecnych właścicieli .Budynek jednak stał i to było najważniejsze, bo wiedziała jak z tego miejsca trafić do jej domu. Szła powoli ubitą drogą wzdłuż wsi wypatrując oczy za oczekiwanym widokiem. Koniec wsi przyniósł jej tylko rozczarowanie. Domu nie było. Po tej stronie rósł młody brzozowy lasek. Pomiędzy drzewami migotały fale jej jeziora.
- Boże, dobrze, że chociaż jezioro zostało- pomyślała z ironią, która nie wiadomo skąd pojawiła się właśnie teraz.
Tuż obok niej szedł kierowca taksówki. Ursula popatrzyła na niego z przerażeniem w oczach.
-I co ? Co ma teraz robić ? Przejechałam tyle kilometrów, tyle sobie obiecywałam po tej podróży i mam się zadowolić jeziorem.
-Gdzie dom ? Gdzie jest jej dom ?!- myślała w panice.
Mężczyzna zszedł z drogi i zaczął chodzić pomiędzy drzewami. Tak jakby pomiędzy nimi miał znaleźć to czego ona szuka.
-Idiota- pomyślała. – Czego on szuka. Przecież nie ma domu ! Nic nie ma ! Nie ma nic co mogłoby jej pomóc wrócić choć na chwilę do przeszłości.
Odwrócił się do niej i wyciągnął rękę .Jak zahipnotyzowana weszła za nim w brzozowy gaik z dziecięcą nadzieją, że to czego szuka jest właśnie tam. Ten młody polski taksiarz pomógł jej znowu przestąpić próg domu rodzinnego. I choć tego domu fizycznie już nie było, zostały schodki prowadzące do niego. Ze łzami w oczach stanęła na schodach i spojrzała przed siebie. Jezioro było dokładnie takie same jak wtedy, gdy z matką szły do ogrodu po owoce. Wspierając się na ramieniu swojego towarzysza zeszła z pagórka w stronę ogrodu. Krzaki, samosiejki, dzikie róże i wysokie trawy to były teraz ogrodowe rośliny.
Wśród nich najbliżej jeziora rósł dziki krzak czerwonych porzeczek. Małe kwaśne jagody, rzadko rozrzucone po gałązkach czerwieniły się z daleka. Uśmiechnęła się. Znalazła to czego szukała, znalazła minioną chwilę. Podeszła do krzaka, który 75 lat temu posadziła jej matka i z którego wiele razy wspólnie zbierały porzeczki. Zerwała kilka owoców. To najlepsze owoce, jakie jadła w życiu. Owoce z matczynego ogrodu- ogrodu dzieciństwa. Była szczęśliwa. Tutaj znowu znalazła sens swojego życia. Postanowiła, że nie wróci do Niemiec. Wybrała życie na Mazurach, wśród jezior i lasów znanych jej z dzieciństwa i wśród ludzi, których dopiero zamierzała poznać.
-
-
Ludzie nie rozmawiają ze sobą. Nie rozmawiają, bo nie słuchają się nawzajem, Wszyscy mówią albo krzyczą. Mocno, twardo, bez ogródek, tak by zaistnieć, by pokazać się na tle innych- niczego nie rozumiejących, nieudaczników, słabeuszy itd…itp…A szacunek rzeczywiście wymaga wysłuchania drugiej strony, zastanowienia się może ta druga strona ma choć po części rację. Nasza wzajemna agresja nie pozwala nam logicznie myśleć. Zamiast tego zaczynamy na siebie krzywo patrzeć, złościć się i nienawidzić. I wtedy nie ma już nic. Żadnych szans. Na nic.
-
Ten błogi uśmiech Joa mówi wszystko. Masz świetna czuprynę
Też chciałabym poczuć, że wszystko jest ”w sam raz”. Będę nad tym pracować
-
Nie chowaj się ASu do szuflady
Jeśli bardzo chcesz, to na jakiś krótki czas. Dziel się z nami swoją piękną kobiecą mądrością- dojrzałą, spokojną, wypływającą ponad podziały
Twoja obecność na tym zwierciadlanym poletku jest dla mnie bardzo ważna. Życzę Ci dużo zdrowia. Wierzę w Twoją siłę i wolę walki- nie tylko z rynkiem
U mnie na Mazurach pada jak z cebra, na kałużach robią się bąble, co podobno oznacza długie deszcze. Młodszy jutro zdaje geografię, a starszy kończy prace licencjacką. Żaden niestety nie gotuje, tak jak Twój Qba, ale za to obaj wszystko pałaszują z wielkim apetytem. Pozdrawiam.
-
Joa- jak miło
Tęskniłam
-
Hej ! Hej ! Marusiu. Co zrobisz, flauta się czasami zdarza. Można ją zaakceptować, lub nie i dmuchać z calych sił w żagiel. Słyszę czasami od dzieci podobne odpowiedzi, stawiające granice a nie zbliżające nas do siebie. Jak tam w szkole ? – pytam – wszystko w porządku. I koniec, dalej mam się nie posuwać. Ale póki jeszcze mam siły próbuję przedrzeć się przez te blokady, zasłony, przebić ” dźwiękoszczelne bąble” . Najgorsye to odpuđci sobie. wtedy będziemy już mogli ograniczyć się tylko do mówienia sobie dzień dobry i dobranoc.
-
Szukam słów, którymi mogłabym Ci pomóc uwierzyć w swoją wartość. Masz ją z pewnością. Uwierzyć w Twoje umiejętności – pięknie formułujesz myśli, ciekawie piszesz. W Twoją mądrość życiową – starasz się sobie pomóc opisując swoje problemy w tym zwierciadlanym miejscu. Jesteś niesamowicie wrażliwa- to ogroma zaleta. No cóż, że czasami ta wrażliwość Cię boli i nie każdy lub niewielu potrafią ją docenić. Jesteś z pewnością dobrą osoba. Wierzę w Ciebie i Ty nie upadaj na duchu. Daj sobie prawo do pomyłek, błędów, do dłuższego zastanawiania się nad czymś. To nie koniec świata. Mów głośno i ciesz się swoim życiem. Pozdrawiam serdecznie z najpiękniejszej krainy na świecie – z Mazur.
-
Uwielbiam bzy. Mój stary dom otoczony był bzami. Zwykłymi lilakami, ale jak pięknie pachniały. U ich stóp w maju, na dzień matki wyrastały jak na zawołanie konwalie, a w ich gałęziach zakładały gniazdka przeróżne ptaszki, mniejsze i większe. Pozdrawiam pachnąco słuchając Sade.
-
Już za dzień matura !!!
Jutro syn idzie na maturę z polskiego. Koszula wyprasowana, bielusieńka wisi już przygotowana, garnitur obok. Nie ma zmiłuj trzeba chwycić tego byka za rogi i wygrać. Przyszły tydzień też pełen egzaminów. Najpierw ustny z polskiego, potem matma podstawowa, angielski i matma rozszerzona, której syn boi się najbardziej. No i geografia, ale to dopiero 17.maja. Ciężko pracował i niczego sobie nie odpuszczał. Mam nadzieje, że pójdzie mu dobrze. Poraz pierwszy w życiu nie wie gdzie będzie za pół roku- czy dostanie się do Gdańska, Torunia a może do Poznania. Starszy syn już studiuje i w tym roku zdaje licencjat. Potem egzamin na magisterkę. Mamy więc tych egzaminacyjnych atrakcji w tym roku bardzo wiele. Staramy się ich wspierać najbardziej jak to jest możliwe, a i tak czasami okazuje się, że swoją matczyną nadopiekuńczością bardziej ich wkurzam niż pomagam. No i obaj już będą poza domem. Jak ja sobie z tym poradzę ? Śmieję się z siebie, że chyba będę zapalać światła w ich pokojach, żeby mi się wydawało, że są w domu. Gdy pierwszy wyjeżdżał tak tego nie przeżywałam, bo jeszcze młodszy był na miejscu. A teraz – PUSTE Gniazdo !!! Ale to dopiero za klika miesięcy. Teraz trzeba zdać i się dostać !
Wylatują z gniazda, taka kolej rzeczy. Muszą nauczyć się jak radzić sobie ze stresem. My mamy zawsze będziemy się martwić. Teraz mają wiele szans na poprawienie wyników. Da radę! Pozdrawiam ciepło
Ach, taki juz nasz matczyny los… To dorastanie dzieci (takie niby oczywiste, a jednak zaskakujace), a potem rozstanie z nimi – jest nieuniknione i konieczne. Mnie tez to czeka, na szczescie jeszcze nie teraz. Trzymam kciuki za mature Syna! Pozdrawiam serdecznie!
Szczerze mówiąc, aż mnie dreszcz przeszedł na wspomnienie matury syna. Co prawda zdał dobrze, ale jako matka denerwowałam się i przeżywałam to bardzo. Pamiętam też prasowanie koszuli
Będziemy jutro trzymać za niego kciuki. Powodzenia!Powodzenia
Mnie nachodzą wspomnienia z własnej matury, czasami mi się śni. To był wielki stres! Jako załącznik – piosenka, której słuchałam przed każdym egzaminem maturalnym: http://rockowa.wrzuta.pl/audio/600FVLqewPF/farben_lehre_-_matura
Beba, z nadejściem maja staram się trzymać kciuki za polskich maturzystów – moje byłe zboczenie zawodowe! Pamiętam swoich trzynaście matur – ta pierwsza, dziewicza, moja zdana na 4 i 5 w czterostopniowej skali – a kolejne pozostałe 12 przeżywałam z już z drugiej strony stołu egzaminacyjnego, na który był zarzucony jakiś sfilcowany, zakurzony, zielony materiał. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jako egzaminator, miałam już do dyspozycji sześciostopniową skalę oceniania oraz radosny uśmiech od ucha do ucha, który jednych denerwował, drugich rozluźniał. Obserwowałam z uwagą pierwszy poważny i odważny krok maturzystów w dorosłość, którzy wyglądali profesjonalnie. A życie pokazywało co roku to samo: jedni zdali, a drugim sie zdawało…że zdali.
Czytam dopiero dziś. Pewnie stres macie już za sobą, ale przesyłam pozytywne myśli, Bebo, Tobie życząc powodzenia i dobrych wyborów Twoim Synom!
-
beba i
Marta Motyl są teraz przyjaciółmi 2012-05-03 14:28:15 · Wyświetl -
-
Mój syn tesz pisze pracę licencjacką i kończy pierwszy etap studiów. Trzymam kciuki za niego i za Ciebie też .
-
Biorę uśmiech i pomysł
-
Jesteś piękna, wrażliwa i interesująca. Ja to dostrzegam i życzę Ci szczęścia.
- Wczytaj więcej