Candance'owanie dźwiękiem.
-
Came back, darling.
Dzień dobry.
U mnie gastronomiczne zmiany (tak, tak- zabrałam się za gary i mi to wychodzi!). Po prawie miesiącu od ostatniego wpisu wiele się pozmieniało, ale też wiele zostało takie, jakie jest, tylko zrobiło się jeszcze bardziej ciężkie. Ciekawa jestem, czy wiecie, jak to jest, kiedy z osobą, z którą mieszkacie pod jednym dachem nie odzywacie się przez około dwa tygodnie? Mnie było i dobrze, i źle zarazem. Czemu? Cisza pozwoliła mi na samodoskonalenie się i skupienie się na swoich potrzebach. A z drugiej strony, gdzieś z tyłu głowy miałam myśl- cholera, coś tu jest nie tak. Ale przyznam się egoistycznie- było mi z tym jednak dobrze. Nikt nade mną nie wisiał z pretensjami i wiecznymi uwagami. OK. Ja spowrotem, po bardzo długiej przerwie, wróciłam do ołówka i węgla. OK. Rozmowy, rozmowy, rozmowy- głównie z samą sobą. OK.
Miałam się znów czegoś nauczyć. Po czasie się okaże, czy faktycznie.
Kolejny raz Diva wyciągnęła ze mnie więcej niż ostatnio. Coraz bardziej się przed nią otwieram, czy to dobrze?
A wczoraj usłyszałam takie zdanie- ”Wszystko musi się rozpieprzyć do końca, by mogło się spowrotem odbudować”. Loczek, Loczek… Ona zawsze wie, co powiedzieć. Mnie zatkało. Noiby banalne zdanie, a jednak tyle mówi…Coś nowego? Koniec sesji. Nowe twarze.
M.
PS. Mam wrażenie, że zboczyłam z mojego dawnego sposobu pisania…
-
[...] Zgubiłam się, znowu, w tym gąszczu zawiści, puszczy tropikalno-sztuczno-obłudno-miejskiej. Ale hm… jakoś się trzymam, zawisłam na linach, okręciłam sobie nimi ręce i nogi. I wiszę. I czekam. I tęsknię. Do życia. Do życia w życiu, w którym już dawno nie żyję…
***
Powinnam chyba zacząć pisać dziennik. Uświadomiłam sobie, że dni mi uciekają, że nie nadążam, że zapominam o tym, co mi się przydarzyło ostatnio. A chciałabym pamiętać. Zarchiwizować. Zapisać na twardym dysku i nie musieć wyrzucać. Jak poprzez obserwację i zapamiętane obrazy nauczyć się przelewać to wszystko na papier, tak, aby dokładnie opisywało przeszłość?..
I tak sobie dumałam nad przeszłością wczoraj i pomyśłałam… Rosario, potrzebuję cię. Teraz, zaraz, natychmiast…
***
Sesja w toku.
M.
-
-
Nie mam czasu na nic. Powinnam teraz nie mieć czasu. A jak mam chwilę- dla siebie i swoich myśli- wydaje mi się, że to marnowanie czasu…
A tak bardzo chciałabym się zatrzymać, choć na chwilę.Ale póki co- studiowanie…
Heur, dziękuję za linka. Słucham teraz Ali i próbuję wykrzesać z siebie pokłady siły, jakie- mam nadzieję- w sobie mam.
Może kiedyś wrócę.
-
Nie- obecność.
Wczoraj
… był miły dzień. Spotkałam Panią Od Ulotek- znów na powitanie nazwała mnie swoim Słoneczkiem; spytałam, gdzie się podziewała tyle czasu, czemu ją dopiero teraz spotkałam, zapewniłam ją też, że jak tylko ją zobaczę, przystanę, by porozmawiać. Uśmiechnęła się i powiedziała, że będzie jej bardzo miło, na odchodne usłyszałam jak zwykle ‘Do zobaczenia, Słoneczko, taka śliczna z ciebie dziewczyna!’.
Dziś
… był miły dzień, pogawędziłam sobie z Puchatkiem przy bibliotecznej ladzie, Diva dała mi znów kilka wskazówek, ktoś nieznacznie mnie zdenerwował- ale co tam!, jednak… Jakoś tak znów zanika moja obecność pośród ludzi. Znowu się wycofuję. I tylko marzę, by wyskoczyć ze swojego życia i stać się kimś innym…
Tylko
… jeden Promyk Słońca ze starego świata mogłabym sobie zostawić…
***
Anko, Heur- wpadajcie! Tylko może tę śnieżycę lepiej przeczekać?Baaaaardzo zimowo- z Krakowa,
M.
http://www.youtube.com/watch?v=2caXKgYg9KM wysyłam moim ulubionym:-)
-
Ach, miły to był poniedziałek...
Zaspałam, jasne.
Kończąc poprzedni dzień o czwartej nad ranem, nie ma możliwości, bym wstała o godzinie piątej, nawet jeśli budzik zadzwoni. Zadzwonił, usłyszałam tylko swoje ciche ’Zaraz…’, po czym zerknęłam na zegarek i zorientowałam się, że jest ósma.
Na szczęście pan taksówkarz był szybki. Przynajmniej raz nie targałam się tramwajem. Burżujstwo.Potem było gorzej.
Moja Była Druga Połowa kolejny raz mnie chyba zdołowała. A może słusznie? Bo właśnie nic się nie zmienia. Może każdego dnia należy mi się za to ochrzan?
”Nie czuję się…”
Tak, w którymś momencie trzeba powiedzieć ’nie’ temu ’nie!’. Nie odeszłam… Nie. Odeszłam. A co! Chociaż ona to zrobiła wcześniej…
Tak, wyprawa do biblioteki w środku zimowej śnieżycy.A później? Noc, noc, noc… I zrobiło się już naprawdę późno.
Zapadłam się.
Dobranoc.
-
Cudowna piosenka… Kiedy na plan wkroczyla dziewczyna, to pomyslalam, ze zawsze sa dwie strony historii.., czyz nie..?
Marika świetnie to określiłaś, zawsze są dwie strony, różne strony, dwie strony jednej monety…Piosenkę Gotye uwielbiam, zarówno jak też „heart mess”. Ps. miłego bycia Candance w poniedziałku:)
-
Świat nie stoi w miejscu, wszystko się zmienia. To ja się nie zmieniam. Nie uczę się na błędach. Nie wyciągam wniosków. A myślałam, że jest na odwrót. Ja zmieniam tylko otoczenie wokół mnie, nie samą siebie.
Ostatnio zwykłą czarną herbatę bez cukru zamieniłam na herbatę z melisą i pomarańczą plus dwie łyżeczki.

A teraz pracuję.
Taaak……..właśnie siedzę i dołuję się myślą, że właśnie tak postępuję…..a myślałam że jest odwrotnie. Ech….
Nie ma w życiu porażek, są tylko informacje zwrotne. Uczysz się, zatem, że nie uczyłaś się na błędach:)
Pożyjesz,zobaczysz.Będąc młodą,masz prawo do takiej sytuacji z sobą.Niemniej więcej obserwuj innych.Do tego trzeba zmniejszyć odbiór własnego cierpienia.Wiesz,którym przyciskiem? Zielonym -nadzieja.
Ten przycisk musi być gdzieś ukryty… Bo go nie mogę znaleźć. Ale, cholera, znajdę, znajdę.
-
Ja nie odchodzę, kiedy trzeba,
choć nie wołają dawno mnie już,
to na wieszaku w przedpokoju
wisi pomięty mój kapelusz.
Gdy w twoim chłodzie się wygrzewam,
to jedno myślę coraz częściej:
że nie odchodzę, kiedy trzeba,
na twoje szczęście.Ja nie odchodzę, kiedy warto,
zna mnie przydrożny czarny kot,
gram wciąż ta sama zgrana karta,
jak smutny wariat albo łotr.
Gdy w twoim chłodzie się wygrzewam,
to jedno myślę coraz częściej:
że nie odchodzę, kiedy trzeba,
na twoje szczęście.Ja nie odchodzę, kiedy trzeba,
choć chcecie swój wyrazić zal,
choć wyciągacie kromkę chleba,
nie pora wracać już na bal.
Gdy w twoim chłodzie się wygrzewam,
to jedno myślę coraz częściej:
że nie odchodzę, kiedy trzeba,
na twoje szczęście.Ja nie odchodzę i noc nie śpi,
choć szum nadziei dawno zasnął
i pociemniałe z niekochania
przecudne oczy moje gasną.
Gdy w twoim chłodzie się wygrzewam,
to jedno myślę coraz częściej:
że nie odchodzę, kiedy trzeba,
na twoje szczęście.***
Nie odeszłam i nie odejdę. A dziś już zima w całej okazałości i choć nie chciałam śniegu- dalej nie chcę, to jednak pojawiła się jakaś nadziejka wielkości najdrobniejszej śnieżynki. Nadzieja we mnie. Bo przecież od siebie mam zacząć.http://www.youtube.com/watch?v=H6dcboZT4Q0 – piękna interpretacja tej piosenki wykonana przez Ewę Błaszczyk
Czasami uwielbiamy nasze -Nie. Uczymy się ich na pamięć, dyskutujemy z nimi, mówimy im tak, nie mówiąc najważniejszego- Nie. Trzeba zrozumieć nasze nie i wreszcie go posłuchać…
-
Smak malin- smak szminki. I Nicholas- ach, te jego wielkie oczy… I przeszłość, która powoli zostaje za mną.
Dobranoc.
mój maż ongiś też miał wielkie, przepiękne oczy – mija czas – a furtka do duszy nie zmiena się & chwała Panu za to
Coz to za przystojniak…?
Nicholas Hoult, aktor (m.in. ”Samotny mężczyzna”). Tak męskiego w swej chłopięcości zjawiska dawno nie spotkałam.
No chyba ogladne ’Samotnego mezczyzne’!
ach, tak… Czasem w tramwaju spotykam takiego pana, szalenie przystojny, zadbany, koło sześćdziesiątki, zawsze w garniturze, z teczką. Facet ma zawsze ze mną problem, bo nie umiem oderwać od niego oczu.
Pewnie mu twoje zainteresowanie schlebia…
Usmiechnij sie do niego..
-
-
Ostatnio, częściej niż zwykle poruszam temat samotności. Głównie pod wpływem subiektywnych, bardzo silnych odczuć. Być może bloga traktuję jako jakiś element mojego oczyszczania dysku twardego? Moje depresyjne wpisy ewidentnie pokazują, że coś jest nie tak. A co gorsza, mając problem, nie przegadam go sama z sobą, a obciążam nim innych w moim otoczeniu, bo się trzeba jakoś wygadać…
Dziś mówię „nie”! Lepiej jest wygadać się komuś, kto ma taki specjalny zawód. Ludzie przecież nie muszą wszystkiego wiedzieć. O!
A ja muszę wreszcie poznać siebie.Teraz inna kwestia- Dotarła do mnie jeszcze jedna ważna rzecz. Ktoś tu ostatnio pisał o tym, że ma przyjaciółkę, która gada, gada, wygadać się nie może, końca żalów nie widać. I nie zwraca uwagi na to, że być może druga strona także tego potrzebuje. Teraz właśnie widzę wyraźnie, że być z kimś w przyjaźni nie znaczy móc mu się wygadać i traktować te rozmowy, jak terapię; chodzi o to, by właśnie słuchać się nawzajem, być dla siebie nawzajem dobrym oparciem, nie obciążać drugiej strony, wyczuć moment, kiedy druga strona też chce nam coś powiedzieć. Ja jestem tą stroną gadającą. I jest mi z tym źle, bo chciałabym być oparciem. Choć wiem, że Moja Była Druga Połowa nie potrzebuje mnie na wygadanie się. Przynajmniej nie teraz.
Myślę o tym, jak wiele dało mi już bycie tutaj. Wasze wpisy są tak niesamowicie mądre i pomocne. Ach, jak dobrze by kiedyś było być tą stroną pomocną…
To tylko kwestia czasu, zobaczysz. Chcieć to pierwszy krok w dobrym kierunku:)
Zgadzam sie: duzo tu madrych i pomocnych wpisow. Czytam je od ponad godziny a mieszkanie sie samo nie posprzata!! … Jednak jest to uzaleznienie w zwiazku z ktorym nie mam wyrzutow sumienia.
Ach, tak… Sprzątanie. Moje małe królestwo w bałaganie… Trzeba się za to wreszcie wziąć!
No to odchodzimy od komputerow na 3: raz, dwaaa, trzy!
Sprzątanie, start!
Marudź,masz prawo do cholery,nic się nikomu nie stanie,jak pomarudzisz.Masz prawo czasem też być gadatliwa i oczekiwać,że ktoś wysłucha.To żaden wstyd cierpieć.Żaden.
Ale obciążanie kogoś, na kim mi zależy nie jest fajne. Ani dla jednej, ani dla drugiej strony. Anko, czasem. Ostatnio robiłam to stale…
-
Brak sił na cokolwiek. Zdrowie mi się sypie. I nie tylko zdrowie. Ładny początek roku… choć ostatni wpis wcale tego nie zapowiadał.
9.01. 2012
”Zawalił mi się świat, i mam żal do siebie, że jadąc tramwajem czuję się idealnie.
Jadę tramwajem, jest mi idealnie i mam żal do siebie, że zawalił mi się świat.A zaraz potem poczułam się przeraźliwie osamotniona… ”
Moze …moze byc juz tylko lepiej w pozostalych miesiacach roku…/
Wszyscy jesteśmy samotni,wszyscy.
Samotność to odkrywanie samego siebie. Osamotnienie to tęsknota za innymi.skutkiem dobrze przeżytej i zrozumianej samotności mogą być lepsze stosunki z ludźmi.Samotność jest umiejętnością, wiec uczmy się jej codziennie, doceniając jej wartość. Sciskam!!!!
O widze rozwinal sie temat, o ktorym chce popisac w najblizszy weekend. Zamierzam wlasnie zanurzyc sie w samotnosci, w byciu samej, coby odkryc siebie…
Odkrywaj, odkrywaj Marika
-
Maria! Maria Awaria!
Mówi się, że nie ważne, jak dzień się zacznie, ważne, jak się skończy. I dziś głębiej rozumiem te słowa.
Rano siedząc sobie na łóżku, na wpół jeszcze w pościeli, na wpół już z nogami spuszczonymi na parkiet, z fryzurą a la Cruella De Mon, myślałam, że dzień będzie taki jak zwykle bywa ostatnio. Monotonny, nudny, pracowity… Może i taki był. Był. I co?
Powoli wygrzebując się z zimowego przeziębienia, cierpliwie- za namową Loczka, czekałam na wiadomość. Nie będę nachalna- powtarzałam sobie- nie będę. Nie byłam.
Aż tu nagle- drrrrriing!- wiadomość przyszła. I spadła na mnie lawina różnokolorowych światełek, kolorowych świetlików wręcz! Przypomniały mi się stare czasy, stare melodie. Przed chwilą swoim głosem rozbudzała i buntowała mnie Maria Peszek swoją Marią-Awarią, Hedonią i Miastem, a teraz, już prawie do snu układa mnie miękki ton Karoliny Kozak…
”Możesz zostać ile chcesz
obmyśliłam dla nas dobry plan
razem zestarzejmy się
wciąz tak mało jest dobranych par
nie ma sensu szukać już
z nikim wcześniej nam nie było tak
szanse mógł nam dać sam Bóg
ostatni raz…” -
Błysk w samotności!
I oto pojawiły się moje pierwsze postanowienia noworoczne:
1. Częściej budzić się o piątej pięć bądź szóstej sześć.
2. Znaleźć siebie w sobie i swoje pewne, stałe, własne miejsce we Wszechświecie.
3. Uregulować sprawy zdrowotne- żeby mi już wskaźnik żelaza nie skakał, jak szalony.
4. Niegwałtownie, a stanowczo przejść na wegetarianizm.
(…)
Czy będzie więcej postanowień? Czas pokaże. A tymczasem trzymajcie kciuki!
M.
-
Samotność... w sieci?
Przed chwilą właśnie wstałam, nie zdążyłam jeszcze zjeść śniadania. Czasem myślę, że takie chwile jak ta, kiedy siedzę w piżamie, z laptopem na kolanach i mam oczywiście rozczochrane włosy- są potrzebne. Nikt mnie nie budzi, nie każe się zbierać do wyjścia. Jedynym wyznacznikiem swojego czasu jestem ja sama…
„Bycie pojedyńczym” jest cool
– odpowiedźWczoraj wieczorem, zanim uznałam, że wykonałam wszystkie zaplanowane zadania i „chcenia”, poszperałam sobie w blogowych archiwach i znalazłam tekst, który sporo mi uświadomił. Myślę, że znalazłam go w odpowiednim momencie, w odpowiednim czasie. Potrzebowałam takich słów, by rozważyć- Czy ja siebie lubię? Czy lubię z sobą spędzać czas? Czy moja samotność jest mi wrogiem, czy przyjacielem?
I jak dążyć do takiej samotności, kiedy ma się świadomość, że domownicy, którzy stracili rachubę czasu i nie zauważyli, że jestem już dużą dziewczynką- ciągle się o mnie upominają, ciągle wymagają ode mnie pielęgnowania nastoletnich nawyków, których chcę się pozbyć?
Nie lubię siebie. Jeszcze nie. Bo dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że mam prawo, a nawet obowiązek lubić siebie. I swoją samotność także. Moja Była Druga Połowa powtarzała mi to dość często, i faktycznie było tak, że za naszych czasów zaczynałam siebie lubić. Po jakimś czasie jednak się to posypało. Ale teraz wiem, że nadszedł czas, by to zmienić. By dać do zrozumienia otoczeniu, że potrzebuję samotności.
„Nie ma już potrzeby potrzebować, nie ma potrzeby być potrzebnym.”
Heurystyczna_dziewczyno, pozdrawiam!
M.

Bardzo się cieszę, że nieświadomie pomogłam. Bycie pojedyńczym naprawdę jest cool:) ”Osamotnienia nie lubi nikt. Samotności- Ci, którzy nie lubią siebie. Pamiętajcie- jest tylko jedna osoba, która na pewno nie opuści się do samej śmierci- to ja sama. I kiedy jestem tylko ze sobą, jestem w najlepszym towarzystwie(…).Samotnie doświadczamy najpiękniejszych momentów w życiu; olśnień, przebłysków geniuszu czy stanu, o jakim trudno powiedzieć- poczucia całkowitego zespolenia ze światem, głębokiej łączności z kosmosem i każdym przejawem życia”.
-
Jak to jest...
… mieć mało czasu, mnóstwo spraw do uregulowania i niemożliwie dużo zaległości, a nic z tym nie zrobić?
- Ja wiem.Im więcej jest do zrobienia, im mniej czasu, tym bardziej nam się nie chce za to brać.
Bo…***
Przepraszam, że nie przywitałam Was noworocznie, ale jakoś tak przepłynął mi czas i nawet nie zdążyłam się zorientować, a pierwszy tydzień Nowego Roku już minął…M.
-
Taki przeuroczy...
… obrazek widziałam kilka dni demu…
Dwie staruszki trzymające się za ręce wychodziły z kościoła.

Aż się zatrzymałam na chwilę, by popatrzeć.
-
Po przerwie.
Właśnie kończę pracę, powoli zbieram się do wyjścia, ale chwilę temu stwierdziłam, że muszę się do Was odezwać. Wbrew pozorom, dużo wydarzyło się przez Święta.
Po pierwsze- rozmowy, i jeszcze raz rozmowy. I jeden SMS. Przez ten czas nie zwróciłam nawet uwagi, ile wydałam pieniędzy na doładowanie telefonu, by móc odbyć kilka rozmów, które miały chyba mnie zmienić, a jeśli nie mnie- całą, to przynajmniej część mnie.
Moja Była Druga Połowa jest totalnie poza zasięgiem mojego wzroku od kilku tygodni, co mnie niepomiernie niszczy, ale przynajmniej mogę do Niej zadzwonić, powiedzieć, że mi Jej brakuje. Na co nie zawsze odpowie. Albo stwierdzi0- ”Wiem”. Przez okres Świąt dzwoniłam do niej kilka razy, pytałam, jak się czuje, mówiła, że jest coraz lepiej. Rozmawiałyśmy też o wszystkim innym, o czym nie rozmawiałyśmy od dawna. I jakoś chyba wraca nasza dawna relacja. Czas pokaże.
Z Loczkiem i Niebieskooką też rozmawiałam; z Loczkiem kilka razy, Niebieskooką próbuję od jakiegoś czasu do siebie przekonać- ze zwykłej uprzejmości, bez podtekstu, ani wrednych zamiarów- zadzwoniłam do niej, spytałam, jak po Świętach, czy wszystko poszło po jej myśli. I nawet dobrze nam się rozmawiało, a i nazwała mnie tak, jak chciałam. Tak, jak lubię.
Agnes. Moja kochana Agnes… Jak dobrze było ją zobaczyć i napić się w jej obecności wina. Jak dobrze było jej wysłuchać, jak opowiada o obsesji na punkcie pewnego pana, który już nie raz mógł być jej przedstawiony, a jednak tak się nie stało. Zaśmiewałyśmy się, jak wariatki, jednym uchem słuchając siebie, a drugim uchem- tanga Piazzolli- miękkich dźwięków wydobywających się z głośników wieży. To był bardzo też ”miękki” czas. Życie płynęło powoli, ja musiałam się jednak dostosować. Bo Święta, bo musisz połamać się z nami opłatkiem, bo chcemy, byś śpiewała z nami kolędy, chcemy, byś poszła z nami na Pasterkę… Pozwalałam czasowi płynąć.
A jednak czas zatrzymał się. Przy dwóch zdaniach z SMS’a, które niepostrzeżenie zniknęły, ale zdążyłam je zapamiętać i zapisać. I teraz spoglądam na tą wiadomość kątem oka. I cieszę się z niej, choć być może znowu źle odczytałam kontekst. Ale to nieważne. Najważniejsze jest to, od kogo ją dostałam.
***
Teraz chwila dla mnie, by pomyśleć nad tym, co się ostatnio wydarzyło. A do Was pytanie- kogo obecność w Święta cenicie najbardziej? Tych, którzy są z Wami na co dzień, czy może tych, którzy rzadko kiedy powtórnie zjawiają się w naszym życiu? Bo kiedyś taka myśl wpadła mi do głowy, że wolałabym spędzać święta z zupełnie kimś innym…
M.
-
Sama...
… zmajstrowałam dzisiaj świąteczną karpatkę. Jestem z siebie dumna!
Wszystkim Wam życzę Wesołych Świąt!

- Wczytaj więcej