Food&wood. Blog Doroty i Bogdana Biały
-
Czekamy na światło
Mam wrażenie że biorę udział w jakimś maratonie…” Jeszcze tylko kilka dni, a wlaściwie nocy, bo dzień i noc zaczynają się zlewać.. Już, już, jeszcze tylko 11 dni szkolno-roboczych i wreszcie.. FINISZ.. Święta Bożego Narodzenia.. potem będzie dużo białego śniegu, jasno.. i w końcu wymarzona wiosna. Jaki fajny plan:)) Dla każdego coś miłego: dla chłopaków Święta i śnieg, a dla mnie WIOSNA! Ja wiem że ciut przesadzam, że to jest hurrra optymizm (którego sama czasem nie znoszę), ale delikatnie dawkowany, cichym głosem, zanim chłopcy otworzą powieki, działa… jest jak codzienna mantra, a czegoś przecież o tej zbójeckiej porze roku i porze dnia trzymać się trzeba..
Bo najważniejsze to mieć jakiś plan.. wtedy chętniej wychodzimy z ciepłego łóżeczka o 6.30.. Na śpiące małe nóżki zakładam rajstopki, podnoszę śpiącego 4-latka, wkładam przez główkę bluzeczkę i sweterek.
Przy skarpetkach zaczyna się budzić. Staram się być na tyle delikatna by go za wcześnie gwałtownie nie poruszyć, ciuszki zagrzewam na kaloryferach by chłód koszulki nie spowodował raptownego przebudzenia. Gdy Franio prawie cały jest już ubrany, zaczynam podnosić go z łóżeczka. A gdy już się znajdzie na mamy rękach – czasem tylko cichutko mruknie pod nosem coś.. (nie będę cytować..) i mamy już z górki. Jesienno-zimowy dzień właśnie się zaczął.
Wczoraj – w dzień Św. Mikołaja obaj mnie zaskoczyli… najpierw starszy przez 10 min twierdził z uporem że ”coś mi się stało w oczy, nie mogę otworzyć, oślepia mnie światło, nie nie otworzę , odejdźcie..”, młodszy obudzony dzwiękami dochodzącymi spod kołdry starszego zaczął miętosić w malutkich ustach mocne słowa i dzwięki.. Wtedy uznaliśmy że zamiast słów zachęty (które przez 10 min nie zadziałały) posłużymy się innymi argumentami. Starszego wzięliśmy na ręce i posadziliśmy na koszu prezentów owiniętych w szeleszczący papier. Zaskoczony otworzył oczy. Zajrzeliśmy w nie głęboko- nie widac żadnych oznak choroby, nagłej blokady , wprost przeciwnie… szeroko rozwarte szczęśliwe, zaskoczone oczy. Gdy umilkł starszy, młodszy zareagował natychmiast. Spojrzał w kierunku szeleszczącego Kuby i z okrzykiem MIkołaj!! wystartował z łóżka jak rakieta. Hm… nigdy nie widziałam go takim o 6.30.
A więc to nie jest jeszcze koniec sił witalnych i możliwości naszych dzieci. Mają jeszcze rezerwy.. Jakoś dociągniemy do ŚWIĄT )). Czego i Wam życzymy..
Użytkownik Dorota i Bogdan Biały zaktualizował swój stan: 2011-12-07 13:10:53 · Wyświetl
Dobrze czyta sie taki cieply opis Waszego rodzinnego zycia,natychmiast przypominaja mi sie poranki z moimi corkami,grzanie ubranek na grzejnikach,zaspane oczy,ociaganie sie,mruczenie… . Mam to za soba i niby jest ok tylko dlaczego usmiecham sie i mruze oczy kiedy czytam Wasze opisy,TAKIE opisy…
Dzięki:)) Czasem gdy sama poczytam co napisałam, dociera do mnie jak bardzo zmieniło się nasze życie od czasu gdy dzieci poszły do szkoły i przedszkola… Staliśmy sie rodzicami całą gębą: odrabianie lekcji, wożenie do szkoły, leczenie dzieci gdy zachorują.. jak te pszczółki kręcimy się wokół swojego ula, instynkt jest silniejszy niż cokolwiek innego. Miło jest czasem ulegac instynktowi, być w całości dla nich. Tym milej wyjechać potem na warsztaty i robić coś dla siebie,,, co i tak jest też dla nich. Naczynia połączone.. oto czym czasem jesteśmy.