Ciut jeszcze pijana
-
jak powiedzieć: \"stop\" cierpieniu?
Ojciec wyszedł ze szpitala po wycięciu wyrostka i przyniósł ze sobą garść szpitalnych historii, które przyprawiają o mdłości i zawrót głowy. 40-letni facet z łóżka obok, któremu z każdą wizytą w tym miejscu, którego nazwy nie wolno wymawiać, amputują kawałek nogi, ze względu na wciąż postępujące zakażenie. Na oko 70-letni mężczyzna, którego przywożą o 12 w nocy – sika, wymiotuje i wydala krew. Od 2 w nocy do 12 rano leży w łóżku i nie może doczekać się zainteresowania lekarzy. Nie dożywa operacji. „A taki fajny facet, pomiędzy kolejnymi wymiotami zdążył opowiedzieć kilka ciekawych historii…”
Wstręt do szpitali zdążyłam odczuć już wcześniej, gdy mama leżała tydzień po wycięciu tarczycy. Nie obyło się bez komplikacji i to, że mama teraz mówi (a nawet śpiewa), lekarze ochrzcili cudem.
Dwa tygodnie temu przeprowadzałam swój pierwszy w życiu wywiad z człowiekiem, który przeżył obozowe piekło. Przecież ja nie wiedziałam, gdzie mam się podziać, co robić i co mówić. Nie uczyli nas na zajęciach jak się mówi o cierpieniu.
Pomyślałam tylko: czy istnieje jakaś granica ludzkiego bólu? Czy jest taki moment, gdy Bóg mówi: stop, wiem, że już więcej nie zniesiesz?
A co się dziwisz.Lekarze wiedzą,jak pomóc państwu,gdyż obywatele zaczynaja mu przeszkadzać.Dlatego won na tamten świat.Mój z/w jak pojechał z chorym uchem do szpitala,to lekarza musiał dwa razy prosić,by raczył zejść do niego ,potem zapisał mu coś ,czego nawet w aptece nie mogli rozszyfrować.W sumie leczył się sam moim zapasem leków na czarna godzinę.To życie kochana.Ciekawi mnie ,kiedy wprowadzą dla chorych obowiązkowo pawulon? to naprawdę w naszej kochanej Polsce wiele załatwi.