-
Nie kazdy ma sanki.
-
Czy ci, ktorzy tak malo czuja nie maja duszy?
Czasem zazdroszcze tym, ktorym udaje sie przeslizgnac przez zdarzenia bezbolesnie, bezuczuciowo. Ale czy jest czego zazdroscic?
Czy zeby trafic na terapie trzeba najpierw potknac sie na cienkim lodzie slizgawki zycia?
Czy tylko potknac? Czy tez upasc z impasem i za kazdym razem, kiedy samemu probuje sie wstawac – rozjezdzac sie na nowo na cztery lapy? Czy wtedy trzeba nam psychologa? Czy wystarczy moze jedna para przyjaznych dloni?
Zeby karmic sie doswiadczeniem trzeba najpierw poczuc glod duszy.
Jakos nigdy nie mialam problemu z wchodzeniem do ‘pokojow’ doswiadczenia – potrafilam z latwoscia owierac drzwi ‘przedpokojow’, a potem szlo juz jak po masle: ‘salony’, zakamarki ‘sypialni’, ‘toalety’, w ktorych mozna bylo splukac prawie wszystko…prawie… wszystko.
Ciekawi mnie to, ze skoro wiedzielismy jak wejsc – to wlasnie wyjscie okazuje sie byc znacznie trudniejsze. Moze to tak jak z wejsciem na sliska gore? – wdrapac sie latwiej niz zejsc…I wtedy dopiero sie cierpi – kiedy strach przed zrobieniem kroku w dol ostrzega nas jak napis przed wejsciem na roller coster…tylko czemu dopiero w polowie drogi?
‘Wejscie’ to sztuka, ale ‘wyjscie’ to sztuka ponad sztuke. Glaskow nam potrzeba – nam ludziom. Pewnie dlatego tak lubimy glaskac psy. Moj pies najczesciej przychodzi do mnie na poglaskanie wlasnie wowczas, kiedy to mnie te glaski sa najbardziej potrzebne. Moj kochany pies – moja prywatna glaskoterapia.
I pomyslec, ze jestem psychologiem…i matka tez jestem i…kazdy z nas przeciez kims jest.
-
Biedna ”Sara”…
-
Code blue jeszcze nie obejrzalam…Podobno zawiera tak szokujace sceny, ze na festiwalu w Cannes wisialy dodatkowe plakaty, ktore przed nimi ostrzegaly. To prawie tak jak przed wejsciem na rollercoaster: tylko dla tych z mocnym sercem, bez nadcisnienia, a juz w zadnym razie dla kobiet w ciazy i dzieci ponizej 140 cm wzrostu…
Czytalam wywiady z Antoniak w holenderskiej prasie – jakze pokrewna stala mi sie ta kobieta ze swoim postrzeganiem smierci jako najwiekszej intymnosci czlowieka.
Antoniak zadala sobie pytanie: “Gdyby smierc mogla stac sie czlowiekiem…co by ona sobie pomyslala o naszym zyciu, jakiej formy intymnosci by poszukiwala, czy miala by slabosc do seksu? “
Antoniak: “ jedyna forma intymnosci jaka posiada w swoim zyciu Marian (glowna bohaterka) jest ta skierowana na umierajacych pacjentow. Smierc jest najwieksza intymnoscia zycia. Ktos kto bezustannie zyje w takim wlasnie swiecie intymnosci, zyje tak naprawde ponad rzeczywistoscia, ponad zyciem.”
Agresja, ktora film wywoluje, wiaze sie glownie z tematyka filmu: temat smierci to temat tabu, a kombinacja smierci i seksu jest jeszcze trudniejsza do przelkniecia.
W Code blue smierc jest czula, a zycie jest okrutne. Antoniak: “ Zycie zwycieza smierc, ale nie dlatego, ze jest silniejsze, lecz dlatego, ze jest bardziej okrutne.”Obejrze ten film, ale dopiero jak poczuje sie do niego przygotowana.
-
Fly…fly away.
-
Popatrzmy na zdjecie Flygtninga…on niczym ow jelen na rykowisku probuje zdominowac nastroje “wrazliwych” ( i nie tylko ) kobiet ( i nie tylko ).
Podczas rykowiska jelenie traca jednak czujnosc…Flygtning widac tez ani sie spostrzegl kiedy na swojej wlasnej slinie ( a poszlo mu jej z pyska podczas rykowiska co nie miara ) stracil rownowage ( czy aby tylko psychiczna? ).
On jak jelen gromadzi wokol siebie stadko lan, ktore reaguja na jego ryki swoimi komentarzami i daja mu tym sposobem poczucie, ze czuwaja nad jego bezpieczenstwem.
A moze by tak w koncu jakiegos mysliwego wezwac?
Polowanie w okresie rykowiska to ponoc jedna z najwiekszych atrakcji mysliwskich.
Trzeba jedak pamietac, ze dozwolony jest wowczas jedynie odstrzal osobnikow z…anomaliami rozwojowymi.
Mysliwi przybywajcie!
-
A moze by tak o nadziei…na lepsze jutro, lepszych ludzi, lepszego samego siebie…
-
Poczytuje sobie Kolonotatnik i kometarze ‘wokolo’, obserwuje temperature emocji slow…Dochodzi juz chyba 40 stopni C. Przydaloby sie zazyc jakis paracetamol zrozumienia.
Emocje – jakze ludzka rzecz – ubrane w eleganckie slowa i odziane zyciowa madroscia moga wniesc wiele dobrego, wcale nie musza ranic.
Nie mnie oceniac uzdolnienia Pana Tomasza, ale…zgadzam sie z tym, ze decydujac sie na upublicznianie swoich codziennych mysli takze Pan Tomasz musi sie liczyc z…odtraceniem.
“Nie lubie wielu ludzi, draznia mnie, potwornie irytuja”, ale nie dlatego, ze im zazdroszcze.
Nie lubie ludzi za brak ich slownosci i lojalnosci, draznia mnie, kiedy sie spozniaja, klna i ciagle szukaja winy w innych, powornie irytuja, kiedy mowia mi, ze o mnie czesto mysleli, ale i tak nikomu w tym rok nie wysylali kartki ze swiatecznymi zyczeniami, wiec i ja kartki nie dostalam ( i niby co? mam sie przez to czuc mniej odtracona, mniej zapomniana? ).
Zazdroszcze wielu ludziom, ze maja prace, ktora jest jednoczesnie ich pasja, ze kochaja i sa kochani, ze maja czas na swoje hobby i zazdroszcze jeszcze wielu innych rzeczy, ale… potrafie takze otwarcie powiedziec, ze im tego zazdroszcze. Moja zazdrosc nikogo nie rani, bo nie wynika z checi odebrania ludziom ich szczescia. Choc im zazdroszcze – umiem takze wspolnie z nimi cieszyc sie ich szczesciem. Tak tez mozna!
“Potwornosc ludzkiej natury?” Az sie odechciewa optymistycznie wkroczyc w ten nowy rok…
Wie Pan, Panie Tomaszu? Mysle, ze wielu czytelnikow pana bloga ma panu za zle to, ze piszac o swoich myslach, emocjach i przezyciach probuje je pan zgeneralizowac na cala ludzkosc. Moze i Pan musi sie po prostu pogodzic z odtraceniem, by tym bardziej moc z radoscia skupic sie na zwyklych dowodach sympatii.Zyczliwa Panu czytelniczka
-
Innymi slowy: Walsch przyodzial terapie RET w swojski fartuszek i przy okazji zarobil przy tym niezle pieniazki
Iemand skomentował wpis na blogu Jaka piękna katastrofa 2011-12-31 17:26:14 · Wyświetl
-
Zamiast lejka poprosze o sitko
-
Ma… – to zwierze zwie sie ’zycie’…Nie dosc, ze wytyka jezyk w najmniej oczekiwanym momencie to jeszcze niezle parzy.
-
-
Zazdrosc pewnie daloby sie zalatwic szybka myjnia, ale zawisc….to brud, ktory nosi sie w srodku siebie – takie niezmywalne swinstwo.
-
I to jest wlasnie nasza cecha narodowa – nie pozwalamy innym ludziom myslec inaczej…od razu oceniamy swoim najlepiej wiedzacym krytycznym spojrzeniem. Trl Trl brzmi prawie jak ”trele morele” – odpowiednia nazwa dla kogos, kto uzurpuje sobie prawo do przekazywania tzw. szlachetnych moralow. Pozwolmy innym pozostac innymi. Czy to takie trudne? Nie musimy sie zgadzac z drugim czlowiekiem, zeby ciagle jednak go szanowac.
Pan Tomasz dzieli sie tutaj swoja codziennoscia. Pomiedzy wierszami pokazuje takze kawalek swojej osobowosci. Nie boi sie publicznie pokazac swoich slabych stron. Czy jego mysli sa mi bliskie? Czasami tak – czasami nie; jestem w stanie wspolodczuwac nawet jesli nie zgadzam sie z tym, o czym pisze, ale …moze to dzieki mojej empatii.
Jest taka madra maksyma Feliksa Feldheima: ’ Serca moga sie zgadzac, choc glowy sie roznia.’ Sprobujmy chocby w tym swiatecznym okresie ’popatrzec’ na siebie sercem. A Merry Christmas.
-
Użytkownik Joanna van Veen założył konto w serwisie 2011-12-23 13:05:18 · Wyświetl