Słodko-Gorzki
-
-
Szaro szarusieńko za oknem….oświetlam więc pokój ciepłym światłem i myślę o krajach gorących i dalekich. Mam ochotę rzucić wszystko w tak zwane piguły i zatopić się w miękkiej pościeli na caaaaały- nie dzień nawet- a tydzień…domagam się odpoczynku….cholera…a może by tak zachorować….
Chociaż wieczór zapowiada się interesująco….Wybieram się na wernisaż, potem zajrzą psiapsióły… na winko i makaron….pięknie jest:)
-
Moje mieszkanko….małe, ale coraz bardziej przytulne. Zawsze wychodziłam z założenia, że dom to miejsce, w którym po powrocie skądkolwiek mam czuć się DOBRZE. Po dość długim czasie, bo wprowadziłam się do mojej kawalerki we wrześniu, w końcu pourządzałam wszystko-mniej więcej oczywiście-jak trzeba.
Jest przytulnie, palą się świeczki, chili zet w tle, a ja popijam Cosmopolitana wdychając zapach kadzidła. Mam spory balkon:), który pozwala powiesić mi pranie, przywitać rano dzień z kawą w ręku, czy wyjść – niestety coraz częściej – na okazjonalnego papieroska. Lubię to miejsce – gdyby nie cena wynajmu lubiłabym je bardziej, no ale cóż takie są realia.Odnalazłam się, a może po prostu przyzwyczaiłam do nowego miejsca…
Tak czy siak zamierzam stworzyć jakieś fajne malowidło na ścianę. Kupiłam w Ikei obraz, któregoś pięknego dnia zerwałam z niego przylepę i postanowiłam, że powstanie tu coś mojego:) Na razie rodzi się koncepcja – w bólach i znoju – ale się rodzi:) Postanowiłam też poeksperymentować z fotografią….wzięło mnie na tworzenie…to dobrze…lepsze to niż obżarstwo, którym się ostatnio param…eeech…4kg w górę….
….powiedziała w oparach czekolady….
-
No coś pięknego:) nic dodać, nic ująć!
-
Mój też do nikogo nie należy, póki co:) Nie wszyscy niestety rozumieją, że coś takiego jak równouprawnienie w ”związkach damsko męskich” – że tak to pięknie ujmę-istnieje….na szczęście przestałam się już dawno tym przejmować i najzwyczajniej w świecie korzystam z życia:) uwielbiam kolekcjonować:)pozdrawiam!
-
Trzymam kciuki za chłopaków:)pozdrawiam również!
-
słucham tej piosenki ostatnio, pasuje do mnie jak ulał….pozdrawiam serdecznie!:)
-
Mężczyźni....
…mam na sobie tyle ich zapachów…a żaden nie należy do mnie….
….może to straszne…może kobiecie tak nie wypada mówić….ale mam to gdzieś………..
też męskie zapachy uwielbiam .. kolekcjonuję
A co z Twoim zapachem?
Rownouprawnienie jest!
Mój też do nikogo nie należy, póki co:) Nie wszyscy niestety rozumieją, że coś takiego jak równouprawnienie w ”związkach damsko męskich” – że tak to pięknie ujmę-istnieje….na szczęście przestałam się już dawno tym przejmować i najzwyczajniej w świecie korzystam z życia:) uwielbiam kolekcjonować:)pozdrawiam!
-
-
-
Jeeej nawet nie wiecie ile frajdy sprawił mi Wasz odzew kochane:)już jest lepiej, już wiem że stać mnie na kogoś lepszego-dojrzalszego przede wszystkim….wiem to, tyle że to tak strasznie boli kiedy zdajesz sobie sprawę, że tak naprawdę wcale nie znasz osoby z którą spędziłaś kawał swojego żywota. Tak miało być – już biedak żałuje, ale ja niestety nie potrafię już z nim być-nie po tym jak mnie potraktował, mam swoją dumę, poza tym nikt mnie tak dawno nie skrzywdził….ech starczy tego….ostatnie miesiące to była tułaczka z jednego miejsca na drugie, zanim nie wynajęłam mieszkania…a teraz będę musiała chyba zmienić pracę, bo za coś trzeba żyć….świat jednym słowem wywrócił mi się do góry nogami, ale jestem silna. Mam miękkie serce, ale twardy tyłek-AMEN:)
-
-
Instynkt samozachowawczy
Instynkt samozachowawczy przydaje się z pewnością….jest jak tarcza, której możemy użyć by nie robić głupstw, ocalić resztki zdrowego rozsądku lub nie wylądować w rynsztoku na przykład….Mój Anioł Stróż odezwał się dziś ze zdwojoną siłą, a w zasadzie to nawet już wczoraj. Doprowadzam się do porządku z tej całej nieszczęsnej chandry, z którą jest mi tym gorzej że generalnie jestem optymistką-a ściślej-realistką-optymistką:) (o proszę, nawet zdobyłam się na uśmiech)….No więc zainwestowałam w wieczorną medytację i poranną, rozumie się również….olejek już mi się pali w kominku aromaterapeutycznym, bo przed wyjściem do pracy dobrze byłoby funkcjonować JAKOŚ. Od rana w głośnikach Buena Vista Social Club, zdarzyło mi się nawet biodrem poruszyć – więc może jednak wracam do żywych. Herbata z imbirem, w miodowo-cytrynowej zawiesinie, w biało-złotej filiżance (prezent ślubny – niedoszły-od znajomej-mimo wszystko nie omieszkałam przyjąć i rozkoszować się pięknem tego cuda). Tak rozpoczynam swój dzień….szary i mglisty jak diabli!
PS. nie mogę się przyzwyczaić do tej nowej otoczki zwierciadlanej i albo mi się wydaje, albo było to wcześniej bardziej intuicyjne….ale widzę stare dobre ”twarze”…jeśli ktoś pamięta Bibi z poprzedniego wcielenia – to ja właśnie…pozdrawiam, szczególnie Ankę – mojego pierwszego tutejszego zwierciadlanego druha:)
Głośna dobra energetyczna muzyka często pomaga odegnać złe myśli i cala ta pozostała otoczka tez. To dorby pomysł! Miłego dnia i weekendu który tuż tuż:)
Bibi!!! Bibi!!! No nie… mam łzy w oczach! Bibiniunia moja kochana!! To tak wyszło? Tak? A przecież…no nie,muszę ochłonąć!!! Bibi,może tak jest lepiej? Może to ,co teraz wydaje ci się dramatyczne, dzieje się dla twojego dobra? czasem też tak bywa.Wierz mi ,będzie dobrze,a może nawet już jest ,tylko jak w bajce Jacka D. -patrz wyżej -nie widzisz jeszcze kolorów! Trzymam kciuki.Buziaki ,wielkie,wielkie!!!
Jeeej nawet nie wiecie ile frajdy sprawił mi Wasz odzew kochane:)już jest lepiej, już wiem że stać mnie na kogoś lepszego-dojrzalszego przede wszystkim….wiem to, tyle że to tak strasznie boli kiedy zdajesz sobie sprawę, że tak naprawdę wcale nie znasz osoby z którą spędziłaś kawał swojego żywota. Tak miało być – już biedak żałuje, ale ja niestety nie potrafię już z nim być-nie po tym jak mnie potraktował, mam swoją dumę, poza tym nikt mnie tak dawno nie skrzywdził….ech starczy tego….ostatnie miesiące to była tułaczka z jednego miejsca na drugie, zanim nie wynajęłam mieszkania…a teraz będę musiała chyba zmienić pracę, bo za coś trzeba żyć….świat jednym słowem wywrócił mi się do góry nogami, ale jestem silna. Mam miękkie serce, ale twardy tyłek-AMEN:)
-
Sama w proszku
Nieznośnie mi ze sobą dzisiaj. Smutek zajrzał mi w oczy, choć tak bardzo staram się być silna. Jakiś czas temu rozstałam się ze swym niedoszłym mężem – niespełna tydzień przed wielkim dniem, po kilku solidnych latach pożycia wspólnego. Nie będę wnikać w szczegóły, bo i po co…..I tak jak wszystko do tej pory w miarę było dobrze, tak dopadła mnie jakaś nieznośna chandra, niechciana, niepożądana, zbędna zupełnie. I pewnie z czysto terapeutycznego punktu widzenia wszystko jest jak być powinno….przeszłam już drogę nienawiści, potem złości, teraz chyba jest cholerna faza smutku….rany boziu…kiedy to się skończy pytam się?! Znajduję sobie tyle spraw do załatwienia by nie myśleć o tym, że zawaliło mi się finansowo, miłośnie….jak jakiś wielki głaz przywaliła mnie moja samotność, spadła jak grom z jasnego nieba…a może mi się po prostu uświadomiła w końcu….jakże prawdziwe jest powiedzenie, że można nie być samemu, a czuć się samotnym jak diabli. Opiekuję się sobą dzisiaj troskliwie, tak jak tylko potrafię najlepiej….dotarło do mnie dzisiaj jak bardzo człowiek potrzebuje miłości, opadł ze mnie pancerz twardzielki i jakbym pękła, rozlało się wszystko i jestem w proszku, sama w proszku…
-