przez witryne
-
”Delete” and ”Escape” – co za nieprawdopodobne hasla, prawda?#
-
MEMENTO MORI!
-
Na cale szczescie
…wyzdrowial juz mój Towarzysz Zycia. Zachorowal mianowicie w niedziele na przedziwna odmiane grypy, gdzie oprócz biegunki i wysokiej goraczki nie bylo zadnych innych symptomów. Co mi przypomina, ze musze koniecznie kupic papier toaletowy po drodze do domu.
Berlin zasypalo wczoraj na bialo ciezkim, lepkim sniegiem. Rankiem sunelam do pociagu a wieczorem plynelam do domu mijajac po drodze male gory lodowe… Plynelam dosc wczesnie, poniewaz Towarzysz Zycia zadzwonil na mój sluzbowy telefon i slabym ale stanowczym glosem poprosil o rosól z kruczaka. Z kluskami. Nie z puszki. Domowej roboty.
Rzucilam wiec moja naukawa robote w kat i slizgajacym sie truchtem pobieglam na berlinski Dowrzec Centralny. Na dworcu mozna prawie wszystko zalatwic – jest poczta, Tchibo, Rossmann, sklep z butami, the Body Shop, L’Occitane, Starbucks, jest apteka no i jest spozywczy. Kurczak w spozywczym na szczescie byl, wloszczyzna tez – naprawde cudem, bo w berlinskich sklepach wloszczyzne sprzedaje sie w piatki i w soboty, ale we wtorki zdecydowanienie nie; kluski tez byly. Za te trzy rzeczy pan w kasie zyczy sobie dziesiec Euro i trzydziesci jeden centów. Troche zbaranialam, ale trudno – dworzec centralny…. Jeszcze tylko apteka, zapasowe Imodium i myk do domu.
”Gdzie bylas tak dlugo?” saczy sie z sypialni slabowity i rozgoryczony samotnoscia glos Towarzysza Zycia. Alez ja dlugo tego pytania nie slyszalam! Ostatni raz chyba ze czternascie lat temu – pytanie to nalezalo do stalego, codziennego repertuaru mojego bylego malzonka… Ale Towarzysz Zycia? Nigdy w zyciu! No tak, co to z nas choroby czynia…
Wstawiam rosól (w gar wrzuc cala kure, cala cebule, umyta i obrana z piór wloszczyzne, bez liku ziela angielskiego, pieprzu, lisci laurowych tudziez owoców jalowca; zalej woda do biustu i gotuj okolo póltorej godziny, gotowe) i ide go pocieszac. Biedactwo.
Eiplog
Biedactwo wlasnie zadzwonilo. Zaraz zacznie mecz ping-ponga. Rosól zdecydowanie mu pomógl…
-
Do granic bólu
….szefowa dyskutuje ze mna róznorodne opcje dzialania na wypadek gdyby mój kontrakt nie zostal przedluzony. Oczywiscie – jej opcje, a nie moje. Tak to juz jest w tym rzadzeniu, ze kazdy szef sukcesu liczy sie z tak zwanym „collateral damage” czyli szkodami ubocznymi. Najlepiej widoczne takie szkody uboczne sa na przykladzie lancucha pokarmowego: bakterie zjadane sa przez nicienie, które zzerane sa przez larwy owadów, które zzerane sa przez ptaki, które zzerane sa przez male lub wieksze drapiezniki ze lwem na szczycie. A nad lwem to juz tylko czlowiek. I wszystko sie dzieje dla dobra ekosystemu…
A tymczasem naród odetchnal, poniewaz znaleziono kandydata na prezydenta. Jest nim siedemdziesiecio-dwuletni byly kaplan kosciola ewangelicki. Urodzil sie on podczas II wojny swiatowej w portowym miescie Rostock, które po wojnie stalo sie czescia DDR. W roku 1951, jego ojciec zostal obwolany przez Sowjetów szpiegiem i skazany na 25 lat gulagu na Syberii. Na skutek ukladów politycznych zawartych miedzy Sowjetów a Niemcami Federalnymi w 1955 roku zostal z gulagu wypuszczony, oczywiscie jako inwalida. Gauck tymczasem wzrastal w antykomunistycznym duchu i postanowil (i zostal) ewangelickim kaplanem. Po runieciu muru, Gauck, który cale swoje zycie byl pod lupa Sowjetów albo agentów Stazi, stal sie zalozycielem Federalnego Urzedu ds. Akt Stasi. To dzieki Gauckowi ludzie dowiedzieli sie po dziesiatkach lat kto i w jaki sposób i za jaka cene ich szpiegowal.
Do mojego biura wchodzi nowa pracownica. Pani doktor. Wchodzi i dyga. Patrze sie pytajaco w jej kierunku – ona znowu dyga i pyta, czy moze zadac mi pytanie. Moze. Ona pyta, czy moze mi w czyms pomóc. W czym? – dziwie sie – no w czymkolwiek, mówi. Dziekuje pieknie za oferte, ale nie, dziekuje, czymkolwieków dzisiaj nie mam. Usmiecham sie promieniscie w jej kierunku. Ona znowu dyga i skubiac warkocz wycofuje sie tylem z biura. Piramida troficzna. Szkody uboczne. Ale przeciez my obydwie to tylko nicienie….
-
W sobotnie przedpoludnie
…radio cale przejete problemem, kto bedzie nowym niemieckim prezydentem. Na razie nic nie wiadomo – okaze sie niebawem. Naród musi uzbroic sie w cieprliwosc i czekac. Prawo przewiduje 30 dni na podjecie decyzji i wprowadzenie jej w zycie. Radio mówi o mozliwej prezydentce. No tak – mamy juz kobiete kanclerza, kobieta-prezydent bylaby dopelnieniem feminizacji niemieckiej polityki.
A tak przy okazji feminizacji – zaraz bede robic kotelty mielone dla druzyny ping-pongowców. Dzisiaj wieczorem spotykamy sie klubie na skladkowym przyjeciu. Kazdy cos ma ze sob a przyniec. Mój Towarzysz zycia przynosi ze soba mnie a ze mna – dwa kilogramy mielonych.
Wczoraj wieczorem i dzisiaj rano uslyszalam pierwsze niesmiale ptasie kwilenie w krzakach. Acha – piórodzoby skrzykuja sie, zeby robic jaja. I dobrze – koniec z zima, poprosze!
-
Niemcy znowu zostaly bez prezydenta
Poprzedni (Köhler) wzial sie i obrazil i odszedl. Obecny (Wulff) namotal, naklamal, prokuratura siedzi mu na karku i Wulff podal sie dzisiaj rano do dymisji. Do trzech razy sztuka – moze ten trzeci bedzie lepszy?
Modne telewizyjne programy to obecnie ”Niemcy szukaja super-gwiazdy”, ”Niemcy szukaja super-modelki”, ”Glos Niemiec”, ”Nasza gwiazda do Baku”, ”Kawaler szuka panny”, Rolnik szuka zony” I wiele innych. Wszyscy szukaja.
Teoretycznie to powinno sie dodac ”Niemcy szukaja super-prezydenta” (Deutschland sucht den Super- Präsident) i pozwolic ludziom przy pomocy SMSów wypowiedziec sie w kwestii glowy panstwa. No ale w Niemczech prezydenta wybiera Zgromadzenie Federalne, a nie telewidzowie. Trudno – moze nastepnym razem.
Schade, schade, że nie będzie takiego programu. Byloby bardzo ciekawie. Kandydacie startowaliby w różnych dyscyplinach a ludzie zasiadaliby przed telewizorami w godzinach najwiekszej oglądalności. Szkoda, szkoda…
Jak tylko usłyszałam o tej dymisji, zaczęłam czekac na Twój komentarz.Może rzeczywiście takie smsesowe wybory były trafniejsze, nie tylko w Niemczech:)
a to feler westchnął seler – biedne te Niemcy
-
DHOFku, Twoje rymy, jak prymulki, na wiosne znowu Ci wykielkuja – zobaczysz!
-
Przed berlinskim dworcem centralnym
… ustawili stoisko mlodociani niemieccy brodacze w towarzystwie równie molodocianej, dlugowlosej Hiszpanki (bez brody). Stoisko sklada sie ze skladanego stolika turystycznego, dwóch skladanych krzeselek i paru plakatów nalepionych na plyty ze sklejki. Na plakatach wielki napis – „POWSTRZYMAJCIE TRZECIA WOJNE SWIATOWA!”.
Brodacze i Hiszpanka zatopieni sa w glosnej rozmowie na tematy zdecydowanie turystyczne. Obok stoi grupa palaczy z walizkami, która to grupa albo wlasnie zakonczyla albo zaraz rozpocznie podróz pociagiem. Ludzie wchodzacy, wychodzacy, spieszacy sie i powolni. Nikt nie jest zainteresowany powstrzymywaniem trzeciej wojny swiatowej.
Zainteresowanie, ale nie trzecia wojna tylko niedopalkami papierosów, wykazuje natomiast starszy mezczyzna, ubrany w jasny, sportowy dres i klapki. Fachowo przegrzebuje wielkie stalowe popielniczki, wydlubujac z nich co tlustsze kaski nadpalonych albo nadlamanych papierosów. Mezczyzna oglada niedopalki pod slonce. Niektóre po inspekcji z powrotem laduja w popielnicy, inne – w plastikowej torebce. Najlepsze okazy wypalone sa na miejscu.
Do powstrzymywaczy trzeciej wojny swiatowej podchodzi bezdomny sprzedawca gazety ulicznej. Recytuje dobrze wyuczony i przetrenowany tekst „Drogie panie i panowie, przepraszam za zaklócenie panstwa spokoju, nazywam sie…. od trzech lat jestem bezdomny. Utrzymuje sie przy zyciu ze sprzedazy tej gazety. Prosze – kupcie ja ode mnie. Albo dajcie mi 20 centów. Albo cos do jedzenia”. Ci od trzeciej wojny nie reaguja – czlowiek przeciez przwyczaja sie do tych tekstów – nawet, jezeli sa prawdziwe.
Palacze zgodnycm akordem dusza papierosy w popielnicy i wchodza do dworcowego budynku. Sportowo ubrany mezczyzna lakomo patrzy na nowy ladunek niedopalków. Sprzedawca gazety – odchodzi.
A ja drepcze sobie na fabryke, gdzie palenie i zebranie sa zabronione a trzecia wojna swiatowa ukazuje nieregularnie sie w wydaniach indywidualnych.
W kafeterii siedzi pacjent i krzyczy wulgaryzmy do przechodzacego personelu – zdecydowanie podniecaja go biale fartuchy (na cale szczescie ja mój wlasnie zanioslam do pralni i jestem w cywilu). Dobrze, ze to nie „nasz” pacjent, mylse sobie cichutko. Kupuje kawe w papierowym kubku i ide do przychodni. Zatrzymuje sie pare razy aby porozmawiac z paroma osobami. Do przychodni docieram juz bez kawy – wszystko wypite. Na krzeselku przed wejsciem siedzi zanjomy mi z kafeterii mezczyzna i z calych sil ryczy obelzywosci w kieruku recepcjonistki.
Nie mam sily – odszukuje siostre przelozona (jezeli czterdziestki sa ryczace, to piecdziesiatki sa wyjace…) i „napuszczam ja” na pacjenta. Przynajmniej wage w paszczy maja te sama. Jak w boksie.
a ja byłam dotychczas przekonana, że III wojna światowa już trwa, przetacza się przez kolejne kraje kuli ziemskiej: Irak, Somalia, Afganistan, Syria, Grecja itp.itd.- Wkrótce wszyscy będziemy w umysłowym stanie wojennym. W tej III wojnie używa się czasami sił zbrojnych, a to plemienny brat skacze do gardla innemu plemiennemu bratu, a to portale społecznościowe nawołują do mobilizacji sił i gromadzenia się w miejscach publicznych celem protestów. Braakuje jeszcze aby tancerze Maori odtańczyli haka dance http://www.youtube.com/watch?v=-rDoV0EBu44&feature=related
Lubię twoje zdjęcia.
Twoje słowa przypomniały mi ,,Piosenkę o końcu świata” Cz. Miłosza. ,, Innego końca świata nie będzie”
-
Ta Czarna Struga to bardzo romantyczne miejsce. Zakrety to pola dla wyobrazni….
-
Ale stolówka! Popularna jaka! No i nigdy nie jestes sama.
-
Niedlugo bedzie sie mozna zapisac w the Bay albo innym Sears na liste prezentów podobna, jaka sie robi dla mlodej pary! Ale wiesz, juz dwadziescia lat temu, kiedy mój sistrzeniec szedlo do Pierwszej Komunii, a ja – ciocia z Kanady – pojawilam sie bez oczekiwanego (bardziej chyba przez rodzine niz przez pierwszokomunijnowca) komputera w prezencie – to juz wtedy czuc bylo cos zlego w powietrzu..
-
Starzenie sie (nie tylko kobiet, ale ogónie tez) jest zdecydowanie postrzegane jako choroba – nawet pieniadze unijne daja nam na walke z taze choroba… A przeciez to nie patologia tylko fizjologia!
-
Trzynasty – mimo ze poniedzialek
…troche pechowo sie zaczyna. Przejezdzam mianowicie rano moja stacje i musze sie wracac… Gapa! A to wszystko przez nowa ksiazke – ostatnia ksiazke Michael Crichton’a (Jurajski Park, Kongo, Zjadacze umarlych) wydana juz po jego smierci a noszaca tytul „Micro”. Czyta sie ja tak, jak spragniony pije wode. Dobrze, ze nie wyjechalam z Berlina z tego zaczytania…
W pracy puka do drzwi pani Kasia – wlasnie wrócila z nart. Z noga w gipsie. Przyszla powiedziec, ze jej nie bedzie przez najblizsze pare tygodni. W klinice tez pogrom – dwie pracownice chore na grype, do tego jeszcze jedna ze zmiazdzonym w metalowych drzwiach palcem u nogi.
A ja wynajmuje wlasnie sale z dinozaurami na kolacje zjazdowa na za pare lat – o takich rzeczach trzeba myslec przyszlosciowo… To takie pocieszajace, ze cos po tych dinozaurach zostalo. Moze i po nas tez cos zostanie?
-
Starbucks, ludzie sie nie krusza, tylko robia miejsce kolejnym. No i nie placza, tylko oczy im sie poca… Hugs.
-
Stopy wody pod kilem na kolejne lata Twojej zeglugi!
-
Spokój zegara kuchennego
…tykajacego z przewidywalna równomiernoscia, cichutko grajace radio – to moja niedziela. Swiety spokój, jakby powiedziala moja Babcia. Do tego stosy garnków i patelni czekajace na odswiezajaca kapiel – Towarzysz Zycia ugotowal wczoraj pózny obiad, czyli rolady wolowe z ziemniakami z wody i czerwona kapusta w czerwonym winie. Swietnie smakowite, naprawde. „Od dzisiaj ty gotujesz” decyduje szybko po kolacji „Ale tylko wtedy, kiedy ty zmywasz” mówi przytomnie Towarzysz Zycia. No i tak zostalo – ale bylo tego warte, slowo daje.
W Berlinie na ulicach szaleje karnawal, cale szczescie, ze nie ma obowiazku tylko mozliwosc brania udzialu. Odkad pamietam, mam problem z tolerowaniem tlumów – co bylo jednym z glównych powodów dlaczego w mlodosci zostalam organistka. Mialam jeszcze dwa marzenia – zeby byc Jankiem Klosem i tak celnie strzelac jak on, no i zeby zostac kapitanem zeglugi wielkiej. Z marzen o wielkiej wodzie nie pozostalo wiele, kiedy na praktyce morskiej okazalo sie, ze cierpie na potworna chorobe morska… Marzenia o Janku Klosie zawiodly mnie do klubu strzeleckiego przy WAT, gdzie pare lat dzielnie trenowalam piec razy w tygodniu. Zostalo mi do tej pory celne oko i na jarmarkach zestrzeliwuje pluszowe zwierzatka w prezencie dla Towarzysza Odcinka. A zrealizowane marzenie aby byc organist(ka) pozwolilo mi nie tylko oddalic sie od tlumów ale równiez finansowac moje kanadyjskie studia tudziez poznac wielu ciekawych ludzi.
Tak, tak swiat jest skomplikowany ale i ciekawy. No i warto miec marzenia. A zegar jak tykal, tak tyka.
mój zegr kuchenny też spokojnie wisi i przypomina, że w życiu na wszystko jest czas
Mam w stołowym pokoju wielki staroświecki zegar.Jego kuranty są jednym z najpiękniejszych dźwięków dnia.
Ja chciałam być Jankiem Kosem, z pancernych. Pozdrawiam i idę pozmywać…
Cudowny tytuł:)
Organistka! Cudnie, to dopiero umiejętość i na pewno talent. To przebiło nawet moją koleżankę, która gra na akordeonie:)
-
Kiedy bylam glodna w Chinach to rysowalam na serwetkach potrawe na która mialam apetyt i w 50 procentach to funkcjonowalo. Ale tego ogórka morskiego (krewny rozgwiazdy), którego przez pomylke zamówilam, to niegdy nie zapomne. Okropnosc. Smakowal jak podeszwa ze sloniny. Ale tak to jest – czlowiek cale zycie sie uczy. Powodzenia w belgiskiej gastronomii!!! I nie zapomnije, ze to Begowie wymyslili frytki, nie zamawiaj French fries, bo to obraza narodowa…
hugs, J.
-
Ten Kant to byl calkiem madry gosc. Takie wielkie prawdy zamknac w jednym zdaniu – rzymski przywilej, nie kazdy go ma. A on – mial. Super.
-
Berlinskie slonce
…swieci dzisiaj ze zdwojona gorliwoscia – i dobrze, poniewaz dzisiaj moge je docenic. Wzielam dzien wolny! Co za wspaniala rzecz – smakuje inaczej, niz sobota, czy niedziela. Troszke lepiej. Podczas kiedy wiekszosc szczesliwców, którzy coagle jeszcze maja prace toczy sie zimnym porankiem w jej kierunku – ja ciagle w pizamie i w szlafroku, przy oknie w kuchni.
Jest minus jedenascie stopni, blekitne wysokie niebo (takie, jak w Kanadzie albo w Skandynawii) z wielkim sloncem. Zostal jeszcze troche sniegu na pomaranczowych dachówkach, calosc wyglada jak swiateczne domki z piernika.
Mialam ambitne plany, jak to bede szorowac, scierac i myc i prac i prasowyac – ale nie chce mi sie. Nie chce ale musze? Nie – nie chce i nie musze. :-)
-
Zadziwiajace jest to, ze inni na zawolanie maja gotowe tlumaczenie tego co i jak my robimy. Ja mysle, ze Twoja znajoma to madra kobieta. CZlowiek musi sie dobrze ze soba czuc i nie szkodzic innym – a czasem to nawet wrecz przeciwnie. To znaczy nie szkodzic, ale pomagac.
- Wczytaj więcej
…nasi panowie w chorobie, to gorsi niż rozwydrzone dzieci. Ważne że rosół pomógł…
Też się cieszę,że wyzdrowiał. Zdrowia obojgu Wam życzę.
dziś był post ścisły, a ta kura z Twojego rosołu i to ziele angielskie pachniało z bloga na metr, albo i dwa – smacznego!