przez witryne
-
Duch Swiety
…ma na imie swiatobliwa restaruacja w Mainz, w której wczoraj przypadlo nam jesc kolacje. Restauracja znajduje sie w dawnym kosciele pod wezwaniem tegoz Ducha. Zupelnie inna, nie koscielna tam panuje atmosfera, gwar ogromny, powiekszony przez gotyckie sklepienia. Do rozmowy potwornie niewygodne miejsce, wiec malo rozmawiamy i jemy.
Jedzenia sluzbowe sa inne niz jedzenia prywatne. Panuje pilnowanie sie na kazdym kroku, pije sie tylko po kropelce wina – potem, potem bedzie wielkie picie, a teraz jezyk za zebami i usmiech numer piec! Kolo mnie siedzi koleznanka w zaawansowanej ciazy – od poniedzialku bedzie juz na urlopie macierzynskim. Naprzeciw niej – kolega, który od poniedzialku bedzie ja przez rok zastepowal. „W poniedzialek przyjde jeszcze posprzatac mój gabinet” mówi kolezanka. „Ach, zostaw wszystko jak jest, ja niewiele miejsca potrzebuje” mówi on.
U glów stolu siedzi Przyszly Rozwodnik. Jego Jeszcze ale juz niedlugo Byla Zona, jako ze opuscila nasz szpital, nie jest zaproszona na kolacje, ale jest w restauracji – siedzi pare stolików dalej i pilnie wpatruje sie w plecy Jeszcze, ale niedlugo Bylego Meza. A moze do rozwodu nie dojedzie? Ach, cóz mnie to obchodzi, mam swój za soba, co bede ludziom zalowac.
Po przeciwpoloznej stronie naszego pracowniczego stolu siedzi kierownictwo. Dwie osoby, jakze rózne, ale blizniaczo ubrane i zachowujace sie tez blizniaczo. Dla nas ciegle jest zagadka kto kogo kopiuje… Dzisiaj obecni sa pracownicy tylko jednego kierownika, który przysiada sie do podwladnych, rozmawia o sprawach róznych, chwali, gani, dziekuje za rok pracy. Drugi kierownik traci grunt pod nogami, bo to nie jego ludzie wiec nie ma kogo chwalic i ganic, tudziez dziekowac za rok pracy. Acha – przysiada sie do mnie. Mówi szybko, patrzac przy tym na boki i uwazajac, aby wyszeptane wazne wiadomosci nie dostaly sie do niepowolanych uszu: „Do Belgii to ja chce jechac we wtorek” slysze tajemniczy szept „ a ty jedziesz we wtorek czy we srode?” . Rozumiem. ”We wtorek” odpowiadam równie tajemniczo i trzesiemy teraz wspólnie glowami, w pelnym zrozumieniu tematu. Z boku to musi chyba niezle wygladac, pewnie jak przyzwoita konwersacja na Bardzoj Wazny Temat…
Po powrocie, Oscar patrzy na mnie z niesmakiem. Czytam mu pozdrowienia z blogowiska, on troche sie rozkleja i dziekuje – po swojemu, bezglosnie. Szukam misia polarnego – znajduje go pod hotelowym lózkiem. ”Noga mu sie podwinela” mówi spokojnie Oscar. Ciarki przechodza mi po plecach…
-
W porannej gazecie
…wyczytuje, ze w wieku lat 63 zmarla Donna Summer i ze frachotwiec staranowal stocznie gdanska powalajac przy tym dzwig portowy i uszkadzajac trzech pracowników portu. Czytam tyle, na ile mi wystarcza czas na zjedzenie jajecznicy i kawalka sera. I do roboty.
W robocie garniturowi panowie i kostiumowe panie (wszytsko w kolorze czarnym albo gleboko szarym) przewalaja sie przez hale zjazdowa zagarniajac niezliczone ilosci dlugopisów, notatników, toreb, plecaków, maskotek i oczywiscie gratisowej kawy. W jednym ze stoisk juz od rana mozna dostac piwo, wiec tam najwiecej sie dzieje i – oczywiscie – tam tez jest wesolo.
Upadek przemyslu farmaceutycznego widac jednak po ilosci i jakosci rozdawanych gadzetów – to juz nie to samo, co przed paroma laty.
Uprawiana jest tez oczywiscie polityka – jedni sa zauwazani i to bardzo glosno i z daleka pozdrawiani, inny przemykaja sie chylkiem pod sciana. Normalka. Raz na wozie, raz pod wozem.
Jest i rozwodzaca sie od ponad roku para – ona juz w innym szpitalu, on ciagle w naszym. To ona wniosla pozew o rozwód, to on nie chcial ale musial sie zgodzic. Sytuacja sie odwrócila – to ona teraz zabieg o jego spojrzenia a on, otoczony rojem mlodych zdolnych dlugonogich pan w czarnych kostiumach, niby nie zauwaza jej staran. Ciag dalszy na dzisiejszej kolacji.
Oscar uporal sie z ”konkurencja” w sposób prosty, acz skuteczny. Zastalam go w hotelowym pokoju ujezdzajacego polarnego misia. Oscar mniejszy, ale jednak sprytniejszy. Wiekszy zwierzak dal sie ujezdzic… Musze sie od Oscara nieco poduczyc.
wczoraj wieczorem na CNN usłyszałam jednego aroganckiego dziennikarza pytającego z zarzutem : Jak to on ubolewa nad faktem , iż Donna Summer nie wydała wcześniej oświadczenia, że walczy z chorobą nowotworową, w ten sposób przygotowałabym nas na swoja śmierć. (sic!) Oscar to dopiero jest pomysłowy
Bardzo pozdrawiam Oskara, to bardzo rozsądny miś w całym tym przemyśle.
Bardzo się ciesze, że znowu piszesz:)
Pozdrawiam Oskara.
Ach! smutna ta rzeczywistość, tu akurat przedstawiona garniturowo, a zauważalna w różnych uniformach.
Upadek przemyslu farmaceutycznego? Naprawde?! To chyba dobrze, co!!!?? …………………!!!
-
Zimny, ale sloneczny dzien w Mainz
Miasto Gutenberga – zmobilizowalo mnie, aby pare slów WYDRUKOWAC.
Cale Niemcy swietuja dzis dzien wniebowstapienia znany tutaj jako dzien ojca lub dzien mezczyzn. Swietowanie tego dnia polega glównie na konsumpcji duzych ilosci alkoholu przez swietujacych (panów) – i to by bylo na tyle.
Oscar w hotelu, jeszcze nie wie, ze dzisiaj do mojej kolekcji misów przybyl niedzwiedz polarny… Ale nie bedzie to podrózujacy mis, poniewaz nie bierze sie w droge nieskazitelnie bialych niedzwiadków.
Moja doktorantka przejmuje sie, ze ktos zalepil jej plakat swoim, nieprzepisowych wymiarów, plakatem. Pocieszam ja, ze plakat konkurencji spalimy i po krzyku. Biedactwo, za krótko w branzy – ale je tez sie kiedys takimi rzeczami przejmowalam…. A tyle jest przeciez innych klopotów.
-
Uczenie sie tolerancji
… zaczyna sie od nabycia tolerancji wobec wlasnej osoby.
Nasza pani psycholog kliniczna tlumaczy mi dzisiaj, ze wiekszosc naszych pacjentów ma specyficzny profil psychologiczny, charakteryzujacy sie perfekcyjnoscia i calkowitym brakiem tolerancji dla popelnianych beldów. I dla ich popelniaczy. Wszystko jedno, kto je popelnil. Najczesciej – oni sami. Wiec – zagniewani, a czesto nawet rozwscieczeni na siebie wpadaja w psychiczny mlyn, który zamienia ich w pyl. Samounicestwienie z powodu braku tolerancji.
Czy to nie Starbucks powiedzial, ze zmiana swiata zaczyna sie od siebie?
to Michael Jackson ponad 20 lat temu śpiewał o zmianie w pięknej piosence Man in The Mirror http://www.youtube.com/watch?v=PivWY9wn5ps&ob=av2e
a Starbucks zapamiętała i wbijała swoim uczniakom do głów
dlaczego odnoszę wrażenie, że współczesna tolerancja MUSI działać jedynie w jedną stronę – to bezpieczny konformizm, przymykanie oczu i pobłażliwa akceptacja mydła-widła & powidla – a gdzie szacunek, dialog i spokój – więcej szarpaniny z tą tolerancją niż to warte
Chyba wiele mądrych spraw Starbucks wbija(ła)…
Człowiek uczy się tolerancji całe życie, a nauka ta nie ma końca.
Czy ta kura toleruje / akceptuje / ma chętkę na robaczka?
tolerancja na to by każdy mógl być sobą, nie zmieniajmy innych pod swoje dyktando, ja mam ogólnie dosc tego , że inni tak bardzo próbuja swój model życia wprowadzic do mojego świata, żyjmy i dajmy życ innym po swojemu:)
-
Dzisiejszy dzien
… rozpoczal sie od strajków. Strajkuja lotniska prawie w calych Niemczech. Lufthansa odwolala 400 lotów. Dzwonie do naszej agentury podrózy i pytam, czy maja dla mnie plan B na moja czwartkowa podróz do Monachium. „Ach, jakos to bedzie” pociesza mnie optymistyczna agentka „to jeszcze tyle czasu”. Jakos to bedzie… wcale mnie nie uspokaja. Tyle czasu – to tylko dwa dni!
Przyzwyczailismy sie do strajków, nikt juz nie pyta dlaczego strakuja, ale raczej kiedy przewidywany jest koniec strajku. Bo wtedy bedzie tak, jak przedtem – przynajmniej dla nas, klientów i uyztkowników. Znieczulica? Chyba raczej za szybkie tempo zycia – nie ma sie miejsca w mózgu i czasu na rozpamietywanie problemów innych ludzi – ma sie wlasnych po kokarde.
Dzwoni administracja i pyta, dlaczego hotel w Monachium taki drogi. Ba – ja tez bym chciala wiedziec. Ale nie wiem. Przypomina mi sie scena ze ”Znaczy Kapitana”. Podczas inspekcji pokladu kapitan potyka sie o olbrzymich rozmiarów walize. „Znaczy – dlaczego ta waliza taka duza?” pyta kapitan. „Na fabryce taka zrobili pani kapitanie!” pada rzeczowa odpowiedz. Kapitan z zaspokojona ciekawoscia – odchodzi. Zeby tak poskutkowalo to na moja pania z administracji…
Ha! Sluszne spostrzezenie – a propos pytania o koniec strajku raczej niz o powod… Zdarzylo mi sie… :-/
Fajną walizkę zrobili na fabryce. Klimaciarską, widać,że z niejednej podróży chleb jadla.
słyszałam o strajkach, nie denerwuj się w 48h mogą niezłe warunki powrotu do pracy sobie wynegocjować – wszystko będzie OK
Jagno, dlaczego masło jest takie drogie?
-
Dostaje wiadomosc poczta elektroniczna
…. „Czesc, co u Ciebie slychac? Na razie..”
Odpowiadam „Czesc, u mnie wszystko po staremu, dziekuje, a u Ciebie? Na razie…”.
Niby wszystko jest normalne. Nienormalne jest tylko to, ze wymiana nastepuje ze po dziesieciu latach milczenia. Ot, jakby nigdy nic. Co wlasciwie znaczy „wszystko po staremu” po takich dziesieciu latach? Ja przeciez wcale nie chce pamietac, co u mnie bylo dziesiec lat temu, bo akurat wtedy nie bylo niczego dobrego… Ale tak sie mówi. No wiec powtarzam za tlumem.
Przypominaja mi sie historie wojenne o listach napisanach i wyslanych przez poleglych póniej w walkach zolnierzy. Listy przychodzily czasem z wieloletnim opóznieniem i czesto zaskakiwaly adresatów wyznaniami i zwierzeniami, które – mimo ze nieuzywane – utracily juz swoja date przydatnosci do spozycia.
Pocza elektroniczna ulatwia tyle spraw ale i utrudnia. Ta latwosc pokonywania wirtualnych odleglosci. Ten wdziek skrótów 4U, Me2. Ta niedbajaca o jetlag pondaczasowosc. Jak mozna na podstawie takiego listu elektronicznego zobaczyc drzenie reki piszacego? Jak mozna ocenic czy mocno czy tez niepewnie naciskal klawisze? Gdzie pokreslone albo starte gumka olówkowa ”Myszka” niechciane wyrazy?
Dlatego ciągle piszę piórem marki Parker listy. Pióra mam dwa. Jedno codzienne, drugim piszę do specjalnych osób specjalne listy, kartki świąteczne, urodzinowe, imieninowe, a czasem słów kilka,że pamiętam
Kartki okolicznościowe wysyłam papierowe (lubię wybierać, dopasowywać do konkretnej osoby kartkę i życzenia, wyjątek – święta – wówczas życzenia ujednolicone), listy rzadziej i uwielbiam pisać piórem, na co dzień. Jeśli zależy Ci na tej znajomości, to może warto napisać coś więcej… i może na papierze
Z uporem maniaka wysyłam do całej rodziny papierowe kartki z życzeniami, mimo że nawet wiekowe ciotki przysyłają mi już życzenia na facebooku lub mailem, a moja mama pisze do mnie na skype
Ale przymusiłam też kilku znajomych do przysłania mi papierowych listów i mam przynajmniej jakiś ślad w szufladzie, po ich podróżach. Natomiast starzy znajomi przewineli mi sięwirtualnie na Naszej klasie i mam wrażenie, że teraz są jeszcze dalsi…dla mnie poczta elektorniczna pozostaje bezosobowa – jest pomocna w przesyłaniu zdjęć
oraz natychmiastowa w sytuacjach podbramkowych, lecz pozbawiona np: mojego charakteru pisma, magii jaką tworzy ręka podążająca za językiem, a język idący za myślą, a myśl za skojarzeniami etc.etc. Piszę i kartki, i listy. W listach można zawrzeć więcej
Sama papeteria, czym się pisze, kolor atramentu, charakter pisma, … No i zdarzyło mi się napisać list w przyszłość, którego nie wysłałam. Dlaczego? Wiem jakie powody mną kierowały, nie wiem do tej pory czy przewidziałam przyszłość …
-
Wspaniala sloneczna niedziela
…. poprzedzona jest sobota. Sobota pelna niespodzianek – pierwsza niespodzianka to wieczór w operze, w programie Czarodziejski Flet Mozarta. Pierwszy raz mam okazje obejrzec ten spektakl w wersji niemieckiej I do tego w Niemczech. Wspaniale przezycie, wspaniali muzycy, swietna inscenizacja. Od pierwszej do ostatniej kropli – genialne przezycie.
Wracamy do domu póznym wieczorem, dobrze po pólnocy. Kamienica pelna zycia – sasiedzi swietuja urodziny. Policja interweniowala juz dwukrotnie, informuja nas sasiedzi, w rezultacie przyjecie przesuwa sie z balkonu na klatke schodowa. Cierpimy okropnie, glosna umpa-umpa muzyka i dobrze napici goscie troszcza sie o nasz calkowity brak snu. Przyjecie wygasa okolo ósmej rano.
”My tez kiedys bylismy mlodzi” mówi szczodrobliwie Towarzysz Odcinka. A ja – ja obmyslam przerózne metody pozbawienia sasiadów i ich gosci zycia. Moje mordercze instynkty zadziwiaja mnie sama. Obmyslam plan A i plan B, obydwa 100 procentowo pewne. Rano wychodzimy i spotykamy na klatce schodowej sasiadke – sprzata. ”Ja bardzo przepraszam” – mówi i widocznie kurczy sie w oczach pod moim morderczym spojrzeniem ”na pewno bylismy glosni”. ”Byliscie” potwierdzam i przeszywam ja wzrokiem Bazyliszka. Ona kurczy sie jeszcze bardziej, robi sie czerwona na twarzy, a mnie robi sie glupio. Porzucam mordecze plany i wybaczam. Nie zapominam – ale wybaczam. Niech tam. Do nastepnych urodzin…..
U mnie też były wczoraj urodziny. 84-te mojej Mamy. I tez było chwilmi głośno, ale imprezka skończyła się około 19, no i sąsiedzi daleko. Przykro mi,że dźwięki czarodziejskiego fletu w waszych głowach i sercach tak szybko i brutalnie zagłuszyło barbarzyńskie umpa, umpa. Różnorodność potrzeb, różnorodność gustów, różnorodność życia. Po prostu.
Będę wredna suka.Oto cała Jagna.Nie zapomni,chociaż już zapomniała,co ma pamiętać.Ale się zacięła.I chce mordować.Czuję nóż w sercu.I piekące morze łez.Jagna nade mną niczym Lady Makbet.Już nigdy ! -krzyczę,naprawdę,przepraszam!,chcę żyć!.A sztylet mam znowu pod żebrem i Jagna pyta mnie,- co mam pamiętać? A ja zapomniałam, co ona ma pamiętać ,pamiętam jednak,że nie zapomniała swej pamiętliwości i syczę ja wredna suka- ja ci pooo poo i pluję krwią.Jej Towarzysz Odcinka mówi -zlituj się nad tym ścierwem,A ona krzyczy NIGDY!!! i kopie mnie w ranę.I tak to trwa.Ona o tym milczy,ja nie rozgłaszam.
-
Podróze majowe
…powoli sie krystalizuja. Tak naprawde, to maj mial byc planowo miesiacem spokojnym, poswieconym na prace w domowych pieleszach, dopilnowywanie, konczenie pisania paru rzeczy i inne takie. A tu, im bardziej sie zbliza, tym bardziej niewesolo to wszystko wyglada. Towarzysz Odcinka na wszelki wypadek oglosil bojkot, gdybym rzeczywiscie miala zamiar wypelnic mój plan.
A plan wyglada nastepujaco – drugiego i trzeciego maja oczekiwana jestem w ministerstwie w Bonn. Tak naprawde, to odmówilam tego przyjazdu, ale szybko dostalam liscik lagodny lecz stanowczy, który to liscik zmienil moje palny wyjazdowe. W lisciku minsterstwo uprzejmie przypomnia, ze zgodnie z którymstam paragrafem umowy, która przeciez podpisalam, uczestnictwo w tych zebraniach jest spontanicznie obowiazkowe. Czyli musz… czyli powinnam. OK, powinnam, to powinnam, jade.
Drugi tydzien maja mam urlop. Mialam miec, znaczy sie, ale wlasnie sie troche popsulo z tym urlopem, bo jestem stanowczo i szalenie grzecznie zaproszona na uroczyste oficjalne otwarcie Bardzo Waznej Instytucji, nawet z mowa do wygloszenia. Oferta nie do odrzucenia, szczególnie w mojej sytuacji, kiedy kontrakt za pare miesiecy wygasa i kto wie co bedzie dalej. Kasuje urolp.
Po powrocie z bylego urlopu czeka mnie juz tylko piec dni obowiazkowego pobytu w Westfalii na corocznym spedzie specjalistów. ”Nie” nie istnieje w tym przypadku, jedziemy wspólnie, grupa, I tak tez wracamy. Tak naprawde, to tylko Oscar sie cieszy na nowe znajomosci z hoetlowymi pokojówkami…
Po czym nastapi czerwiec – a czerwiec to zdecydowanie planuje jako miesiac pozbawiony podrózy. Na razie przynajmniej.
Z tymi podrózami to troche jak z wlosami – osobnicy o wlosach prostych (ja na przyklad) cale zycie snia o lokach. Osobnicy z lokami prostuja je przy pomocy specjalnych narzedzi I dziwia sie niam, prostowlosym, dlaczego my w tym samym czasie lokówke rozgrzewamy….
A kwiecień jaki się zapowiada? Owszem chcemy tego czego nie możemy mieć w danym momencie, potem mamy a chcemy już czegoś innego. Pożądamy zawsze INNOŚĆ. Człowiek dziwna istota:) Powiem za Bierce- Cel – zadanie, które wyznaczamy naszym marzeniom. Ahoj!
Szczęśliwych podróży i dobrych powrotów.
Także zastanawia mnie ten kwiecień. Może to długi pas startowy?
Także zastanawia mnie ten kwiecień. Może to długi pas startowy?
-
Wczorajszy dzien wypelnily mi zebrania
… a dzisiejszy – dzisiejszy dzien jest tylko i wylacznie dla mnie. Dzien wolny, mianowicie.
Pierwszy zebranie odbylo sie w firmie, która bedzie organizowac zjazd po koncu swiata. Do organizacji nalezy miedzy innymi reklama zjazdu, stworzenie strony internetowej, logo zjazdowe no i pozyskiwanie sponsorów. Jest jeszcze wiele innych punktów, które trzeba na ten zjazd przygotowac, ale troszke pózniej. Firma ma siedzibe w Grunewald – jednej z najladnieszych dzielnic Berlina (bardzo blisko polskiego konsulatu), w jednej z tamtejszych willi. Taka berlinska Saska Kepa. Poniewaz bylam za wczesnie, a za wczesnie jest tak samo niepunktualnie jak za pózno, wiec udalam sie na spacer z aparatem fotograficznym. Nie, zeby zabic czas, ale wrecz przeciwnie, zeby go wykorzystac.
Wiosna chyba postanowila sie w tym roku trzymac scisle kalendarza i rozpoczela sie, szalenie gwaltownie, wtedy kiedy bylo to przewidziane. Dzieki mojej niepuktualnosci mialam czas, zeby na nia popatrzec – troche tak jak podpatrywanie aktora za kulisami, kiedy ostatnie pylki pudru laduja na twarzy i powiedziany na glos jest ostatni trudny tekst i zrobiona przed lustrem jest ostatnia grozna mina, tuz zanim mistrz wyjdzie na scene.
Widialam rozpoczynajace sie kasztany, wiosennego trabanta reklamujacego hotel w centrum miasta, rosliny nieznane mi z imienia, wielka doniczke z wkrecona w nia jak drzazge, sruba (po co?), widzialam piekne domy z przelomu ubieglych stuleci i widzialam tez pompe. Te uliczne pompy berlinskie rozczulajaco romantyczne i – tak naprawde to calkiem niebrzydkie, no i praktyczne. Wszystkie funkcjonuja.
Zebranie trwalo trzy godziny, wyszlam z wirujacy glowa. Znowu, cholera, okazalo sie, ze nie jest tak, jak byc powinno. Ale wiosna na ulicy przywrócila mnie szybko do rzeczywistosci. A poza tym – wszystko dobrze – operacja pani Kasi powiodla sie, niedlugo przewieziona zostanie do kliniki rehabilitacyjnej i moze za dwa miesiace bedzie mogla normalnie chodzic… Moje kubanskie nieszczescie niedlugo juz uwolni nas wszystkich od swojej obecnosci – na koniec miesiaca wraca do Havany i nigdy wiecej (mam nadzieje) nie wróci. Czegos tak malo utalentowanego i do tego nieudacznie klamiacego juz dawno nie widzialam.
A teraz – na balkon! Tam natura czeka na nowa ziemie i moze jeszcze pare prymulek do towarzystwa…
-
Polecam podczas rozmowy telefonicznej
…mojej kochanej przyjaciólce z Polski lek; ona natychmiast sprawdza w sieci i mówi, ze chwilowo nie ma. I ze tak dziwnie napisane, „na magazynie brak”. Dziwujemy sie obie, ze nie tylko torebek ale juz i leków na magazynach brakuje.
Od miesiaca juz lezy na parapecie okiennym i spoglada na mnie ksiazka Janusza Glowackiego „Z glowy”. Dostalam ja od rodziny z mottem, ze to o emigracji i ze ja emigrantka, wiec razem pasujemy. Rodzina, nota bene, ksiazki nie czytala. Przez miesiac przeczytalam tylko lewa strone okladki, na której znajduja sie trzy przykazania emigranta. Ostatnie – „jezeli ktos cie obrazi, usmiechaj sie – zemscisz sie pózniej” – to wlasciwie nic z emigracja nie ma wspólnego – to przeciez samo zycie, emigranckie, czy nie.
Emigracja. W Wikipedii znajduje definicje: „Migracja, emigracja, imigracja – wędrówka ludności mająca na celu zmianę miejsca pobytu. Przemieszczanie się ludności jest całkowicie naturalnym zjawiskiem i występowało we wszystkich czasach.”
Czyli nic nienormalnego. Czytam dalej – Wikipedia ma calkiem wiele do powiedzenia na temat emigracji!!!
„Istnieją różne modele migracji. Po 1945 roku zostały wyróżnione cztery najważniejsze:- Klasyczny model migracji – pomimo pewnych limitów ilościowych, migrantów generalnie zachęca się do przyjazdu, gwarantuje się im obywatelstwo. Ta kategoria dotyczy tak zwanych ”narodów imigrantów”, a więc USA, Kanady, Australii.
- Kolonialny model migracji – dotyczy dawnych imperiów kolonialnych, głównie Wielkiej Brytanii i Francji. Zakłada on faworyzowanie imigrantów z dawnych kolonii kosztem tych z innych krajów.
- Model gastarbeiterów – zakłada politykę przyjmowania imigrantów jako pracowników na określony czas, bez udzielania im obywatelstwa (nawet pomimo długotrwałego pobytu w kraju). Przykładem są tu Niemcy, Szwajcaria i Belgia.
- Imigracja nielegalna – samowolne przekraczanie granicy bądź też pozostawanie w kraju przyjazdu po upływie terminu np. wizy turystycznej. Nielegalni imigranci automatycznie stają się marginesem społecznym…”
Odechciewa mi sie czytac Wikipedie. Zdenerwowalam sie. Zeby to zycie bylo takie proste i wszystko sie dalo w szufladki z kategoriami poupychac… W Wikipedii moze i sie da, ale na zywo?
Pozostaje z szacunkiem,
Klasyczny, Gastarbeiterowski Margines Spoleczny
Czytałam „Z głowy” kilka lat temu. Zabawna i gorzka książka. Ale mnie się podobała! Nie trzeba specjalnie przysiadać, można czytać „z doskoku” lub w podróży, ale nie jest banalna.
Jagno, z Twojego dystansu, autoironii, pogody, mądrości, optymizmu czerpię całymi garściami, w głębokim przekonaniu,że mi wolno, prawda?
Jagno jesteś tak cudowna,że u mnie ciebie nie ma.Zgodnie z zasada cudownych sa obecni nieobecnie.Wszystko się zgadza.Kontynuacja w braku swej logiki jest cudownie logiczna.
Pozdrawiam Cię Jagno z mojej szufladki zwanej emigracją. Przypomniał mi się ”Kingsajz” Machulskiego… Gdzieś tam jestem
-
Stalo sie
…i wczoraj wraz z wiosennym sloneczkiem zawital na horyzoncie Nowy Prezydent Niemiec – Joachim Gauck.
Po raz pierwszy od wielu lat mam wrazenie, ze nie zostala wybrana kukla zdalnie kierowana przez specjalistów od PR, wizazystów, specjalistów od body language i botoxu, ale ze zostal wybrany czlowiek. Czas pokaze, czy sie pomylilam. W pierwszym interwiew, tuz po wyborach o czternastej, uslyszalam echo dobrze mi znanej piosenki ”…przyjaciól nikt nie bedzie mi wybieral, wrogów poszukam sobie sam..” – tylko po niemiecku.
Pierwsza zagraniczna wizyta Gauck’a – juz zapowiedziana – niesie go do Polski. Chlopak wie o co chodzi.
-
Blogi, sobotni wieczór
…spedzam nareszcie w domu. W podwórku fruwaja pierwsze nietoperze, prymulki w kolorach teczy, sasiedzi rozmawiaja na balkonie. Co za wspaniala pora roku – wiosna.
Towarzysz Odcinka jest na berlinie stadionie olimpijskim aby osobiscie obejrzec porazke berlinskiego klubu Hertha BSC (Hertha zwykle przegrywa). Chlopcy graja dzisiaj przeciw Moanchium, wiec przegrana murowana. No cóz – zawsze lepiej, niz w telewizji, poniewaz ja nie musze w tym uczestniczyc a poza tym na stadionie nie przerywaja gry na reklamy.
Gulasz szumi w garze, znowu ugotowalam wystarczajaco na 20 osób, ale nic to, od czego jest zamrazalnik. Jutro wybory prezydenta Niemiec. Wybiera parlament, nie naród. Naród bedzie wybory sledzil. Niby wszystko juz obgadane, ale tak do konca jeszcze nic nie wiadomo. Jezeli wybiora Gauck’a, to bedzie gratka – byla obywatelka DDR jest kancelrzem a teraz jeszcze do kopletu bylby prezydent z pochodzenia DDRowiec. Fortuna kolem sie toczy, prosze panstwa.
-
Zmeczone oczy Oscara
….którego rano wyrywam ze slodkiego snu, patrza na mnie pelne wyrzutu. Znowu pakuje go do walizki. Dzisiaj po poludniu jedziemy do Hamburga a potem do Lubeki. Jeszcze tylko ta podróz i jeszcze na koniec miesiaca jeszcze tylko jedna i bedzie spokój na pare tygodni. Na poczatku kazdego roku zawsze mi sie wydaje, ze bede bardzo stacjonarna a potem okazuje sie, ze nie bardzo wychodzi.
Kiedys podróze byly czyms egzotycznym i bardzo chcianym ale z czasem staly sie dopustem bozym, bo przeciez kto to widzial, zeby starsza pani ciagle siniaki miala na nogach od tluczenia sie z walizka po tym swiecie. Pakowanie sie, rozpakowywanie sie, zapomniane szczoteczki do zebów i kremy na noc, zagubione walizki, zastepcze kosmetyczki i podkoszulki z linii lotniczych … Pamietam przebudzenia, kiedy nie wiedzialam, gdzie jestem i ogarniala mnie panika… Ale wiek ma tez swoje dobre strony – przestalam panikowac, koncentruje sie na zadaniu do wykonania i wio, dalej.
A ze Lubeka slanie z marecpanu a Towarzysz Odcinka za nim przepada, wiec wiadomo juz, z czym bede wracac. Serduszka z marcepanu, jaja marcepanowe (Wielkanoc przeciez juz blisko), marcepanowy nougat, mokka marcepanowa i inne takie. Przyjemne z pozytecznym. Pozyteczne z przyjemnym.
-
\"Brak na magazynie\"
… brzmi dopisek przy torebce w internetowym sklepie firmy Wittchen. Czy naprawde tak sie jezyk polski zmienil przez ostatnie trzydziesci lat i torebek nie przechowuje sie juz W magazynach tylko NA nich????
Do tramwaju wszedl kontrol?
Torebka damska – czarny – 119.00 zł (620674) :: Sklep Internetowy Wittchen119.00 zł199.00 złoj można mnożyć przykłady : spotkanie odbędzie sie na auli
na przykład I ,, nie posiadam wiedzy” ( ulubione naszych polityków). Ale torebka ładna.
Moim zdaniem język polski jest przesadnie dostosowywany do ludzi. Bo np. mnie uczono w szkołach, że imiesłowy przymiotnikowe z partykułą „nie” piszemy rozdzielnie, ale że większość społeczeństwa pisała źle, to uznano pisanie łączne za prawidłowe. Dawniej w sklepach był opust cen, ew. rabat, ale na większości wystaw pisano „upust”, a teraz w SJP PWN już jest to poprawne. Jakiś czas temu spierałam się z Mężem, że nie mówi się „menadżer” tylko „menEdżer” i że ta niepoprawność wymowy wynika z angielskiej pisowni (tak mnie uczono). Ale okazało się, że ponieważ w TV, radio, prasie prawie zawsze pojawiało się „menadżer” uznano obie formy za prawidłowe. Mnóstwo jest takich przykładów. Ja rozumiem, że język powinien być plastyczny, rozwijać się itd. ale chyba nie powinno być tak, by każdą niepoprawność po jakimś czasie uznawano za normę?
Wczoraj przeczytałam – ” Dla klientów jesteśmy w stanie zrobić wszystko…” i pomyslalam na początek nie piszcie tego okropnego dla- ten rusycyzm niesamowicie rozprzestrzenił się na Mazurach i zdobywa coraz to nowych językowych wyznawców. A więc
przesyłam dla Ciebie serdeczne pozdrowienia. ale swoją drogą, jak sobie pomyślałam, że napis mógłby brzmieć ”klientom jesteśmy w stanie zrobić wszystko” … to trochę się przeraziłam, hihi
) A takie np. męskie, coraz bardziej popularne ”poszłem”, które powoli wkrada się do tolerowanej (żeby nie powiedzieć poprawnej) mowy, też mnie przeraża
-
Ostateczna diaganoza Towarzysza Odcinka brzmi
… torbiel Bakera tudziez osmiomilimetrowe pekniecie w chrzastce kolanowej. Pani chirurg proponuje operacje w przyszlym tygodniu, TO obrusza sie, ze przeciez sa mistrzostwa w ping-pong w przyszlym miesiacu i on nie ma zamiaru nie grac, rozstaja sie w pelnym obopólnym niezrozumieniu. „Musze postarac sie o druga opinie” mówi optymistycznie Towarzysz Odcinka. On ju zawsze byl niepoprawnym optimista, co dobrze robi na mój trzezwy realizm… „Taka opinie, ze nie trzeba operowac” ciagnie dalej optymistycznie. Nie odzywam sie. Czasem nie trzeba.
Wlasnie znowu rozchodzi sie kolejna nam znana para, a my tu wlasnie chcielismy im gratulowac na piata rocznice slubu. Niedlugo wytrzymali ze soba. Przy czym trzeba zaznaczyc, ze poznali sie na trzy miesiace przed slubem i juz drugiego dnia znajomosci postanowili sie pobrac. Co nagle, to po diable? To nie zawsze tak jest… Dla niego to drugie nuedane malzenstwo, ale niej dopiero pierwsze. „Do trzech razy sztuka”, mówi optymistycznie Towarzysz Odcinka i dostaje ode mnie po glowie.
Australiczycy uspokoili sie z tym kongresem w 2017 roku, cale szczescie. A ja sie martwie, ze wynajelam za mala sale wykladowa, bo podobno wszyscy chca przyjechac do Berlina. Nie ze wzgeldu na niewatpliwie pierwsza jakosc konferencji ale ze wzgeldu na Berlin. Ale jezeli to Berlin jest celem, to nie mam sie co przejmowac, ze bedzie za ciasno – on wszyscy beda sie fotografowac na tle Checkpoint Charlie albo przy Bramie Brandenburskiej.
Jeszcze tylko musze sie postarac o koszerne jedzenie dla kilku gosci z Izraela. Jeden z nich to rabin. Rabin, lekarz i naukowiec. Egzotycznie wyglada poczas wykladów. W zwiazku z ortodoksyjnymi pogladami trzeba go zawsze karmic koszernym jedzeniem, a to zwykle problem. Dobrze, ze my w zydowskiej dzielnicy i jest pare koszernych restauracji w poblizu, bo inaczej bylby klopot.
-
Wczorajszy dzien
…byl dla mnie szalenie dlugim dniem. Wieczorem zebranie komisji do spraw nauczania, dluga sprzeczka ze studentami, obecnosc przedstawicielki do spraw kobiet i rodziny pogarszaly tylko sytuacje. Studenci zycza sobie aby dokladne terminy egzaminów podawane byly na poczatku semestru. Nauczyciele akademiccy chca dokladne terminy (dzien i godzina) podawac na cztery tygodnie przed egzaminem. Studenci tlumacza, ze do egzaminu ptrzebuja sie dlugo uczyc. Nauczyciele , ze przeciez wiadomo, ze egzamin jest na koniec semestru a uczyc sie trzeba caly czas. Przedstawicielka do spraw kobiet i rodziny tlumaczy, ze osoby posiadajace rodzine nie moga byc zaskakiwane naglym terminem egzaminu, bo przeciez a nuz przedszkole w tym dniu jest zamkniete. Nauczyciele, ze przedszkole moze byc zamkniete tez wtedy, jezeli termin sie poda na trzy miesiace przed egzaminem. I tak w kolo. Wezel gordyjski.
Zostawiam sklócone towarzystwo i pruje w kierunku Gendarmenmarkt, gdzie prorektor do spraw absolwentów mojego dawnego uniwersytetu tudziez osmioro tychze absolwentów czakaja z kolacja w ladnej retauracji Lutter & Wegner. Czas mija piorunujaco szybko, prorektor opowiada o ostatnich wydarzeniach na uniwersytecie – wynalezienie szczepionki przeciw zapaleniu watroby typu C (2 tygodnie temu) i innych takich. Robi mi sie troche tesknie i zalosnie … Dostaje mietówki w firmowym uniwersyteckim pudelku i magnet na lodówke… Ostal mi sie ino sznur?
Wracajac do domu pociagiem, czytam uniwersytecka gazete. Czuje, ze wewnetrznie sie roztapiam. „It”s too late to correct it,” said the Red Queen: „when you ‘ve once said a thing, that fixes it, and you must take the consequences.” (Through the Looking-Glass, Lewis Carroll) …”Jest za pózno na poprawki – powiedziala Czerwona Królowa – kiedy sie raz cos powie, pozostaje to na zawsze i musi sie poniesc konswekwencje” (Alicja po drugiej stronie lustra, Lewis Carroll)
-
Jestem w goraczce
…planowania kongresu za dwa i pól roku a tu przychodzi e-mail z Sydney, ze oni koniecznie chca w 2017 roku tenze zjazd organizowac i co maja zrobic, zeby go „dostac”… Mysle o koncu swiata, zaplanowanym troskliwie na grudzien biezacego roku. Mysle i przypomina mi sie pewna historia. Otóz wiele lat temu bylam na pot-lockowym przyjeciu i spotkalam tam szalenie sympatyczna pare. On duzo starszy niz ona.
„Moja pierwsza zona” zwierzyl mi sie „miala niezwykly dar. Dar przewidywania dokladnej daty smierci. Czasami, gdy spotkalismy znajomego czy znajoma, po podaniu sobie rak na przywitanie moja zona markotniala i tracila humor. Co jest? – pytalem, a ona na to, ze tenze znajomy czy znajoma umra (tu konkretna data) i ze jest jej przykro z tego powodu. Moja pierwsza zona nigdy, przenigdy sie nie pomylila. Którejs nocy, moja pierwsza zona obudzila mnie krzyczac przerazliwie. Tego krzyku nigdy nie zapomne… „Co sie stalo?” spytalem nieprzytomny „Nadciaga koniec swiata” powiedziala moja pierwsza zona ze smiertelnie biala twarza. „Mialam wizje”. „Kiedy?” pytalem i zona podala mi dokladna date, która lezala w odleglosci paru miesiecy od tej koszmarnej nocy. Dokladnie tego dnia umarla. Nagle. I tak zakonczyl sie jej swiat. Mój tez – na pewien czas, ale pozbieralem sie i – jak widzisz – znowu jestem szczesliwym malzonkiem. Zanim sie pobralismy, sprawdzilem jednak, czy moja obecna zona nie ma wizji konców swiata. Jeden raz w zyciu wystarczy”.
piękna historia
Koniec świata staje się już. Indywidualnie, masowo. Od mrówki po słonia. I człowieka. Czy potrzebny jakis inny? Czy możliwy?
Oj, Dhof, jak Ty pięknie ubierasz w słowa i moje myśli. Pokłon.
czyli mówisz, ze w 2017 lecisz do Australii
ta historia już dawno mi zapadła w pamięć. Teraz w Royal Ontario Museum http://www.rom.on.ca/maya/ maja wystawę na którą planuję się wybrać – może może powiedza jak przygotowac się do tegoż finału finałów
Ale historia!
-
Towarzysz Odcinka
…kaszlac czekal na dworcu na mnie i na Oscara. Poturlalismy sie do domu, a w domu same niespodzianki. Towarzysz Odcinka jest specjalista od niespodzianek (kazdego rodzaju, wiec trzeba uwazac) ale wczoraj byly te wspaniale: na scianie kuchennej zawisly stare ryciny z ksiazki botanicznej oprawione w ciemne drewniane ramy. Kupilismy je kiedys na pchlim targu – komplet pieciu rycin za 18 Euro – ale poniewaz brakowalo im fifutków do zawieszenia wiec sobie staly w kacie. Fifutki zostaly zainstalowane, obrazki wisza i wygladaja super swietnie. A na balkonie – na balkonie ”wyrosly” prymulki! We wszystkich kolorach!
W lodówce pelno, smiecie wyrzucone, naczynia pozmywane - nie podoba mi sie to wszystko. Za dobrze. ”Chory jestes?” pytam czule i dotykam jego czola. Rozpalone. Wysoka goraczka, kaszel ”od piety” (jak mawiala moja Babcia), odmowa brania jakichkolwiek leków albo ziolowych herbatek. Dzisiaj rano po nieprzespanej nocy udaje mi sie wlac w chorego nalewke z podbialu (polskiej produkcji oczywiscie). Ufnie patrzy mi w oczy, usmiecha sie i wychyla wszystko do dna. Krzyk. ”Jak moglas mi dac takie swinstwo? Juz nigdy ci nie zaufam…” OK, niewazne, njawazniejsze, ze podbial znalazl sie jego zoladku. Od pól godziny nie slychac kaszlu – delikwent chyba spi. Niech spi. Jutro na pewno bedzie piekny dzien.
Na jakich Odcinkach spotyka się takich Towarzyszy?
Dhofie,ile spraw ja zapominam.Ho,ho! I stosując preparaty.Przychodzę na pocztę z listem w torebce,mam go wysłać,kupuję kartkę z życzeniami,ją gdzie indziej wysyłam,wychodzę z listem dalej w torebce.Coś z wiekiem zaciera mi się w kompie wyżnym i trudno.Ciężar myśli stresujących powoduje wyparcie treści.Tak to okreslam.A z drugiej strony bez stresu,ryzyka,adrenaliny nie potrafię istnieć.I nie mam osobowości bordelaine.Mój psycholog -doradca twierdzi ,że mam psychikę żołnierza.Odnajduję się w całości tylko w ekstremum.Norma mnie trochę rozsypuje i działam na niskich zakresach,jak by nie brzmiało,coś w tym jest.
Prymulki – przechodząc obok nich nigdy nie zapominam kupić choć jednej. Ale zbyt długie gotowanie rosołu … Anka, to określenie ”psychika żołnierza” jest bardzo trafne.
Po przeczytaniu słów Anki stwierdzam, że ja mam zupełnie nieżołnierską psychikę.
Cudne są takie powroty, Jagno!
-
Dzien wypelniony
… od rana wykladami. Urywam sie dwie godziny przed koncem, zeby zdazyc na mój pociag o 16:34. Przy wyjsciu czeka na mnie z bananem w rece jedna z lekarek uczestniczacych w kursie, Czeszka z pochodzenia jak sie dowiedzialam podczas obiadu. Wpycha mi tego banana mówiac, ze przeciez do Berlina daleko a banan pozywny. Cieplo mi sie robi na sercu – nie ma co, slowianska dusza…
Taksówka, dworzec. Na dworcu mam jeszcze pare minut wiec wypelniam pare widokówek, nalepiam znaczki i wrzucam do skrzynki pocztowej. „Serdeczne pozdrowienia z pieknej Nurymbergi” glosi napis na widokówkach. A tak naprawed to przeciez tych pieknosci nie widzialam… tylko dworzec I hotel. Oszukuje wiec? Troszke chyba tak. Ale serdeczne pozdrowienia niesklamane, prawdziwe.
Znowu w cichym (pssst) wagonie – tym razem luzno I biurowców nie ma – sobota. Jeszcze tylko piec I pól godziny i juz, juz bede w domu, gdzie czeka zaziebiony Towarzysz Odcinka z bolacym kolanem. Takie zycie – ale piekne.
Dwa rozgrzewające serce fakty – darowany banan i to czekanie. Piękne
Prawda? Serdecznie pozdrawiam z pociagu!
Podróżowanie pociągiem wciąż ma swój urok. Mimo tego, że nie zabiera się już ze sobą jajek, pomidorów i solniczki:)
Podróżowanie czasami przeraża, jutro jadę do Rzeszowa, 13 godzin pociągiem z Poznania – to musi być przerażające.
”Takie życie – ale piękne.” Będę Cię cytować
-
Ciagle jeszcze mroznym porankiem
… ciagne za soba do pracy moja dwudniowa walizke (z Oscarem w srodku, rzecz jasna). O dziesiatej spotykam Professional Congress Organizers (tak, tak – jest cos takiego) aby ustalic szczególy kongresu, tego, który ma sie odbyc po koncu swiata, czyli w 2014. Niezrazona wizja konca swiata pani daje mi prowizoryczna wycene kosztów – gladkie piecdziesiat tysiecy euro. Dobra. Jeszcze rozmowa z szefowa, jeszcze z doktorantka, jeszcze odbiór nieprzyjemnych dwóch listów, które zdecydowanie zmacily mi spokój ducha – i biegne na dworzec.
Jade w kierunku przeciwpoloznym, niz w ubieglym tygodniu, czyli na poludnie. Piec i pól godziny w pociagu ICE, w specjalnym wagonie oznaczonym jako wagon cichy. Na scianach przekreslone komórki. Polowa towarzystwa nie przejmujac sie ani nakazem ciszy ani zakazem uzywania komórek zaczyna glosno telefonowac. Agresja powoli zaczyna mi bulgotac w gardle, ale na szczescie ktos inny pierwszy wybucha i dosadnie tlumaczy telefonujacym, ze maja zakonczyc rozmowy. Obrazeni, wycofuja sie mala gromadka na korytarz i dra tam sie na cale gardlo. Jest pani, która umawia towarzystwo na zebranie za tydzien w piatek, jest pan, który umawia sie dlugo i skomplikowanie z narzeczona na dworcu w Monachium, jest inna pani, która podaje instrukcje swojej sekretarce do kogo i po co zadzwonic.
Dojezdzamy do Nurymbergi, przesiadam sie na lokalny pociag i po dziesieciu minutach jestem w Fürth, nurymberskim przedmiesciu. Fürth podobno sluzylo aliantom do trenowania zrzucania bomb w czasie drugiej wojny swiatowej, co ciagle jeszcze bardzo widac. Nowe domy powstawiane pomiedzy urokliwe, stare, upstrzone rzezbami i plaskorzezbami kamieniczki wygladaja jak nieudolnie zrobiolne sztuczne zeby pomiedzy nielicznymi zdrowymi… Wojny sa okropne.
Na stacji w Fürth pytam jak najlepiej dojechac do mojego hotelu. „Ichfurchtesiemssntexenmn” odpowiada pan na stacji. „Slucham?” ani slowa nie zrozumialam. Przeciez tu powinno tez byc po niemiecku, ale … acha to inny Land – Franken. Jak oni sie tutaj dogaduja? Róznica miedzy tubylczym dialektem a poprawnym niemieckim jest taka, jak pomiedzy szkolnym polskim a dialektem slaskim, a moze nawet góralskim. „Ich fürchte, Sie müssen Taxe nehmen” krzyczy skandujujac pan na stacji. To typowe – w kazdym kraju, jezeli ktos nie rozumie, to tubylcy tlumacza to, ze nie slyszy.
Czyli musze wziac taksówke. Biore i docieram do hotelu. W drzwiach wejsciowych spotykam moich kolegów – od razu robi sie po domowemu. Za godzine zaczynamy show.
- Wczytaj więcej










Sztuczność wokół! Dobrze, że choć Oscar jest sobą
Jestem jak wiekszość tu, fanką Oskara. Ale miś polarny przypomina mi koszmar z dzieciństwa. Dostałam białego misia z języczkiem z czerwonej gąbki. Gąbka była cieniutka i przy próbie dokładnych oględzin, języczek się urwał. następnego dnia biały mis zniknął. Mama powiedziała, że byłam dla niego niedobra i odszedł. Nie róbcie takich rzeczy dzieciom, do dziś czuję wyrzuty sumienia
Choć okazało się, że schowali mi misia, bo się łatwo brudził.
I tekst i komentarz Uli jakoś mnie przygnębił, chyba dlatego,że od rana jestem w niżowym nastroju. Poprzedniej nocy przeszedł przez mój ogród anioł śmierci. Jeszcze wczoraj nie było widać ile zła wyrządziło jego lodowate tchnienie. Ale dziś od rana ostre słońce i w tym jaskrawym blasku wielkie umieranie winorośli, dalii, nawet liście orzecha włoskiego się poddały.
Nie przejmuj się wszystko odrośnie! Obiecuję! Orzechy u mnie też zawsze w maju podmarzają, ale potem szybko odrastają.
Trzymam Cię za słowo
Oj, tylko nie tak mocno!